Witamy w magazynie Playback!     GRAJ Z PLAYBACKU!     Numer 05/2006 (Maj 2006)
REDAKCYJNE                              RECENZJE



  Mateusz Witczak
Kontakt






















































Epoka Lodowcowa 2

Premiera drugiej Epoki Lodowcowej, dzięki ogromnej kampanii reklamowej, billboardom, trailerom, żetonom ukrytym w paczkach chipsów, czy "przeszkadzajkom" gdzieś w głębi płatków śniadaniowych, a także całej masie wszelakiego śmiecia, stała się niezwykle ważnym wydarzeniem. Trzydziestego pierwszego marca kinomani z całej Polski mieli okazję poznać dalsze losy leniwca Sida, mamuta Manfreda i tygrysa szablozębego Diego.

Wbrew logice, "dwójka" jest jeszcze śmieszniejsza od prequela. Oferuje inną, bardziej barwną historię, choć ci, którzy liczyli na klimat rodem ze znakomitego poprzednika mogą być odrobinkę rozczarowani. Wszystko bowiem zmieniło się dość diametralnie. Po wspólnych przygodach, trójka zwierzaków zadomowiła się w dolinie, gdzieś na krańcu świata. Leniwiec prowadzi przedszkole, gdzie cieszy się opinią fajtłapy i jest pomiatany przez swych kilkuletnich podopiecznych. Ten sielankowy (albo i nie) obrazek niszczy niestrudzony wiewiór, pędzący za ukochanym żołędziem. Już pierwsza scena filmu (której to jest bohaterem) wywołała salwy śmiechu. Fabuła, fabułą, ale zwierz z puszystym ogonem i jego przerywniki są jednymi z najzabawniejszych elementów całego obrazu. To zresztą jego pląsy rozpoczynają i kończą akcję. Wskutek pewnych... ekhem, dziwnych przypadków, zwierzak wywołuje coś znacznie gorszego od zlodowacenia... Odwilż. A że dolina, którą zamieszkują żółwie, torbacze i inne czworonożne otoczona jest zewsząd ścianami lodu, za kilka dni może napełnić się wodą jak miska. Po ostrzeżeniu sępa, zapada decyzja o ucieczce przed przeznaczeniem (Oszukać Przeznaczenie?). Ponoć bowiem gdzieś daleko znajduje się łódź. Zwierzęta rozpoczynają ucieczkę. Naturalnie nasza trójka również nie zamierza pozostać w pułapce i rozpoczyna wędrówkę.

Właściwie Epoka Lodowcowa 2 to film Manfreda. To jego rozterki i miłostki (tak!) wysuwają się na pierwszy plan. Wszystko wskazuje na to, że poczciwiec jest już ostatnim, żyjącym mamutem. Aż do czasu... gdy spotyka piękną, wesołą Elkę. Kobitka żwawa, pożartować umie, ot - idealna kandydatka na żonę. Problem w tym, że uważa się ona za... leniwca (Jezu, kto to wymyślił musiał mieć baaardzo nierówno pod sufitem!). I tak do wesołej gromadki dołącza trzymetrowy leniwiec oraz dwa prawdziwe leniwce, Edek i Zdzisek (tendencja do spolszczania imion obecna i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo niektóre miana są wręcz komiczne) nawiasem mówiąc strasznie dowcipne kurduple.

Uprzednio sporo gagów bazowało na wzajemnej niechęci Sida i Diego. Tygrys groził maluchowi na rozmaite sposoby i dawał do zrozumienia, że jego towarzystwo nie jest mu wcale miłe. Ponieważ trio zżyło się i waśnie odeszły precz, obawiałem się nieco o jakość żartów. Nic jednak bardziej jednak mylnego - konfrontacja osobowości szóstki jest przyczynkiem do kolejnych, bardzo zabawnych sporów. Tłumacze również dorzucili coś od siebie i to z bardzo dobrym skutkiem. Kiedy Maniek zaczyna swój wywód o "przetrwaniu gatunku" obrażona Ela oskarża go o... chrapkę na becikowe. W piękny i dowcipny sposób przełożono też pieśń sępów, która, choć może nie dorówna popularnością "Wyginam śmiało ciało" z Madagaskaru, to jednak stanowi ciekawy przerywnik. Nie sposób też nie wspomnieć o tym, że w nagraniach maczała palce aktorska śmietanka - Cezary Pazura, Piotr Fronczewski, który po raz kolejny udowodnił swą uniwersalność i zaradność. Powiedzcie mi bowiem, jak to jest możliwe, ze jeden aktor potrafi zagrać i narratora, i tygrysa, i superbohatera, i męża, i tabuny innych postaci, a w każdej z ról jest perfekcyjny i taki, jak życzyłby sobie przeciętny zjadacz chleba? Dobrze spisał się też Wojciech Malajkat, choć tu akurat mamy do czynienia ze zmianą w obsadzie, bowiem wcielił się on w mamuta i jakoś nie wydaje mi się, aby był on do tej kreacji idealny. Aktor podkładający głos choćby pod Kota w Butach w Shreku 2 momentami za bardzo skomli i skrzeczy jak na kilkutonową bestię, ale cóż...

Film daje okazje do naocznego przekonania się, jak bardzo technika animacji komputerowej poszła przez kilka lat naprzód. Uwagę zwraca jeszcze realistyczniejsze futro (w tym niesamowicie piękny efekt mokrej sierści), bardziej rzeczywista woda, czy masa innych, pięknych detali, bowiem diabeł tkwi w szczegółach. Graficy cudownie ukazali dzieci, które mają wielkie oczy i są na swój pokraczno-słodki sposób takie, że jak to mawiają ciotki "chciałoby się je schrupać" (a po paru latach żałują, że tego nie zrobiły).

Wiele lat ciężkiej pracy opłaciło się. Obraz jest jednym z najbardziej udanych w ostatnim czasie i powinno się na niego wybrać każde dziecko w wieku od jednego, do stu lat (a przy dobrej kondycji, uniezależnieniu się od alkoholu i zdrowym sposobie żywienia nawet do stu trzydziestu). Zakręcona historia, w której nie zabrakło jednak wzruszeń i emocji rodem z najznamienitszych produkcji Disney'a, znakomita warstwa audiowizualna i jedna z lokalizacji "z jajem", to wabiki, obok których żaden kinoman nie może przejść obojętnie. I nie przejdzie. Sala była pełna.

PLAYBACK 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone!

O zinie | Kontakt | Współpraca | Redakcja