Witamy w magazynie Playback!     GRAJ Z PLAYBACKU!     Numer 05/2006 (Maj 2006)
REDAKCYJNE                              RECENZJE



  Łukasz Stelmach
Kontakt


Galeria
Kliknij aby powiększyć!







































Michał Witkowski
Fototapeta

Niegdyś, jeszcze za Żelazną Kurtyną, jedną z oznak zamożności w polskich domach była fototapeta. Taka zwykła, choćby z palmami i koniecznie widocznym miejscem stykania się błękitnego nieba z turkusem morza. Albo taka z sielskim widokiem na stodołę i pasącą się nieopodal krową. Wyobraźcie sobie - Karaiby czy podwarszawska (naturalnie opływająca w zbożowy dobrobyt) wieś we własnym pokoju. Szara ściana z zaciekami i grzybem pokryta papierowym zdjęciem o dużej skali już nie jest tylko szarą ścianą z zaciekami i grzybem, a górskim krajobrazem z płynącą rzeczką i spiczastymi turniami piętrzącymi się ku białym jak śnieg chmurom. Na krótko. W końcu po pewnym czasie owa fototapeta się zetrze, wyblaknie, przegnije grzybem, by z powrotem odsłonić to, co ukrywała i czego gospodarz domu tak się wstydził.


Trochę tak jest z bohaterami zbioru opowiadań Michała Witkowskiego. Nie radzą sobie z PRL-owską rzeczywistością, oglądają świat z zakłopotaniem. Świat próbuje ich w pewien sposób ukryć, oni natomiast starają się zapomnieć o szarej rzeczywistości. Giną i bledną w nostalgii kiczu. Przykrywa ich przejaskrawiona fototapeta, na której znajduje się Psie Pole, pierroty, kamera filmująca podwórkowe przyjęcie, konkurs Teleranka z możliwością wygrania nagrody - wyjazdu do ZSRR czy notesik ze złotym napisem TEWO wyrytym na okładce. Momentami płachta papieru przeciera się i na zewnątrz wyłazi wszystko to, co niewidoczne, przykryte: kłamstwa, działania radzieckich struktur przestępczych czy pijani milicjanci obmacujący jeszcze bardziej pijane kobiety na nocnych zabawach. Ta tapeta nawet nie przykrywa ich szczelnie, wystarczy przejechać palcem po jej strukturze, by wyczuć niepokojące kształty i zgrubienia. PRL miesza się tu i brata z kiczowatą teraźniejszością, tandeta kiedyś miesza się z tandetą dziś, Peweksy z lumpeksami, coniedzielne msze z supermarketami, przekupne ekspedientki z niekompetentnymi lekarzami. Wszystko to jest znajome, podobne historie słyszałem od bliskich, którym dane było żyć w Polsce Ludowej.

Witkowski zadbał o decorum, pisze lekko acz pewnie, jakby niedbale, nie martwi się o poprawną składnię czy język. Nie jest to jeszcze artystycznie dojrzały autor "Lubiewa", ale w "Fototapecie" pobrzmiewają już echa rewelacji literackiej zeszłego roku. Opowiadania jednak cechuje skłonność do natychmiastowego uciekania z pamięci. Całość plasuje jakościowo "Fototapetę" między zbiorem opowiadań "Copyright" z 2001 a fantastycznym "Lubiewem".

Zdecydowanie wyróżnia się opowiadanie "Mosina", czyli powrót do lat osiemdziesiątych razem z całym odpowiednim sobie kiczem i absurdami. Młody chłopiec towarzyszy babci - uznanemu stomatologowi na emeryturze - w piątkowej wizycie w sklepie, sobotniej w salonie fryzjerskim czy niedzielnemu wyjściu do kościoła. Oglądamy razem z nim wymianę peweksowskich dóbr na towary spod lady, które z kolei zostaną wymienione na inne, te na jeszcze inne, itd. W salonie fryzjerskim natomiast zbierają się wszystkie małomiasteczkowe elegantki, by ze swoich nędznych strączków stworzyć koafiury odpowiednie na niedzielną mszę - główne wydarzenie kulturalno-społeczne tygodnia.

Mi cała ta wizja przypomina teraźniejszość, niczym nie różni się od polskiej rzeczywistości z dala od wielkich miast, podobne obrazki widziałem np. odwiedzając rodzinę w podbydgoskim miasteczku. Czyżby więc fototapeta codzienności wciąż się nie zdarła? Czy wciąż nie całkiem szczelnie okrywa widok za oknem, postaci w telewizji i literki na monitorze?

Michał Witkowski namalował na białej płachcie papieru obraz jaskrawy, kiczowaty i tandetny. Ale bardzo swojski. Może trochę taki, jak on sam. Możliwe więc, że mamy tu do czynienia z literackim ekshibicjonizmem, przelaniem na papier swoich lęków, wspomnień czy spostrzeżeń. Z drugiej jednak strony, Witkowski jest na tyle sprawnym twórcą, że nie wierzyłbym w to. Po prostu położył na ścianę fototapetę.

















PLAYBACK 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone!

O zinie | Kontakt | Współpraca | Redakcja