Ze mściwym uśmiechem do maleńkiej Sali, gdzieś na końcu świata wkroczył prezes Electronic Arts, przez podwładnych dowcipnie i jakże oryginalnie, zwany Big Bossem. Ostentacyjnie pokręcił głową na widok odzianych w szare, brudne łachmany przywodzące na myśl worki ziemniaków, pracowników, którzy zgarbieni i skuleni w swych kącikach zajęci byli wpisywaniem kolejnych "zerojedynek" na maleńkich monitorach dające światło w tej ponurej izbie. Big Boss strzepnął pyłek z gustownego garnituru i ruszył w kierunku stolika z olbrzymim biczem, zapewne pozostawionym tu podczas jego zabaw sado-maso z ukraińską sekretareczką, która za wszelką cenę nie chciała stracić pracy. Śledziły go oczy każdego programisty w pokoju.
- Dobrze... panowie - położył nacisk na to słowo, ale zarazem wymówił je z pełną ironii lekkością - Battlefield 2 i Jednostki Specjalne nie napełniają już mojej kieszeni. Ci co mieli kupić, kupili.
- Och - odpowiedział mu zgodny chór, zagłuszony jednak przez nagły krzyk.
- Silience. No cóż...- bat groźnie zaświstał w powietrzu.
- My... Tego... Możemy - ciągnął siwy staruszek gdzieś ze środka izby - możemy... zrobić kolejne dodatki. Ludzie to kupią. Może będziemy je sprzedawać przez... Internet? Takie krótkie epizody, rozumie szef...- Odpowiedziało mu godne pożałowania milczenie, lecz chwilę później Big Boss pokiwał z uznaniem głową, odłożył narzędzie tortur na stolik i wyszedł szybkim krokiem sprawdzić, czy Ukrainka już przyszła do pracy...
Ostatnimi czasy w wielu głowach rodzą się rewolucyjne pomysły dystrybucji gier za pomocą internetu. O ile twórcy modów już coś niecoś do tego pola wnieśli, to magnaci branżowi i ich wysokobudżetowe produkcje dopiero teraz wkraczają w ten interesujący świat. Sytuację ma zmienić Half Life: Episode 1, oraz Sin Episodes, które dzięki systemowi Steam sprzedawane będą po 20 dolców za sztukę w wersji do pobrania z sieci. Światła idea, czy urojenie? To już osądzi historia - parafrazując zaborczego generała z Mrówki Z. Do pomysłu swoje trzy grosze dokładna kolejny gigant - Electronic Arts, który po wydaniu pierwszego dodatku do swego Battlefielda 2, którego echa jeszcze nie przebrzmiały, niezłych Jednostek Specjalnych śmiało zabrał się do kolejnych rozszerzeń. Te zatytułowano Euro Force (premiera już wkrótce), oraz Armored Fury (premiera już nie tak wkrótce). Oba zaś zdeterminowany miłośnik kupi za 10 euro i oba nie wnoszą do rozgrywki rewolucyjnych zmian, choć nikt tej dychy żałować nie powinien.
Pierwszy tytuł oferuje kilka nowych map - Operation Smoke Screen, Great Wall i Taraba Quarry. Akcja przeniesie się prawdopodobnie na front wojny w Mandżurii, zaś w łapska spragnionych wrażeń fanów oddane zostaną nowe pojazdy - Eurocopter Niger Niger oraz zwrotny i zwinny niby gazela niebios, Eurofighter Typhoon. Bardziej "przyziemni" gracze, którzy lubią zasiąść za kółkiem, a którzy zdecydują się wesprzeć siły Europy będą mogli zasiąść za kierownicą dwóch nowych cacuszek - Leoparda 2A6 i Challengera 2. Co więcej w myśl zasady, że "Europa da się lubić" siły Unii wyposażone zostaną w garść nowych narzędzi destrukcji. Tradycjonaliści, jak w przypadku wymienionych wcześniej gier, będą mogli nabyć rozszerzenie w sklepie w wersji pudełkowej.
Z kolei o tajemniczym Armored Fury wiemy, niestety, bardzo niewiele. Na dzień dzisiejszy pewne jest, że zasób plansz, na których możemy rozgrywać potyczki, powiększy się o kolejną trójkę - Midnight Sun, Operation Road Rage i Operation Harvest. Te przeniosą nas do Pensylwanii, czy na Alaskę. Zapowiadane są nowe jednostki latające, dobre tak do zwiadu, jak i... tu ciekawostka - przenoszenia i zrzucania bomb. Oj będzie się działo. AF powinien ukazać się miesiąc, góra dwa po pierwszym dodatku.
Czy epizody-rozszerzenia graczom się spodobają trudno powiedzieć. Niska cena nęci, ale niewielki zakres zmian może naprawdę dać w kość niejednemu. EA wie jednak co robi i myślę, że dodatki naprawdę warto będzie kupić. Czy to ze względu na nowe mapy, jednostki i bronie, czy też kolejne możliwości i poprawki, które wzbogacają Battlefielda 2 i sprawiają, że głośny shooter jest coraz doskonalszy. A zatem - na front.