MM811 Rubber Pad
W dobie udziwnień, miliardów dodatków, klawiszy, pseudsopięknych ozdóbek i poprawek powoli zaczyna brakować miejsca dla tego, co stare, a, zgodnie z powiedzeniem, jare. Zapominamy, że doskonałość wypracowana latami częstokroć wielokrotnie przebija powiew świeżości. Nie oznacza to, naturalnie, że producenci gier i sprzętu zawsze powinni trzymać się wytyczonych standardów i jedynie udoskonalać wzór wypracowany przed laty. Jednak, przyznacie chyba, że o ile eksperymenty nie zawsze się udają, to czasem warto mieć pewność, że nabyty sprzęt nie rozczaruje i okaże się wartym pieniędzy zostawionych w kasie. Manta Rubber Pad jest jedną z tych rzeczy, które można kupować w ciemno. A że koszt też zbyt wysoki nie jest...
Pierwsze, co zwraca uwagę to wygląd. Choć kontroler jest stricte czarny, zauważamy również niebieskie "poduszeczki", o których szerzej za chwilę. Standardowy dwunastoprzyciskowiec prezentuje się bardzo ładnie. Osobiście bardzo przypadła mi do gustu kolorystyka. Pierwszy kontakt jest bardzo udany. Po bezproblemowej instalacji, z która poradzi sobie chyba nawet ślepy paralityk (inna sprawa, czy ktoś taki mógłby z nabytku skorzystać), przyszła jednak pora na rzeczowe testy.
Teraz pora nadmienić temat rzeczonych poduszek. Umieszczone na boku (oraz tyle), urządzenia wypełnione powietrzem uchwyty, wedle zapowiedzi mają, uwaga "powiększać komfort gry". I to się naprawdę udało. Dzięki temu ma się poczucie pewnej elastyczności urządzenia, co czyni je bardziej przyjaznym.
Błękitne są również gumowe podkładki wokół przycisków. Samo wykonanie nie pozostawia złudzeń. Solidna, rzemieślnicza robota, dzięki której pad pewnie leży w dłoni, zaś gra nie jest może pieszczotą, ale przyjemnością.
Aby dokładnie przetestować urządzenie poddałem je testom przy Psychonaut- a więc platformówce w której skoki, susy, celowanie, moce, wybór ekwipunku, mapa, uderzenia i masa, masa innych czynności powinny w pełni wykorzystywać jego potencjał. I owszem, tak się stało. Do dyspozycji mamy nie tylko ośmiokierunkowy sposób sterowania, ale również, po wykorzystaniu opcji "analog" gałkę z możliwością pełnego obrotu o 360 stopni. Ponieważ jednak są gry o bardzo rozbudowanej klawiszologii, momentami ten drugi sposób to wręcz obowiązek.
Oddano nam również do dyspozycji opcję, dzięki której możemy przypisać pewien zespół czynności pod jeden guzik. Nie jest to może częste rozwiązanie, ale nader praktyczne.
W zasadzie nie można się wiele doczepić, ale że mam naturę krytyka i sadysty, który z dziką satysfakcjąwytyka wszelkie niedociągnięcia, mogę tylko pozrzędzić nieco na średnio wygodne ułożenie klawisza "analog". I żeby nie być źle zrozumianym, nie chodzi o to, że jest on położony źle, ale dość średnio i momentami może stanowić pewien maleńki dyskomfort dostanie się do niego. Druga sprawa to oznaczenie klawiszy. Czarną "czwórkę" zdobią białe cyfry, które dość szybko się ścierają. Ale cóż- nie ma rzeczy doskonałych, a mamy do czynienia z naprawdę solidnym manipulatorem, o którym więcej złego słowa nie powiem.
Za cenę sześćdziesięciu złotych otrzymujemy klasyczny, pewny sprzęt, dobry właściwie dla każdego. Obcowanie z czymśtakim to czysta przyjemność i gorąco zapraszam niezdecydowanych do kupna. Z pewnością nie poczujecie się poszkodowani, a za taką cenę trudno o lepszy wybór. Łatwa instalacja i obsługa, funkcja wibracji, kapitalny pomysł z poduszeczkami i dwadzieścia cztery miesiące gwarancji. Czego chcieć więcej?