![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|
Witamy w magazynie Playback!
GRAJ Z PLAYBACKU!
Numer 05/2006 (Maj 2006) |
|
|
|
|
|
|||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
REDAKCYJNE
RECENZJE |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|
|
|
![]() Mariusz Janas Kontakt Galeria Kliknij aby powiększyć! ![]() ![]() ![]() ![]() Producent: Mindware Studios Wydawca: Dreamcatcher / The Adventure Comp. Wydawca PL: IQ Publishing Kategoria: gry akcji / przygodowe Tryb gry: single player Wymagania wiekowe: 12+ Wymagania: procesor 1,2 GHz, 256 MB RAM, karta grafiki 64 MB, 1 GB HDD
Cold War - samotnie za żelazną kurtyną
Matt Carter w pozycji półleżącej spoczywał na komfortowym fotelu lotniczym równie komfortowego Boeinga 737, odbywającego rejsowy lot do Moskwy. Spod przymkniętych powiek obserwował współpasażerów. Głównie przedstawiciele biznesu, którzy ruszali na prawdziwą terra incognita, w poszukiwaniu sukcesu i pieniędzy. Świat się zmieniał, pierestrojka zmieniała oblicze Związku Radzieckiego. I to właśnie był powód, dla którego On - Matt Carter, niekwestionowany gwiazdor sensacji z pierwszych stron gazet udawał się w okolice Kremla. Dosłownie. Informacje, którymi w tej chwili dysponował były tak sensacyjne, że tylko po osobistym potwierdzeniu był gotów je upublicznić. Najbliższe godziny pokażą, czy informator był wart otrzymanych od niego zielonych papierków wyposażonych w wizerunek nieżyjącego już Prezydenta USA. Dziwna historia. Otrzymałem z redakcji do zrecenzowania dzieło studia Mindware o tytule "Cold War" i polskim podtytułem "Samotnie za żelazną kurtyną". Nie wiem, czy nasz rodzimy wydawca, czyli firma IQ Publishing nie zrobiłaby lepiej wydając grę pod tytułem całkowicie spolszczonym, czyli np. "Zimna Wojna - Samotnie za żelazną kurtyną". Tytuł przynajmniej byłby spójny i logiczny. Na starcie do giercowania w ten tytuł nastąpiło kilka moich spostrzeżeń, dosyć luźno być może związanych z grą i jej treścią, natomiast z Żelazną Kurtyną jak najbardziej. Po zainstalowaniu gry i obejrzeniu fajnego i sympatycznego itra do gry w formule komiksowej historyjki, które wprowadza nas w sytuację i tło wydarzeń stajemy do akcji, kierując osobą głównego bohatera Matta Cartera, dla pełnej jasności wziętego {czytaj: znanego!} dziennikarza - łowcy sensacji. Spojrzałem na sylwetkę dziennikarza - łowcy..i parsknąłem śmiechem, szczerym śmiechem i wierzcie mi Drodzy Czytelnicy od przynajmniej półrocza się tak nie śmiałem! Przypomniał mi się taki numer sprzed wielu lat, kiedy ta właśnie cholerna kurtyna fizycznie istniała i dzieliła świat na pół. Brzmiało to mniej więcej tak: "..Jak podaje radziecka agencja prasowa TASS, w dniu dzisiejszym w godzinach rannych nad rzeką Ussuri, na pograniczu radziecko - chińskim doszło do poważnego incydentu zbrojnego! Nasz ciężko pracujący ciągnik rolniczy na pasie przygranicznym został bez precedensu zaatakowany przez dwa plutony piechoty Chińskiej Armii Ludowej! Ciągnik rolniczy odpowiedział ogniem ze wszystkich wyrzutni rakietowych i odleciał nie niepokojony do bazy, nie notując strat własnych....". Zabawne? Taka była rzeczywistość! Propaganda wyłaziła ze skóry, aby wszystko wyglądało na coś innego niż w "realu" było. Dlaczego główną postacią gry uczyniono dziennikarza nie wiem, oraz co gorsze nie jestem w stanie sobie wytłumaczyć! Postąpiono irracjonalnie, traktując Gracza, jako istotę z natury rzeczy mało rozgarniętą, że użyję najbardziej łagodnego określenia, jakie ciśnie mi się do głowy. Mógł to być absolutnie każdy, ale nie dziennikarz i do tego znany! Traktowanie towarzystwa z pewnego budynku na Łubiance jako stada kretynów, być może aktualnie jest poprawne towarzysko i politycznie, ale w żaden sposób nieuzasadnione faktami. Zresztą, co ja się będę wywnętrzał, wszystko jest możliwe na tym mocno pokręconym świecie, od kiedy w telewizorni z filmu nakręconego przez jakiegoś durnia dowiedziałem się, że maszynę szyfrującą "ENIGMA" zdobyli Amerykanie w czasie brawurowej akcji na morzu. Dzięki