Witamy w magazynie Playback!     GRAJ Z PLAYBACKU!     Numer 05/2006 (Maj 2006)
REDAKCYJNE                              RECENZJE



  Krzysztof Dżułyński
Kontakt


Galeria
Kliknij aby powiększyć!



















































Norweski Dziennik

Z pod pióra Andrzeja Pilipiuka w gruncie rzeczy nie wyszła jeszcze żadna książka dla młodszych czytelników, nieskażona czarnym humorem, egzorcyzmami, bimbrem, wampirami i innymi tajemniczymi stworzeniami. Norweski Dziennik wyrywa się z dotychczasowego dorobku, ukazując nam zupełnie inna literaturę, która jednak wciąż pozostaje dobra.


Pierwsze, co nasunęło mi się po przeczytaniu najnowszej powieści Pilipiuka, nawoływało do historii Harrego Pottera. Pomimo tego, że porównywane powieści są zupełnie inne, jednakowoż można zauważyć sporo analogii pomiędzy nimi. I przynajmniej w moim odczuciu, odbierałem tą książkę, jako naszego polskiego odpowiednika prozy J.K. Rowling. Nową powieść czyta się bardzo dobrze, praktycznie jednym tchem Jak by to była kolejna bajka snuta przez "dziadziusia" w zimny wieczór przy strzelającym kominku. :D

Książka przypadnie do gustu zarówno osobom starszym, które pragną odrobiny relaksu po ciężkim dniu pracy, być może nauki, jak i dzieciom, które szukają niezbyt rozbudowanej książki do poduszki. Dzięki prostemu językowi, lekkiej konstrukcji zdań, zawarciu wielu wątków humorystycznych, oraz wartkiej akcji od tegoż "Dziennika" nie można oderwać się od początku, aż po ostatnie słowa, które padają na kartach tej księgi. Aż się prosi o ekranizację. Takie było moje pierwsze wrażenie po skończeniu przygody, a właściwie pierwszego tomu. Tylko tak na chłopski rozum! Nie ma sensu niszczyć tego wszystkiego polską kinematografią. Wystarczy sobie przypomnieć wątpliwy sukces Wiedźmina i już wiadomo jak to u nas, w kraju na Wisłą bywa... Ale wracając do tematu.

W Norweskim Dzienniku na pierwszym planie zostaje postawiony dosyć młody Paweł Koćko, a właściwie Tomasz Paczenko. Podaję dwa nazwiska albowiem jedno z nich stanowiło tak jakby kamuflaż dla głównego bohatera. Chłopiec, zarówno jak młody czarodziej z blizną na czole, jest sierotą. Wychowuje się w polskim domu dziecka, aż do momentu, gdy zostaje wywieziony przez zupełnie nieznane mu osoby do Norwegii, gdzie zaczyna się cała przygoda. Odtąd jedyną osobą, na której może polegać to Maciek Wędrowycz ( i wierz mi, podobieństwa do Jakuba nie kończą się tylko na nazwisku), "kolega" ze szkoły, z którym zamienił ledwo kilka zdań podczas krótkiego czasu edukacji. Jak to ostatnio modne autor pokusił się o wprowadzenie drugiego wątku. W tle dodatkowo opowiada nam o losach naukowca, który ucieka wraz z córką. Jednak jak się okazuje, nie jest to zabieg bezcelowy, który ma nam tylko urozmaicić lekturę, lecz umyślne, stopniowe wprowadzenie nowych postaci, które są ściśle powiązane z głównym bohaterem i jak sądzę będą stanowiły pomost do rozwiązania głównego problemu męczącego Tomasza: Co właściwie się stało parę lat temu? Skąd to dziwne wgniecenie w głowie? Dlaczego aż tyle znaczy dla niektórych osób? Z biegiem czasu pytań nasuwa się wiele pytań, co zachęca czytelnika do brnięcia dalej i przewracania kolejnych kart.

Miejsca, w których przebywa nasz "sprawca" dziennika są ukazane bardzo przekonująco. Bardzo łatwo przenieść się w wyobraźni w te piękne dzikie rejony, do starego domu Pawła. Pilipiuk tutaj tylko potwierdził swój wielki talent do pióra i opisy zarówno statyczne jak i dynamiczne są doskonałe i nie zatrzymują akcji.
Autor ukazuje nam wiele barwnych postaci, a każda o swoim indywidualnym, niepowtarzalnym charakterze. Naprawdę warto zagłębić się tekście i poznać każdą z nich z osobna. Zapewne każdy odnajdzie swojego odpowiednika. Jednocześnie wiele postaci, czy też miejsc jest autentycznych i można je znaleźć w naszym realnym świecie, jednak autor odradza nam podjęcia takich kroków ;).

Chyba najciekawsze jest to, że Pilipiuk, jeden z lepszych współczesnych, polskich pisarzy ten tytuł tworzył przez niemalże 20 lat. Zaczął będąc młodzieńcem o zupełnie innych spostrzeżeniach na temat świata, a skończył będąc osobą już dosyć dojrzałą, która podchodzi do wszystkiego z pewnością inaczej niż młody człowiek. W nowej książce czuć te 19 lat jego życia. Może, dlatego brak w niej trunków domowej roboty oraz brutalności egzorcysty amatora, znanego z czterech bogatych tomów opowiadań. Jednak wprowadzenie tej "Wędrowyczowskiej" nutki w postaci Maćka, dobrze wpłynęło na odbiór całości.

Cała historia związana z Norweskim Dziennikiem ma być umieszczona w trzech tomach. Niestety na razie jeszcze przyjdzie nam trochę poczekać na poznanie dalszych losów Pawła i jego wiernego druha Macieja, ale jednak warto... Tom II tej trylogii dołączył do grona moich najbardziej oczekiwanych pozycji, między innymi obok "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza (Recenzja znajduje się w drugim numerze ZIN-u Playback).

Opisywany tutaj tytuł gorąco polecam wszystkim bez wyjątku. Czy jesteś wielbicielem nauk ścisłych, czy wybitnym polonistą, młodym człowiekiem pełnym marzeń, czy twardo stąpającym po ziemi emerytem na pewno znajdziesz tutaj coś dla siebie i te kilka godzin wyjętych ze swojego życia będziesz wspominał miło. Oceny nie wystawię, ponieważ nie mam w zwyczaju oceniania czegokolwiek innego niż gry, jednak z pewnością byłaby to najwyższa nota z możliwych. Enjoy ;)

PLAYBACK 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone!

O zinie | Kontakt | Współpraca | Redakcja