Witamy w magazynie Playback!     GRAJ Z PLAYBACKU!     Numer 05/2006 (Maj 2006)
REDAKCYJNE                              RECENZJE



  Krzysztof Dżułyński
Kontakt


Galeria
Kliknij aby powiększyć!























Jan Paweł II

Parę tygodni temu zadzwonił do mnie kumpel z pytaniem, czy nie wybrałbym się do kina. Będąc po ciężkim dniu, jak to często bywa w środku tygodnia, z bananem na twarzy przystąpiłem na daną mi propozycję. Jako że ostatnio o tej porze zdarza mi się zasnąć przed ekranem telewizora, reżyser filmu miał nie lada wyzwanie. I z czystym sercem mogę powiedzieć, że John Kent Harrison sprostał zadaniu i do ostatniej sceny nawet nie miałem ochoty ziewać. Co prawda najlepiej nie jest, ale i tak film plasuję się powyżej średniej ostatniego miesiąca. Jednak, jeżeli spodziewasz się dzieła, na jakie zasłużył Jan Paweł II, to z przykrością stwierdzam, że wyjdziesz z kina zawiedziony.

Cały film został podzielony na dwie części. Pierwsza opowiada o młodzieńczych latach Karola, ukazuje jego przemianę duchową i powody, które posunęły go do podjęcia decyzji o zasileniu szeregów kościoła. W tej części filmu są zawarte praktycznie wszystkie ważne momenty życia jeszcze przed wstąpieniem na Tron Piotrowy. W gruncie rzeczy jest to amerykańska i skrócona kopia Karola: Człowieka, który został papieżem. Oglądając miałem wrażenie dejavu, gdzieś to już widziałem. I rzeczywiście, albowiem pierwsza część historii podejmuje te same problemy i bazuje na tych samych scenach. Można pokusić się o stwierdzenie, że po prostu na potrzeby nowego filmu został przerobiony poprzedni. Jednak dla mnie, tutaj przewagę zdobywa włoska wersja życia Jana Pawła II jeszcze przed pontyfikatem. W rolę młodego księdza wcielił się Cary Elwes, co, muszę przyznać szczerze, do gustu mi nie przypadło. Może za bardzo kojarzyłem sobie tego aktora z Piłą... A może po prostu nasz rodak potrafił lepiej oddać uczucia, jakie targają młodym Wojtyłą. W każdym razie pierwsza część ekranizacji, jest marną kopią filmu z przed roku.

Mniej więcej w połowie filmu, już po wybraniu nowego papieża następuje podmiana aktorów. Niezbyt szczęśliwie to zostało rozwiązane, albowiem na początku taka zamiana może razić. W końcu obaj aktorzy różnią się znacząco od siebie. Na szczęście ta krótka chwila zniechęcenia po tym ryzykownym zabiegu wprowadzenia nowego aktora, po paru minutach przepada w zapomnienie. Druga część filmu, według mnie jest o wiele ciekawsza. Może, dlatego, że jeszcze o tej części życia nie było filmu fabularnego. Jon Voight zagrał bardzo dobrze i miejscami nawet do znudzenia przypominał naszego rodaka. Wydaje mi się, że dobrze zostały wplecione wątki humorystyczne, oraz doskonale pokazana tęsknota Jana Pawła do swojej ojczyzny. Jednak już zupełnie po macoszemu potraktowano 'polityczne sprawy', w które papież ingerował, często nawet zmieniając bieg historii. Pomimo małych błędów i tak aktorowi wcielającemu się w tą 'wielką postać' należą się brawa.

Niestety w tym dziele mocno czuć amerykańskie kino. Jednak należy wspomnieć, że z początku film miał na celu przybliżyć tą postać głównie ludziom zza oceanu. Sporo rzeczy zostało uproszczonych, przygotowanych pod szerszą publikę. Ogląda się, co prawda dobrze, jednak daleko jest do ukazania prawdziwej głębi życia i nauk papieża. Już po samej obsadzie aktorskiej, można odczuć stylizację na kinowy hit sezonu. Już sam Christopher Lee zdaje się być pomysłem nietrafionym oraz mającym tylko na celu przyciągnięcie jeszcze większych tłumów do kin. Owszem, Lee jest dobrym aktorem, lecz zarówno mi, jak i moim znajomym, za bardzo kojarzył się z Sarumanem z Władcy Pierścieni. W tej roli widziałbym mniej znanego aktora, który niekojarzony z żadnym innym, bardziej przekonująco oddałby postać krakowskiego księdza...

Podsumowując, ta pozycja nie jest zła i można sobie pozwolić na wyjście do kina, jednak na razie "Karol" Battiato wygrywa z pierwszą częścią filmu. Aby porównać całość, musimy poczekać do ukazania się filmu "Wojtyła - papież, który pozostał człowiekiem". Na razie, jednak wydaje się, iż Voight zagrał niemalże doskonale i nie jestem do końca pewny czy Adamczyk zdoła to zrobić lepiej. Ale jak by nie było, chyba najważniejsze jest dla producentów, że film na świecie zarabia miliony i zbiera całkiem niezłe noty.

PLAYBACK 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone!

O zinie | Kontakt | Współpraca | Redakcja