takim produkcjom i wybitnemu wkładowi Ministerstwa Oświaty w pewnym kraju nad Wisłą za kilka lat doczekamy się, że niewielu Młodych Ludzi będzie wiedziało, co to kryptologia i jaki był prawdziwy wkład Polski w akcję "ENIGMA"! A był 100% proszę Szanownych Graczy! "Zdrowaśki" i "kółko różańcowe" natomiast to model docelowy rozwoju Młodzieży - tanio i jak efektywnie! Dobra! Moi Drodzy, wracam do rzeczy, bo mi Naczelny ten materiał potnie. Ja po prostu nie cierpię, jak Gracza traktuje się jak Kretyna! Dlaczego się pieklę? Wbrew pozorom, fabuła w intrze została zarysowana w sposób atrakcyjny, ciekawy i co ważniejsze intrygujący. Prezydent ZSRR - Twórca pierestrojki z nazwiska niewymieniony Michaił Gorbaczow, ma spotkać się z przedstawicielem Zachodu z dala od czujnych oczu służb przeznaczonych do śledzenia wszystkich i wszystkiego. Szkopuł tkwi w tym, że dowodzący tymi służbami twardogłowi oficerowie KGB i GRU, niechętni wszelkim zmianom wiedzą o tym spotkaniu i zrobią absolutnie wszystko, aby każdym dostępnym sposobem zatrzymać bieg historii. Może nie jest to kanwa wydarzeń dla gry nowatorska, ale solidna i co najważniejsze interesująca. Wracamy do osoby naszego sympatycznego pismaka, z plecaczkiem z ekwipunkiem, ubranego na sportowo na tyłach Mauzoleum Lenina w centralnym miejscu Kremla. Popatrzcie i logicznie pomyślcie. Co widzicie? To, że dziennikarz i do tego znany, to jeszcze małe miki! Wybrał się na spotkanie przygody tak zupełnie przypadkowo, ale ten pistolet to pewnie na kapiszony i kupił go do południa w GUM - ie {dla niezorientowanych: to prekursor hipermarketów!}, razem z kilkoma apteczkami, też na wszelki wypadek. Na początek gry mały trening dla przyswojenia obsługi gry i zaznajomienia z jej poszczególnymi elementami. Przyznać muszę, że sterowanie postacią nie nastręcza specjalnych trudności, jak i poszczególne zakładki w postaci ekwipunku, czy też książki wynalazków pomysłowego Dobromira. Okazało się, bowiem, że Autorzy gry umieścili w niej element mający w zamyśle rozwijać kreatywność Gracza, a generalnie bliższy grom przygodowym, niż akcji polegający na projektowaniu i tworzeniu przedmiotów niezbędnych w późniejszych etapach rozgrywki. Nasz amerykański dziennikarz ma intelekt na miarę wspomnianego pomysłowego Dobromira, czy też nieśmiertelnego Mc Giwera. Z paru pinezek, biletu tramwajowego, sznurówki i zakrętki do butelki po wódce "Moskowskaya" jest w stanie zbudować miniaturową łódź podwodną z napędem atomowym. Prawdziwy amerykański Hero! Z tą łodzią podwodną to trochę przesadziłem, ale czasami zarozumialstwo Jankesów wbija mnie w podłogę. Gry komputerowe mogli uczynić wolne od własnej autoreklamy. Wiecie, dlaczego Mc Giwer używał uniwersalnego scyzoryka produkcji szwajcarskiej. To proste, w pierwszym odcinku przygód oryginalny amerykański się złamał! Miałem kiedyś komplet kluczy samochodowych produkcji USA i mówię Wam, nikt większych bubli nie produkuje! Cała zabawa polega na tym, że w trakcie eksploracji kolejnych lokalizacji znajdować będziemy notatki, szkice, czy też tubusy i rury zawierające plany, lub projekty techniczne. Wejście w posiadanie tych przedmiotów skutkować będzie przydzieleniem punktów umiejętności, co z kolei pozwoli na tworzenie ze znalezionych przedmiotów za pośrednictwem specjalnego menu nowych "wynalazków". Swoją drogą ten cały ZSRR to straszliwy śmietnik był. Plastikowe butelki, szmaty, a i całe torby z narzędziami można znajdować dosłownie wszędzie! Przykładowo; dzięki "naszej" nieposkromionej inteligencji z plastikowej butelki możemy po połączeniu jej ze szmatami pozyskać trochę nieporęczny tłumik do pistoletu, ale zawsze to coś! Dzięki temu elementowi, można w grze robić coś więcej, niż tylko się skradać. Faktem jest niezaprzeczalnym, że przewodnim motywem "Cold War" jest skradanie. Cała intryga w wyniku, której zostaniemy sprowadzeni do roli "wroga publicznego nr.1" wymusi na nas nieustanną ucieczkę, połączoną ze zbieraniem dowodów naszej niewinności i wyjaśnianiem kulisów misternej