![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|
Witamy w magazynie Playback!
GRAJ Z PLAYBACKU!
Numer 05/2006 (Maj 2006) |
|
|
|
|
|
|||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
REDAKCYJNE
RECENZJE |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|
|
|
![]() Papkin Mateusz Witczak Kontakt Galeria Kliknij aby powiększyć! ![]() ![]() ![]() Gatunek: Akcja TPP Producent: Ubi Soft Dystybutor: Cenega Poland Wymagania: Pentium III 1,1 GHz, 256 MB, GeForce3, DVD-ROM Cena: 99, 90 zł Prince of Persia: Dwa Trony
Początek lat 90 był dla graczy okresem, bez mała, przełomowym. To właśnie wtedy imć Jordan Mechner, wówczas jeszcze niezbyt znana persona, stworzył dzieło, które zapoczątkowało najznamienitszą sagę gier akcji na PC. Prince of Persia - platformera 2D, w którym Książe stanął przed niełatwym zadaniem uwolnienia lubej z komnat podstępnego uzurpatora - wezyra Jaffara. Naturalnie nie ma łatwo, na swą misję miał raptem godzinę. W ciągu 60 minut musiał pokonać strażników jego więzienia, przebyć ponure kazamaty i wreszcie, dokopać samemu "best of the best". Wszystko podszyto znakomitą jak na tamte czasy oprawą audiowizualną (animacje naprawdę robiły wrażenie!) i klimatem rodem z baśni tysiąca i jednej nocy. Splendor i chwała spłynęły na młodego projektanta. Dwa lata później powstał sequel, już nieutrzymany w tonacji "czerń- szarość- biel", ale kolorowy, barwny i przy tym na tyle podobny do poprzednika, aby naprawdę zyskać sobie popularność. I popularność zyskał. Może nie był aż tak hołubiony, jak część pierwsza, ale i tak wszyscy piali z zachwytu. I gdy wydawało się, że to koniec i historycy nie zapiszą już na żadnej karcie nazwiska "Mechner", pojawił się pomysł uwspółcześnienia przygód księcia i przeniesienia ich w pełen trójwymiar (zgodnie z ówczesną modą). Ten jednak rozdział opowieści lepiej wymazać (odgłos mazania gumki). Już nikt nie miał wątpliwości, że Książe udał się na zasłużony spoczynek, ale... pewien grabarz w roku 2003 postanowił odkopać legendę. Grabarz ów zwał się Ubisoft. I co? Strzał w dziesiątkę! Poważnie! Programiści zaserwowali nam kolejną historyjkę o knowaniach niecnego wezyra, pięknej księżniczce, skarbie wojennym, którym okazały się piaski czasu i... miłości, przyjaźni, zdradzie - ot, przeczytajcie sobie dowolne z bajań Sherezady, efekt wzbudza podobny. Przy okazji opatrzyli Księciunia (jak mawiał stwór z Gumisiów) umiejętnościami godnymi samego Neo. Dla Persa chodzenie po ścianach, skoki niby kangur, czy wywijanie mieczem godne samuraja były betką. A na dodatek wykorzystano ciekawy motyw manipulacji czasem. Gracz mógł cofnąć bieg wydarzeń o kilkanaście sekund, spowolnić upływ drogocennych minut i przewidzieć przyszłość. Wszystkim się spodobało. Sprzedaż jednak nie była zadowalająca, mimo bardzo wysokich not w prasie. Zwołano naradę i wytężone mózgownice starały się dojść jak do takiego stanu rzeczy doszło. Wniosek nasuwa się sam - gracze lubią wszak posokę tryskającą po sufit i seks na ekranie. Druga część (w rzeczywistości piąta, ale kto by się w tym połapał), zatytułowana Warrior Within przyniosła zmianę klimatu rozgrywki o 360 stopni. Koniec z błękitnookim chłopcem, uroczą panną i malowniczymi pałacami. Czas na kawał skur...kobańca (tutaj możecie chyba sobie sami wybrać obelgę, ale z racji tego, że, bądź co bądź, piszę tutaj przyzwoitą recenzję kląć nie wypada), zimną, podstępną lisicę i ruiny. Odpadające części ciała, morze krwi i przekleństwa, a wszystko w rytm metalu. Ostre. Tym razem Książe zmagał się z własnym przekleństwem. Udał się na Wyspę Czasu chcąc zrzucić z siebie brzemię piasków. Jednakże sługusy złowieszczej Cesarzowej zmasakrowały jego załogę! W grze trzeba się było zmierzyć z samą "Imperatorką" (uroki polskiego przekładu. Chodzi