Starsi gracze zapewne pamiętają wydane w 2001 roku Tropico. Gra pozwalała nam rozsiąść się w wygodnie w fotelu dyktatora na małej tropikalnej wysepce i powieść nasz kraik ku szczęśliwości i prospericie w czasach Zimnej Wojny. I na dobrą sprawę w telegraficznym skrócie na dokładnie tym samym polega rozgrywka w Tropico 3. Ale gdybym w tym momencie zakończył recenzję, Naczelny nie byłby zbyt szczęśliwy i już by się postarał, bym i ja taki nie był, więc czas na konkrety.
Tropico to w najprostszym ujęciu gra ekonomiczno-budowlana. Naszym podstawowym zadaniem jest zapewnienie odpowiedniego poziomu życia naszym obywatelom, tak by w kolejnych wyborach nie mieli żadnych wątpliwości co do tego, iż chcą naszej kolejnej kadencji. Zaś by spełnić ich zachcianki potrzebujemy pieniędzy, które z drobną pomocą mieszkańców i dóbr naturalnych naszej republiki zaczniemy gromadzić. Jest to niejako perpetuum mobile - szczęśliwi ludzie będą chętnie pracowali, by wzmocnić nasz budżet, zaś do zaspokajania ich potrzeb potrzeba oczywiście pieniędzy. Na "papierze" brzmi to dosyć prosto, jednak możecie mi wierzyć, ze w rzeczywistości takie nie jest.
Naszą przygodę zaczynamy od wyboru misji w kampanii oraz (podobnie jak w pierwszym Tropico) naszego El Presidente. Możemy skorzystać z gotowych postaci, pośród których znajdziemy Fidela Castro, Che Gueavarę, czy Augusto Pinocheta, ale dużo ciekawsze jest stworzenie naszego własnego awatara. Musimy zdecydować, jak nasz przywódca doszedł do władzy (np. czy jest agentem podstawionym przez USA, rewolucjonistą, albo bohaterem wojennym), a także przypisać mu określone zalety i wady. Możemy być geniuszem finansowym i znawcą górnictwa i jednocześnie notorycznym kłamcą, kobieciarzem lub idiotą. Co ważniejsze, każda z tych cech ma wpływ na rozgrywkę np. geniusz finansowy znacząco podnosi produkcję, zaś kobieciarz nie cieszy się szacunkiem wśród kobiet i osób wierzących. Częstokroć do poszczególnych zadań będziemy dobierali inne cechy, które pomogą nam zrealizować określone cele.
Gdy nasza postać jest już gotowa, zaczynamy prawdziwą grę. Starujemy z biedniutką wyspą posiadającą parę farm, biuro konstrukcyjne i nasz pałac. To do nas należy zmienienie tej zatęchłej dziury w tętniącą życiem, płynącą mlekiem i rumem metropolię. Tropico oferuje ogromną różnorodność, możemy postawić na rolnictwo, wydobycie, zainwestować w turystykę albo przemysł włókienniczy. Tak naprawdę jedyną rzeczą, która może nas ograniczyć to sama wyspa - nie zawsze znajdziemy na niej minerały, piękne plaże, czy żyzne gleby. Najważniejszą sprawą jest maksymalne wykorzystanie mocnych stron wyspy, ponieważ praktycznie nie zdarzają się sytuacje, w których nasza republika nadaje się jedynie do prób nuklearnych.
Gdy już zapewnimy sobie jakieś tam w miarę stałe źródło dochodów, czas zainteresować się potrzebami ludu. I tu zaczynają się prawdziwe schody. Pewne kwestie są ważne dla wszystkich mieszkańców np. opieka medyczna, wyżywienie, czy też odpowiednie warunki lokalowe. Jednak nie brakuje też spraw, które dzielą naszą małą społeczność. Otóż Drodzy Państwo w Tropico panuje pełen polityczny pluralizm, mamy zarówno miłośników Marksa i Lenina, jak i zielonych, militarystów, wierzących, militarystów, czy nacjonalistów. Ich potrzeby częstokroć wzajemnie się wykluczają, co zmusza nas do podejmowania trudnych decyzji. Kapitaliści z radością powitają rozwój przemysłu, co jednak nie spodoba się ekologom, frakcja religijna będzie zachwycona, gdy zdelegalizujemy antykoncepcję, za to intelektualiści zapewne postawią na nas krzyżyk. Opanowanie tego politycznego galimatiasu wymaga sporo wysiłku, ale jeśli zaniedbamy potrzeby ludzi możemy liczyć się nawet z otwartą rewoltą. Dodajmy do tego potrzebę zręcznego lawirowania pomiędzy ZSRR a USA oraz kampanie wyborcze i mamy obraz tego, jak polityka wygląda w Tropico 3.
