Micro Machines V 4
Fani mikroskopijnych samochodzików powodujących zniszczenia porównywalne do niejednej mniejszej katastrofy powinni być zachwyceni. Już wkrótce na ekranach ich konsol oraz PC zagości najnowsza część serii Micro Machines nosząca dumnie tytuł Micro Machines V4.
Historia Micro Machines rozpoczyna się na przełomie lat 80 i 90. W tych latach na ryku pojawiła się wyprodukowana przez Galoob seria modelików. W skład modeli MM wchodziły zarówno samochody osobowe, ciężarówki, auta służbowe, czołgi, łódki, helikoptery, motocykle czy tzw. Monster trucki. Babawki zdobyły tak wielką popularność, że już w 1991 roku wydano pierwszą część gry noszącą nazwę Micro Machines. Poprzez swoją oryginalność i grywalność seria zdobyła tak wielką rzesze fanów, że już wkrótce zaczęły ukazywać się kolejne gry z serii Micro Machines.
Malutkie samochodziki żyją ciągle w sercach wielu ludzi, dlatego Codemasters zdecydowało się na wznowienie gier. Wielki wyścig trwa!
Serię tę powinien znać prawie każdy. Od powstania pierwszej części, gry z wielkiego rodu Micro Machines zdążyły ukazać się już na niemalże wszystkich, popularnych platformach. Teraz nadszedł czas na wielki wyścig, małych samochodzików na konsolach (PS2,
PSP i NDS) oraz komputerach PC.
Codemasters ojciec serii zapowiedział najnowszą edycję wielkiego wyścigu już na lato tego roku. Wszystkim fanom oczekującym tego tytułu należałoby przybliżyć nieco najnowsze dzieło programistów z Codemasters.
Istotnym asem serii MM były zawsze pojazdy występujące w grze. Różnorodne, ciekawe i często zabawne potrafiły zaciekawić i przekonać do siebie prawie każdego gracza. Dodatkowo na ich korzyść przemawiała liczna różnorodność jak zamiana w łódkę podczas wyścigu w Wenecji lub liczne gadżety ukryte w każdym samochodziku. Niestety po pewnym czasie nowe samochodziki kończyły się, a nam pozostawała gra znanymi już pojazdami. Tym razem postanowiono to zmienić. Samochodów w grze ma być około 750 w 25 typach! To naprawdę ogromna liczba. Miejmy nadzieję, że samochody nie będą różnić się od siebie tylko kolorem bądź wzorem na karoserii.
Niestety twórcy podają, że aby odblokować wszystkie dostępne w grze modeliki potrzebny nam będzie kolega z własnym egzemplarzem gry i kartą pamięci (PS2).
Seria Micro Machines oprócz samochodów mogła szczycić się także mnogością i złożeniem trybów rozgrywki (np.: wspomniany już wcześniej wyścig po Wenecji) i tym razem ma tego nie zabraknąć. Twórcy zaoferują nam szereg różnych pucharów, tryb Time Trial, pojedynek, bettle league a także ciekawie zapowiadający się Cheese Cup, gdzie będziesz próbował załatwić swojego przeciwnika zanim ukończy on wyścig. Czymże byłaby jednak zabawa w tych trybach bez wszelkiego rodzaju broni i dopałek. Niczym, dlatego postarano się o 25 broni takich jak np.: karabiny maszynowe, rakiety, wielkie młotki na dachach samochodów czy elektryczny wstrząs. Jeżeli pozbawieni będziemy jakiejkolwiek broni będziemy mogli wykorzystać otoczenie do zniszczenia naszego przeciwnika. Na 25 planszach możemy spodziewać się naprawdę wiele możliwości by podłożyć przysłowiową świnię naszym rywalom. Możemy np.; zepchnąć ich z góry, gdzieś wrzucić czy spowodować by wypadając z zakrętu stracili cenne sekundy. Ciekawostką jest to, że większość tras będzie znana nam z życia codziennego. Przykładem może być widziana chyba codziennie przez każdego kuchnia, łazienka czy z trochę rzadszych ogród, stół do bilarda czy dach.
Każdy gracz znudzony podstawowymi trasami będzie mógł uruchomić prosty edytor i stworzyć własne, wymarzone tory, na których potem będzie mógł "niszczyć" własnych przyjaciół w trybie multiplayer.
Osobiście jedyne zastrzeżenia mam do grafiki najnowszej odsłony Micro Machines. Uważam, że przechodząc w dość kiepski trójwymiar straciła ona swój prosty, niepowtarzalny, dwuwymiarowy klimat. Nie wiem, może to tylko moje odczucia, ale osobiście obawiam się, że tak jak w przypadku Wormsów nie wyjdzie to serii na zdrowie. Cóż mogę więcej napisać? Jak już wspomniałem premiera planowana jest na lato tego roku, a polski wydawca oraz cena stają jeszcze niestety pod wielkim znakiem zapytania. Pozostaje powiedzieć tylko słowa: "Poczekamy, zobaczymy", a wszystkim fanom niszczycielskich samochodzików życzyć tylko by czekanie te nie było bezowocne.