naturalnie o wymienianą już Cesarzową), demonem Dahaką, który to pragnął zrobić nam kuku i dopełnić przeznaczenie wykańczając masę wrogów. Zmieniło się wszystko - od głosu Prince'a, na poszerzeniu palety ciosów skończywszy. Dorosły klimat jedni ostro skrytykowali, inni pochwalili. Jednak tych pierwszych było więcej. Gra sprzedała się całkiem nieźle i Ubisoft zaplanował sequel, który mam właśnie przed oczyma. Grę będącą połączeniem motywów z jedynki i dwójki. Próżno szukać tu mordów z WW. Zapewniam, że część trzecia zatytułowana Dwa Trony to piękna, długa baśń z wszystkimi przywilejami. Fabułę postaram się streścić zaraz i słowem wstępu powiem, że znajdzie się tu miejsce i na miłość i wierność, i zwątpienie, i dumę. Historia jest skonstruowana jak naprawdę dobrze, czego dowodem może być choćby nagrodzenie gry w kategorii "Najlepsza Fabuła" przez program Hyper (swoją drogą tym ludziom też coś powoli odbija... Owszem, jest dobrze, ale przy Fahrenheicie przecież wysiada!). Książe (zgodnie z alternatywnym zakończeniem prequela) odpłynął z Kaileeną (Cesarzową Czasu) na swej łodzi do Babilonu, gdzie pragnął w spokoju zasiąść na tronie i pojąć swą wielką miłość za żonę jak najszybciej. Niestety, jak zwykle, coś nie wypaliło. Zamiast gromkich braw i pisku fanek (?) parę książęcą witają strzały z łuków i katapult. Nasz po raz kolejny zmieniony bohater, tym razem o wyglądzie dostojnego arystokraty, a przynajmniej przez chwilę, dopóki nie podrze sobie całkiem wierzchniego odzienia, zapuścił przez dwa tygodnie podróży bródkę i wygląda dużo cieplej nić poprzednio. Ale znów zapomina wszystkich kombinacji uderzeń i możliwości manipulacji czasem (starcza demencja? To młodziak!). Co więcej, znowu traci "super wypasiony" miecz który zebraliśmy w połowie gry i który zabija wszystkich jednym "machnięciem". A to gapa, prawda? Zgubić coś takiego! No, ale nie naśmiewajmy się z pracy programistów, bo jakoś trzeba było jego rozwój przedstawić. A więc - po wyrzuceniu ciała na brzeg, następca tronu powstaje i kątem oka dostrzega, że kilka piaskowych bestii porywa mu narzeczoną. Rusza więc w pościg. Przez pierwsze chwile przypominamy sobie sterowanie i uderzenia. Miłośnicy serii z radością powitają drobne modyfikacje interfejsu i sterowania (teraz główną bronią uruchamianą przez kliknięcie lewym przyciskiem myszy jest sztylet czasu, zaś my w każdym momencie możemy sobie podnieść jakiś większy miecz, czy inny topór i atakować nim prawym przyciskiem gryzonia. To rozwiązanie jest kompromisem patentów z poprzednich części). Zaznajamiany się też z nowymi uderzeniami, które jeszcze bardziej wzbogacają i tak pokaźną paletę ciosów. Teraz, przy odpowiednim opanowaniu, możesz naprawdę fantazyjnie szatkować wrogów, czemu towarzyszą piękne spowolnienia akcji i nadające całości filmowości manewry kamery. Ciekawą nowalijką są tak zwane "Speed Kille". Wystarczy zakraść się do wroga tak, aby ten cię nie widział i nacisnąć przycisk "e". Wtedy Książe zacznie hasać koło niego i zadawać mu ciosy. Od powodzenia akcji zależy to, czy w odpowiednim momencie, kiedy ekran na sekundę robi się czarno biały, wciśniemy przycisk ataku. Jeśli się spóźnimy, niestety, trzeba przygotować się do ciężkiej walki, lecz gdy wygramy... cóż - przeciwnicy są tutaj znacznie silniejsi niż w poprzednich częściach i tracenie zdrowia na bezsensowną sieczkę jest głupotą, bo później, po ewentualnej śmierci bohatera, trzeba rozpoczynać cały poziom od rozmieszczonego hen, hen, daleko punktu kontrolnego. Swoją drogą nie ma możliwości zapisu w dowolnym momencie. Historię możemy rozpocząć od kolejnych... mis z wodą uzupełniającą stan zdrowia Księcia. Irytujące jest, że przy drobnej pomyłce, często wynikającej z pracy kamery, czy własnej głupoty, trzeba zaczynać grę od