Całkowicie nowym elementem jest staranie się o reelekcję. Wcześniej zasadzało się to na podnoszeniu płac i spełnianiu zachcianek, teraz dodano bardziej bezpośrednią możliwość wpływania na wybory. A mianowicie nasz Presidente może wygłaszać przemówienia, o których kształcie decydujemy my. Nie jest to nic szczególnie skomplikowanego - wybieramy, jaką bieżącą sprawę poruszymy, kogo pochwalimy (jaką frakcję polityczną) i wreszcie, co obiecamy ludowi. Po zatwierdzeniu mowa zostanie wygłoszona, a my dalej gramy. Wartym zaznaczenia jest fakt, iż Tropikańczycy rozliczą nas z obietnic wyborczych - jeśli ich nie wypełnimy możemy zapomnieć o reelekcji. Ostatnim sposobem wpływania na rzeczywistość jest wydawanie dekretów. Mamy ich całe mnóstwo, zazwyczaj efekty ich publikacji stają się odczuwalne po jakimś czasie. Możemy powiększyć racje żywnościowe, wprowadzić stan wojenny, poprosić o pomoc humanitarną czy też zgłosić naszą wysepkę do prób atomowych.
Wypadałoby teraz wspomnieć coś o oprawie audio-wizualnej. Od strony graficznej jest świetnie - pełen trójwymiar, zmienny cykl pogodowy oraz dobowy sprawiają, że gra szybko nas nie znudzi monotonią. Sama wyspa, roślinność oraz zabudowania prezentują się wyśmienicie. Tropico 3 należy do ścisłej czołówki pod względem tego, co oferuje naszym oczom. Jeśli grafika jest świetna, to nawet nie wiem jak określić muzykę - perfekcyjna wydaje się być dobrym określeniem. Latynoskie rytmy i piosenki lecące z radia doskonale pogłębiają atmosferę republiki bananowej, zaś zabawne komentarze spikera radiowego z pewnością przywołają uśmiech na twarzy niejednego gracza. Co bardzo ważne gra zachowała charakterystyczny dla pierwszej części humor, który nie pozwoli nam całkowicie pogrążyć się w problemach wysepki.
W tego typu produkcjach ogromnie ważne jest sterowanie. Co z tego, że dana gra prezentuje się super i wciąga jak trąba powietrzna, jeśli większą część czasu poświęcamy na walkę z interfejsem? Początkowo obsługa gry, zwłaszcza chaotycznie wyglądający pasek na dole ekranu mogą wydawać się niewygodne, lecz jest to tylko złudne wrażenie. Sterowanie jest tak proste i intuicyjne, że już po kilku minutach można bez obaw zanurzyć się w świecie dyktatury bananowej.
Tropico ogromnie wciąga, lecz posiada pewne drobne rysy. Najbardziej razi monotonia w kampanii, praktycznie każda misja zaczyna się tak samo - bieda, dwie farmy, plac budowy i pałac. Może to nudzić, ale gdy tylko rozkręcimy nasze państewko okazuje się każde zadanie wykonuje się inaczej. Nie jest to jednak gra dla wszystkich. Należy do dosyć skomplikowanych i wymagających od gracza dużej dozy cierpliwości - rzadko kiedy da się zauważyć skutki naszych decyzji od razu. Początkujący stratedzy mimo przejrzystego interfejsu i prostego sterowania nie mają tu raczej czego szukać, gra okaże się dla nich zbyt trudna i wymagająca. Reszta powinna być wniebowzięta.
Mamy do czynienia ze świetnym i dopracowanym produktem godnym polecenia każdemu miłośnikowi gatunku. Gra nie pozwala graczowi oderwać się od monitora, wygląda i brzmi świetnie, działa płynnie nawet na średnim sprzęcie, a przede wszystkim oferuje rozrywkę z najwyższej półki.

