Mgła
Jak się okazuje Mgła nie jest pierwszym obrazem tego typu, który ukazał się w kinematografii. Film Ruperta Wainwrighta to remake filmu z 1980 roku na podstawie scenariusza Johna Carpentera i Debra Hill. Niestety w całej tej mgle zgubił się chyba sam reżyser i cała ekipa...
Nie miałem okazji oglądać inspiracji sprzed ponad 25 lat, ale uważam, że w świetle tej recenzji jest to właściwie zbędne. Historia skupia się wokół wysepki, na której znajduje się niewielkie miasteczko Antonio Bay. Czterech założycieli miasta - Patrick Malone, David Williams, Norman Castle oraz Richard Wayne właśnie stanęło w mieście w postaci pomnika postawionego za spore fundusze miasta. Jak się jednak okazuje, wcale nie mieli takich kryształowych serc, bowiem równo przed stu laty ograbili i wymordowali załogę statku i za zrabowane złoto wybudowali Antonio Bay. Tymczasem potomek jednego z założycieli - Nick Castle, właściciel kutra Sea Grass przypadkowo narusza spoczywający na dnie kufer, którego zawartość stopniowo zostaje wyrzucona na brzeg. Budzi to duchy uśmierconej przed stu laty załogi - snują się oni w gęstej jak mleko mgle, która spada na miasto.
Jak widać sama fabuła prezentuje się tak sobie Dodam jeszcze, że film skupia się głównie wokół potomków założycieli, wśród których poza Nickiem (w tej roli Tom Welling znany z serialu Miasteczko Smallville) znajduje się jego dziewczyna Elizabeth Williams (znana nam z serialu Lost, Maggie Grace, gdzie grała Shannon Rutherford), właścicielka lokalnej stacji radiowej Stevie Wayne (Selma Blair znana z Hellboya) oraz ksiądz Tom Malone (Kenneth Welsh, raczej nieznany z żadnych powazniejszych ról).
To tyle o fabule i aktorach. Teraz zastanawiam się od której strony zacząć narzekać na ten film, bo był tak głupi i nudny, że przez te półtora godziny zdążyłem się porządnie wyziewać i pośmiać na przemian. Wyziewać oczywiście dlatego, że był diabelnie nudny - najprostsze sceny niemiłosiernie się dłużyły, dlatego cały film jest niemalże kompletnie pozbawiony dynamiki. A pośmiać dlatego, że niektóre ze scen miały straszyć chyba dzieci - wstający w kostnicy trup, jakieś łupanie i do tego szczypta makabry w postaci palonych żywcem ludzi, a cała ta mgła niszczyła całą elektronikę odbierając bezbronnym ludziom możliwość wezwania pomocy. Ach i ta najbardziej prymitywna metoda straszenia widza, odbywająca się za pomocą dźwięków. Wszyscy dobrze to znamy, ale jakoś nikt nie podrygiwał przy seansie. Jedzie samochód, kamera na moment go zostawia, aby pokazać jakąś zupełnie inną scenę i nagle ŁUP! przed oczami znów mamy ten sam samochód, z którym tak naprawdę nic wielkiego się nie stało. Na tym to mniej więcej polega i muszę przyznać, że dawno nie spotkałem filmu, który tak chętnie korzystałby z tego patentu. Niektóre zagrania był tak żałosne, że mimowolnie chichotałem pod nosem.
W zasadzie nie ma sensu doszukiwać się w filmie zalet, bo i tak nie wpłyną one na ocenę filmu, a już z pewnością nie przyczynią się do zwiększenia jego oglądalności. Nie sposób jednak nie przyznać, że niektóre efekty specjalne wyglądają całkiem przyzwoicie, ale niestety tylko niektóre, bo większość z nich prezentuje się dość mizernie. Do tego dochodzi gra aktorska, która również nie jest najlepsza. Film skupił raczej młodych aktorów, jednak ci starsi wcale nie prezentują się lepiej. Nawet postacie trzech dziwaków w filmie jakoś nieszczególnie przykuwają uwagę.
Przykro mi poświęcać całego tekstu niemal tylko na narzekaniom, ale faktem jest, że Mgła nie jest filmem najwyższej klasy. Postawiłbym go na tej samej półce co Darkness, Piła czy inny tego typu Dom Woskowych Ciał. Przez cały film bohaterowie odkrywają poszlaki i rozwikłują tajemnicę, która w zasadzie wcale nie jest taką tajemnicą. Jakby tego było mało w jednej ze scen w samochodzie pękają wszystkie szyby, a następnego dnia wszystkie są już na swoim miejscu, co przelewa już czarę goryczy.
Polecam najpierw posłuchać relacji kolegów, którzy poszli na film w ciemno, a za przeznaczone na seans pieniądze kupić bilet na coś ciekawszego.