prowokacji twardogłowych oficerów KGB. Odwiedzimy wiele dziwnych miejsc zaczynając od pool position usadowionego w Mauzoleum Lenina; a potem - potem to już sami Szanowni Gracze będziecie walczyć o przetrwanie! Do ręki w wyścigu o własne życie otrzymamy pistolecik wcześniej wspomniany, do wykorzystania przy zastosowaniu wytworzonych samoobsługowo kul plastikowych, lub gumowych, oraz zdobyczny AK-47, no rzecz jasna wszystko, co sami wymyślimy. Leczyć się będziemy apteczkami, a amunicję na bieżąco uzupełniać z kieszeni obezwładnionych przeciwników. Na uwagę zasługuje, też aparat fotograficzny, chociaż w tym wypadku nazwa ta jest sporym nadużyciem, jako że aparacik wykorzystuje promieniowanie i fale wynalezione przez niejakiego Wilhelma Konrada Roentgena w 1895 r. Wielce przydatny sprzęcik, gdyż nawet przez ścianę, byle tylko celnie prosto w głowę trafioną wiązką promieni usypiamy strażnika, stanowiącego ewentualne zagrożenie, lub też robimy zaocznie prywatnego "roentgena" i dzięki temu poznajemy wcześniej zagrożenia! Nieźle! Wyjaśnianie tej historii przynosi niewątpliwie dużą przyjemność i gdyby nie te niedomagania, o których napisałem to gra "Cold War" byłaby tytułem kompletnym. Niestety, po raz kolejny okazało się, że pomysł na zgrabną fabułę to jeszcze za mało. "Cold War - Za żelazną kurtyną" po zainstalowaniu i utworzeniu własnego profilu proponuje nam trzy stopnie trudności; łatwy, średni i trudny. Z czystym sumieniem mogę podpowiedzieć, że na poziom określany jako łatwy szkoda po prostu czasu, a i frajda niewielka., tak, więc Szanowni Gracze zaczynajcie najlepiej od średniego. Sama gra, po zaliczeniu jej podstawowej części określonej mianem "Historii", ma dostępne jeszcze trzy tryby: "Wyścig z czasem", "Pacyfista" i "Duch". Cele tych trybów jasno wynikają z ich nazwy, zatem nie będę się nad nimi rozpisywał. Wykonanie gry od strony wizualnej delikatnie rzecz ujmując nie powala na kolana, lecz jest po prostu piekielnie nierówne. Pięknie wykonane lokalizacje, gra cieni, dbałość o detale to plusy niewątpliwie, lecz po drugiej stronie koszmarnie wręcz opracowane i wykonane twarze rosyjskich strażników, czy innych postaci. Wszyscy oni wyglądają tak, jakby zeszli śmiertelnie parę dni wcześniej. A animacja ruchu postaci w stylu ruchu drewnianych kukiełek, że już nie wspomnę o "rozpustnym" wręcz rozpasaniu bohatera, czyli Matta Cartera. Nasz Facet nie jest w stanie wykonać nawet minimalnego "jumpa", za to chodzi i klęka w trzech szybkościach. Ani chybi ma wbudowaną trójstopniową skrzynię biegów! Nie chcę poniewierać tej produkcji do dna, ale dla spokoju własnego ducha wspomnę jeszcze o poziomie AI przeciwników Matta, a właściwie o jego braku! Konieczna jest olbrzymia doza gapiostwa i złej woli, aby strażnicy zauważyli naszą obecność, a zjawisko rozwiniętej głuchoty jest pośród nich niemal powszechne!. Na uwagę zasługują wstawki w grze mające formułę cutscenek wykonane w konwencji komiksu. Ich grafika z reguły czarno - biała w połączeniu z muzyką i dobrze dobranymi głosami tworzą niepowtarzalny klimat. Ścieżka dźwiękowa stoi na wysokim poziomie, oferując dobrze "poukładane" odgłosy w stosunku do tego, co na ekranie monitora. Mnie natomiast szczególnie podoba się motyw muzyczny na samym początku gierki, jest tak inny, że aż pociągający! Powtórzę jeszcze raz, żal mi strasznie, że naprawdę niezły pomysł scenariusza na grę został "położony" przez detale i uciążliwy momentami brak logicznego myślenia przez Autorów gry. A mogło być tak pięknie! "Cold War - samotnie za żelazną kurtyną" jest grą skierowaną szczególnie do miłośników wszelkich "sneakerów" czyli skradanek, o raczej mocno liberalnym podejściu do logiki, a prawdy historycznej w szczególności. Od gier oczekuję dobrej, ale i rozumnej rozrywki, niestety tutaj proporcje te zostały zachwiane, a szkoda. Ja zaliczam tą pozycję do klasy "wyższej średniej" i na tym najlepiej poprzestanę, bo inaczej znowu coś znajdę.
|
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
||||||||||||||||||||||||||||