Witamy w magazynie Playback!     GRAJ Z PLAYBACKU!     Numer 05/2006 (Maj 2006)
REDAKCYJNE                              RECENZJE


Adam Tomaszczyk
Kontakt






























































































"Gry jednak uczą"
Na to stwierdzenie moja mama odpowiedziała lekceważąco: "Ty mi tutaj takich pierdół nie opowiadaj i lepiej weź się za książki." Tym jakże pozytywnym akcentem pragnę rozpocząć mój felieton.

Czy ta gałąź rozrywki może czegoś nauczyć - z całą pewnością. Weźmy chociażby liczne gry RPG w klimatach fantasy. Nikt nie powie mi że z takich produkcji grający nie wyciągnie wiedzy na temat średniowiecznego uzbrojenia.(Bo jak wiemy znaczna większość tego rodzaju gier dzieje się właśnie w średniowiecznych klimatach.) Sam mogę zaświadczyć, kiedy to po wieloletniej(!) sesji, dzień za dniem, miesiąc za miesiącem z Diablo2 kiedy na lekcji historii braliśmy właśnie wspomniany okres znałem wszystkie rodzaje zbroi, broni, łuków, hełmów itp. Nikt mi nie powie że zakuwanie nazw tego wszystkiego z własnej woli (i świadomie) nie odbiłoby się na zdrowiu psychicznym jednostki.

Kolejnym dobrym przykładem na to że gry jednak mogą czegoś nauczyć są dwie znakomiete produkcje. Mianowicie: Zauważony przez niewielu ICO oraz nowopowstały Shadow of the Colossus. Takie dzieła mogą naprawdę pokazać czym jest prawdziwa miłość, poświęcenie, przyjaźń. Nauczyć wrażliwości. Mogą to uczynić w równie trafny sposób jak dobry film, książka czy nawet samo życie. Trzeba mieć jedynie odrobinę dobrej woli żeby dać się wciągnąć w klimat danego tytułu. Bo przecież wiadomo że jakiś matoł, który nie zna uczucia "przyjaźń" czy "wierność" ale za to wie jak dobrze przygrzmocić bliźniemu z drewnianego kija czy innego jakże wymyślnego przyrządu, nigdy nie zwróci większej uwagi na taki tytuł, bądź już po sesji z nim stwierdzi że "Jednak wolę Need for Speed Underground bo przynajmniej zapodają tam dobry bit." Nigdy nie doceni piękna drzemiącego w tych iskierkach komputerowej rozrywki. Nie zrozumie co jest pięknego w tej zwykłej symfonicznej muzyce. I nigdy nie wzniesie się ponad stan swoich równie rozwiniętych kolegów.

Człowiek otwarty natomiast wyniesie bardzo wiele z takich gier. Może nawet odkryje w sobie nowe pasje. Tego nikt nie przewidzi, bo te gry to prawdziwa sztuka. Dość rzec że niektórzy ludzie uronili niejedną łzę na zakończeniu ICO. Więc drzemiące w tych produkcjach wywoływacze uczuć są faktem.

Dobrze, była lekka iskra zadumy, teraz coś na rozluźnienie mięśni. Kolejnym jakże (podobno...) trafnym przykładem niech będzie jęczenie tysięcy sióstr zawodzących do swoich braci: "Wgraj mi The Sims!" - ileż razy my, ludzie normalni słyszeliśmy to zawołanie (prawie bitewne) od swojego (najczęściej) młodszego rodzeństwa płci żeńskiej. Czy ktokoliwek z was kiedykolwiek zastanawiał się co te zaślepione istoty (płci żeńskiej...) widzą w tych wirtualnych ludkach? W ich chodowaniu? W ich monotonnej egzystencji. Już śpieszę z odpowiedzią. Otóż, (wszystko to tylko czysta teria, niepotwierdzone obserwacje etc.) kobiety uważają że The Sims (+ dodatki) najlepiej potrafią nauczyć życia. Bo w której innej produkcji zamiast głodzić - karmisz. Zamiast niszczyć - wznosisz domy. Zamiast zabijać - rozmawiasz, podrywasz i produkujesz nowe życie z partnerem/partnerką. Zamiast podejść szybko po apteczkę i uzupełnić życie - wykonujesz 10 czynności tylko po to żeby nasz wirtualny ludek poczuł że już go nie ciśnie, że już jest mu fajnie, że nie czuje tego i tamtego, że... ahh, rozpędziłem się.

W każdym razie - The Sims (nie)uczy życia - i to (jak mówią kobiety) takiego prawdziwego. A nie takiego nienormalnego jak jest we wszystkich głupich(!) grach. Tylko drogie koleżanki zapominają że prawdziwe życie nie polega na klikaniu na np: kuchenkę i wybieraniu "ugotuj obiad" albo na tym że w prawdziwym życiu nie da się utopić kogoś w zwykłym przydomowym basenie tylko i wyłącznie poprzez zabranie mu drabinki. Bo przecież w prawdziwym życiu nikt nie wpadłby na to żeby zwyczajnie wyjść z basenu bez pomocy drabinki. Mówię oczywiście o takich totalnych "paniach domu" które święcie wierzą we wszystko co Maxis im zapoda. Wiadomo że panie takie stanowią "wyżyny intelektualne" i nie należy się nimi przejmować za bardzo. Ale na miłość boską! Dlaczego The Sims ma na koncie aż tyle sprzedanych oryginałów. Co tak naprawdę przyciąga do tej "superprodukcji"? Na to pytanie nie odpowiem, bo zwyczajnie nie wiem. Tyle. (Zaznaczam że zdarzają się również dziewczyny/kobiety normalne - które kopią i plują na The Sims 1 i 2 +dodatki - jednak wziąż jest ich za mało...)