odległego często miejsca. Ale mniejsza. Dodano również specjalne wypustki na ścianach, w które możemy wbić sztylet i tym sposobem "uczepić" się ich. Warto wspomnieć też o tym, że podczas biegu po ścianie można trafić na platformy zmieniające kierunek skoku. To wszystko sprawia, że akrobacje są jeszcze bardziej trudne i efektowne. Po zaznajomieniu się z kilkoma ciekawostkami, Książe odnajduje wreszcie Kaileenę w łapach, nie zgadniecie, wezyra. Niemilec staje przeciw nam kolejny raz (wypadałoby go w końcu ostatecznie wykończyć, nieprawdaż?). Zabija on za pomocą sztyletu Cesarzową Czasu, wchłaniając jej moc i stając się nieśmiertelnym pół-bogiem. Samo zdarzenie modyfikuje też kilku jego sługusów stojących nieopodal, a także... Samego Księcia. W wyniku tych wydarzeń, ujawnia się w naszym bohaterze "drugie ja". O ile bowiem w ciągu dwóch tygodni podróży, w tajemniczy sposób monarcha ponownie został straszliwie szlachetnym i mądrym wojownikiem, który jeszcze przed Radiem Maryja i TV Trwam oglądałby podpisanie paktu trzech starych sępów, jego "zła strona" nie pozostała z ciała wygnana na zawsze. Dawna niegodziwość, złość i nierozsądek przybrały postać Dark Prince'a. Ten jegomość znacząco różni się od Księcia standardowego. Przede wszystkim ma szarą, wyblakłą skórę poprzecinaną bliznami i tatuażami. Włosy unoszą mu się ku górze, zaś z ręki zwija olbrzymi łańcuch, którym atakuje wrogów i wykonuje niezwykłe akrobacje. Gra nim to coś zupełnie nowego i wcześniej niespotykanego. Po pierwsze nie może on, z racji tegoż łańcucha, korzystać z drugiej broni. Ma zupełnie inny zestaw ciosów od dobrego braciszka. Jest też od niego o stokroć potężniejszy. Dosłownie szatkuje dziesiątki napływających falami wrogów. I choć nieustannie traci zdrowie przez zgubny wpływ piasków, może je uzupełnić zbierając moc z ciał, a także rozwalając skrzynki, stojaki, stoły i wszelkie inne elementy otoczenia. Przydaje się to zwłaszcza w częstych sekwencjach zręcznościowych, gdzie takie "konserwy" stanowią przecież o jego "być, albo nie być". Za pomocą łańcucha możliwe jest przyciąganie bloków, przedłużanie skoków poprzez pochwycenie drążka znajdującego się gdzieś wyżej, czy wspomożenie chodzenia po ścianach uchwyceniem uwieszonej wyżej lampy. Otwiera to całkiem nowe możliwości. Po niemiłej sytuacji z Wezyrem w piersi Księcia kołatają się dwie, zupełnie odrębne osobowości, które, na dodatek, mogą ze sobą rozmawiać. Niektóre dialogi są zresztą bardzo sympatyczne, okraszone luźnym, ciekawym poczuciem humoru. Książęta często dyskutują też o otaczającej ich rzeczywistości. Zadają sobie pytania kim powinien być władca i wojownik. Przesycone patosem, moralizujące kwestie są zresztą tutaj akurat nader klimatyczne. Przez całą grę czekają nas więc przemiany, niczym w Doktorze Jekyllu i Panie Hydzie. Przyznam, ciekawy patent. Sekwencje zręcznościowe przeplatane są znakomitymi walkami. Przeciwnicy zostali zaprojektowani jeszcze fantazyjniej niż w Duszy Wojownika. Są też o wiele większym wyzwaniem. Chyba nie muszę wspominać, że podzielono ich na więcej rodzajów? Zaś prawdziwy upust wyobraźni dano nam przy pojedynkach z bossami, których jest naprawdę dużo. I tak pokonujemy olbrzyma, któremu sięgamy zaledwie do kostek, ujeżdżamy golema i... nie, nie, nie chcę wam zdradzić wszystkich niespodzianek. Powiem tylko, że teraz walki z "pierwszymi między równymi" nie ograniczają się do młóćki. Zastosowano patenty ze "Speed Killów" tak, że w pewnym momencie, gdy ekran staje się czarno biały, musimy zaatakować i oglądamy efektowną animację. Trochę czasu potrwa, zanim przyzwyczaisz się do tej nowości. Nie da się ukryć, że spora zasługa widowiskowych starć leży w odpowiedniej pracy kamer. I o ile nie ulega wątpliwości, że to właśnie dzięki zbliżeniom, oddaleniom