Co dalej, co dalej - aaa, może współdziałanie w drużynie? Tak. Z całą pewnością gry tego uczą. Bo jak wiemy żadna drużyna "profesjonalnych graczy" nie pięła by się w górę ogólnoświatowego rankingu gdyby nie ich umiejętność współpracy. Bo niby cóż by zdziałali gdyby jeden gracz biegł po flagę a 5 czekałoby na niego w bazie - broniąc jej? Albo antyterroryści w Counterze bez wyraźnych oznak współdziałania? Myślę że niewiele. Dopiero gdy (zazwyczaj początkujący) gracze dojdą do tego że trzeba współpracować żeby odnieść sukces w meczu coś im to da. Wpadną na to że do pilnowania bazy przecież wystarczy dwóch zawodników, Trzech może załóżmy pędzić po flag. A jeden wyglądać wroga przed bazą. Wtedy odniosą zwycięztwo. Po kilkunastu udanych sesjach zrozumieją że obraz współpracy z gry można przenieść do namacalnego świata. Staną się bogatsi w doświadczenie. I właśnie wtedy gra im coś da. Wiadomo że przykład jest lekko wyolbrzymiony, ale jednak myślę że jest dobry.

A dla tych którzy nie bardzo potrafią działać z innymi osobnikami pozostaje samotna młucka, czy to przeciw komputerowi, czy przeciw innym niepojętnym. (Nie wliczam ludzi preferujących samotne granie.)

Teraz pozwolę sobie przytoczyć wypowiedź mojego kumpla. Zapytałem go jakie gry mogą czegoś nauczyć? Lekko zszedł z tematu, ale jednak zarzucił bardzo konkretną wypowedz która nakierowała mnie na jeszcze jedną ważną rzecz, ale o niej za chwilę: "Windows bo codziennie dowiadujesz sie że ma wiecej błędów niż myślałeś. Co gorsza jest tak stabilny jak nasz system podatkowy w ktorym pieniadze same sie rozchodzą i znikają. Dodatkowo ma taki system pomocy ze to co było pytaniem staje sie 10 kolejnymi co doprowadza do tego że Słowo "pomoc" staje się prawdziwym błaganiem..." Tak więc skoro sprawy wyglądają następująco, nie pozostaje nam nic innego jak uzbroić swoje umysły w arsenały cierpliwości. A jakaż inna gra zastrzeli nas tak wielką próbą cierpliwości jak nie MYST? W której innej produkcji żeby przejść grę trzeba wypowiedzieć pięć tysięcy razy słowo na "K..."- co i tak nie jest równoznaczne z tym że nam się powiedzie. Właśnie dlatego tak niewielu ludzi pisze się na próbowanie swoich sił w MYSTY. Również właśnie dlatego gry z tej serii są tak wyjątkowe. Człowiek który ukończył którąkolwiek z części naprawdę może się uważać za inteligentnego. Ja nigdy nie próbowałem i nie mam zamiaru mierzyć się z tą serią. Nie zachęci mnie nawet piękna grafika IV części. Zwyczajnie nie jestem na tyle inteligentny żeby mierzyć się z takim potworem. Co nie zmienia faktu że ktoś kto spróbuje rozwinie swoje logiczne myślenie. Bo tego właśnie uczą MYSTY.

Jest jeszcze jeden gatunek gier które chciałbym poruszyć. Mianowicie różne serie arcade'ówek w stylu THPS (nie wliczając w to dennych Thps Underground 1,2 i American Wasteland). Która inna gra tak pozytywnie nakręci na jazdę na desce jak właśnie nie THPS, która inna gra zachęci do śmigania na snowboardzie jak nie SSX, dodatkowo jest jeszcze BMX i wiele innych. Te gry zachęcają do uprawiania ruchu (ich negatywne działanie pominę) jak żadne inne. A wiadomo że jak się człowiek rusza to zaraz ma lepsze zdrowie, kondycję i ogólne samopoczucie. I może te gry nie uczą za wielu rzeczy (nie wliczając nazw tricków które zwyczajnie same wchodzą do głowy) ale nakręcają użytkownika (Wiem po sobie gdyż seria THPS zauroczyła mnie deskorolką na 3 lata. Bardzo miłe lata.) właśnie na odejście od komputera i spróbowania czegoś co nie wyrabia tylko mięśni palców. A to jak wiemy jest bardzo ważne.

Myślę że podałem kilka całkiem dobrych przykładów na potwiedzenie tego co w tytule. Jednak co z tego skoro nie przeczyta tego praktycznie żaden dorosły. Sprawy nie zmienią się. Dziewczyny dalej będą mówić że The Sims uczy życia, a większość ludzi "poważnych" i tak będzie uważać właśnie tak jak moja mama. Na tym kończę.
PLAYBACK 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone!

O zinie | Kontakt | Współpraca | Redakcja