i rozmaitym sztuczkom wszystko jest widowiskowe, to czasem potrafią one nieźle napsuć krwi. Weźmy na to walkę, w której trzeba jak najszybciej wejść po pionowej ścianie w górę. Sęk w tym, że Księżulkowi zdarza się ustawić w ten sposób, że zamiast ku górze, biegnie on na bok. Sami twórcy zalecają grę na padzie, ale co z graczami rdzennie pecetowytmi? Oddać sprawiedliwość jednak należy, poza nielicznymi momentami, na kombinacji klawiatura + mysz, gra się nader wygodnie. Co ciekawe - ponownie trafiają się proste zagadki logiczne, polegające na przesuwaniu dźwigniami w odpowiedniej kolejności, czy innych, równie błahych czynnościach. W każdej z 3 "nowych" części pojawia się jednakowoż "coś większego i trudniejszego". Tu rolę grubej ryby odegrała sekwencja, w której trzeba przetransportować posąg króla Persji tak, aby ten rozwalił bramę prowadzącą na zewnątrz. W sumie nic trudnego, ale jednak trzeba temu trochę czasu poświęcić. Grafika... I tu mam naprawdę spory dylemat. Z jednej strony naprawdę ładnie wszystko wygląda, zaś projekty postaci i potworów są efektem pracy prawdziwego geniusza. Nie sposób nie wspomnieć też o rozmyciach ekranu, szczególnie pięknych podczas spowalniania czasu! Cutscenki w porównaniu z tymi z jedynki to dzieło sztuki. Poprawiono bardzo wiele rzeczy. Z drugiej - gdzieniegdzie widać płaskie bitmapy, razi brak szczegółów no i, nie oszukujmy się, silnik graficzny ma już swoje lata i warto go pożegnać. Choć dobry, wysłużył się przez 3 kolejne części. I znów pozbawiono nas kolejnego, ciekawego trybu. Po przewidywaniu przeszłości z The Sands of Time i "furii", podczas której wyjątkowo sprawnie pozbawialiśmy kończyn przeciwników z Warrior Within, ani śladu. Jednakże teraz, po pewnym czasie naturalnie, bo Ubisoft bardzo ostrożnie miarkuje niespodzianki, abyś nie znudził się do samego końca i miał ochotę grać dalej, Książe może skupić energię Piasków i dosłownie powalić (a często i zabić) wszystkich dookoła. Efektownie i efektywne zarazem. Szumnie zapowiadane wyścigi rydwanem to w rzeczywistości proste (ale emocjonujące) walki z niesterownymi końmi, przeciwnikami wskakującymi nam na głowę i innymi rydwanami. Nawet to zabawne, zaś skoki zapierają dech w piersiach, tylko czemu występuje zaledwie dwa razy? I dlaczego golem ma tak podobną sterowność do koni? ;] (Podpowiem nieśmiało, że jego też "ujeżdżamy"). Przez cały czas zbieramy też Piaskowe Kredyty. Gdy tylko na koncie znajdzie się dostateczna ilość - można odblokować artworki ze wszystkich trzech części. Za to po ukończeniu gry (swoją drogą żegna nas jeden z najbardziej psychodelicznych poziomów, jakie widziałem) uzyskujemy dostęp do jajcarskiej broni (zależnie jakiej od stopnia trudności) i wszystkich cutscenek. Trzeba dodać - wyjątkowo pięknych. No i do znakomitego zbioru gagów z Princem w roli głównej, gdzie pokazane są jego nieudane akrobacje i, po prostu świetne żarty! Szkoda tylko, że to dzieło jest tak krótkie! Warto wspomnieć o opóźnieniu premiery. Niestety, gra trafiła do Polski dopiero niedawno z bliżej nie znanych mi przyczyn. Polska lokalizacja jest całkiem w porządku, choć, jak dla mnie i tak niezapomniana, angielska wersja bije wszystko na głowę! Powrócił aktor wcielający się w Księcia w części pierwszej tak, że teraz bohater nawet brzmi on jak niewinny, młody idealista. Jak napisał imć Spekkio, gdy jeszcze nie wiedział, że niejako Prince of Persia: Dwa Trony były przeze mnie zaklepane do recenzji "Mogę zrecenzować grę, o ile nikt nie ma nic przeciwko odgrzewanym kotletom". Jak dla mnie, to kucharz Ubisoft ma naprawdę niezwykły talent. Potrafi 3 razy podać to samo danie tak przyrządzone, że smakuje zupełnie inaczej...
|
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
||||||||||||||||||||||||||||