Każdy zna finał współpracy zespołu Piranha Bytes z JoWood - po spłodzeniu bardzo nierównego Gothic 3, drogi ich rozeszły się na dobre. Z tym, że prawo do nazwy zostało przy tych drugich. Kiedy JoWood skompromitowało się wydając Zmierzch Bogów, chyba wszyscy czekali na odpowiedź Niemców. Właściwie każdy wiedział, że będzie to taki Gothic, że studio wyciągnie ze wszystkich części to, co najlepsze i ponownie opakuje, że sprzeda się znakomicie, że zarobią i że gracze będą zadowoleni, ale…
Risen nie różni się od Gothica 2 chyba niczym, prócz grafiką. Zresztą warto przyjrzeć się fabule, by odrzucić i tę opcję, PB bardzo mocno nawiązuje również na tym polu do swoich poprzednich gier. Jest to rzecz, która uderza od razu, a o ile można się było tego spodziewać, to nikt, jak sądzę, nie przypuszczał, że można w takim stopniu skopiować grę. Czasami wręcz wydaje się, że mimo iż to JoWood ma prawa do tytułu, to Piranie chciały dać im małego prztyczka w nos, skarcić, pokazać, kto tak naprawdę stworzył legendarnego Gothica. Gdy ujrzałem hasło TETRIANDOCH w zasadzie przestałem się już dziwić wszystkiemu, co napotykałem na kolejnych krokach.
Kolejnym błędem, który popełniło niemieckie studio to niedocenienie, przy całych jej wadach, trzeciej odsłony ich poprzedniej produkcji. Jaka tam ta trzecia część była, każdy wie, ale przyznać trzeba, że niektóre rzeczy były w niej szczytem rozwoju serii, czy w ogóle zupełnie innowacyjne. Swoboda - stuprocentowa, muzyka - lepsza niż kiedykolwiek, drzewo umiejętności - nareszcie pełne a i reputacja była krokiem w dobrą stronę. Tymczasem wykonano w tych dziedzinach krok w tył. Przywrócono liniowość, muzyka jest niezauważalna, a rozwój postaci pozostawia wiele do życzenia. W dodatku, dokładnie tak jak poprzednio, całość można przejść w jakieś trzydzieści godzin (najwyżej), przy założeniu, że wykonamy każde zadanie i zabijemy każdego wilka. Nie da się ukryć, że Gothic 3 miał w sobie tyle contentu, że nie dało się już stworzyć erpega większego odeń, chociaż faktycznie jakość tej treści pozostawiała wiele do życzenia - wszystkie bowiem zadania wyglądały tak samo: idź, zabij, przynieś. W tej kwestii akurat dobrze się stało, że przywrócono starą, dobrą formułę. W ogóle Risen od Gothic 3 lepszy jest w tych miejscach, gdzie skorzystano ze starszych rozwiązań, a w tych gorszy, które były w "trójce" progresywne względem "dwójki". Ale jeśli myślicie, że skopiowano "zaledwie" model rozgrywki, to jesteście w błędzie. Piranie posunęły się nawet do użycia starych dźwięków mobów… I teraz ćma brzmi jak pełzacz.
Warto przez chwilę zatrzymać się przy potworach. Tak, zgadza się, tu także mamy wierne kopie krwiopijców, ścierwojadów i pełzaczy - czyli oryginalnych dla serii - o dzikach i wilkach nie wspominając. I tak ćmy grobowe są starymi, dobrymi krwiopijcami, a sępy morskie do złudzenia niemal przypominające maskotkę Gothica - ścierwojady. Gobliny zostały zastąpione gnomami (chyba jedyna pozytywna zamiana, nie ma zabawniejszego widoku niż skaczący gnom), zostały też ogry i czerwie bagienne, a troll został zastąpiony inną wielką małpą, popiołakiem mianowicie. Z oryginalnych mobów został chyba tylko ghoul, który, ze swoimi świecącymi się oczami (screen), jest najlepiej wyglądającym potworem z całego bestiariusza.
Skupmy się teraz na audiowizualnej oprawie gry. Największym grzechem Gothica 3 była zdecydowanie żałosna wręcz optymalizacja kodu - czyli, między innymi, niedostosowanie wymagań do faktycznego poziomu grafiki, czy częste błędy samej aplikacji powodujące wywalanie do pulpitu. I tym razem nie uniknięto drugiego rodzaju sytuacji (co pewnie zostanie naprawione wraz z patchami), jednak ogólnie ładniejszy Risen lepiej "śmiga" niż gra sprzed paru lat. I chociaż nie jest on szczytem możliwości grafiki komputerowej, niemniej jednak trzyma w miarę wysoki poziom. Z drugiej strony, jak wiemy, ten element jest, w związku z gatunkiem, najmniej ważny… Przyznam szczerze, że muzyka trzeciej odsłony Gothica była dla mnie najpiękniejsza od czasów Tormenta, a to wiele znaczy. Utwór Vista Point (nabrzeża oraz generalnie okolice Ardei oraz Silden), czy ogólnie dźwięki pustyni zasługiwały na najwyższe noty. Tu jest odwrotnie. Tak jak w Gothic 2 dostajemy parę niezauważalnych kawałków, które ciężko w ogóle odnotować. A szkoda, bo to przecież równie ważna rzecz co grafika.
Słowo-klucz do tej wspaniałej serii to słowo klimat. Tym podbiła ona serca graczy - najpierw w części pierwszej; to na klimat narzekano przy drugiej i tego nie zauważano przy trzeciej. Górnicza Dolina i Varant - dwa szczególne miejsca, w których gracz czuł się wyjątkowo. Tutaj czuł, że wszedł w ten świat całym sobą. I tego zabrakło w Risen, kolejny raz. Co tworzyło ten osławiony klimat? W pierwszej części - zamknięty świat przestępców, demon i Bractwo. W drugiej na pewno Jarkendar, głębokie lasy i jaskinie z cieniostworami oraz zbliżająca się wielkimi krokami apokalipsa, sytuacja, która mimo kolejnych zwycięstw Bezimiennego z rozdziału na rozdział stawała się coraz bardziej dramatyczna. Varant, Varant, Varant - to część trzecia. Nie było lepszej lokalizacji od czasów tormentowego Gorejącego Człowieka i tego zdania będę bronić do końca. Dlaczego zatem tym razem wyszło tak płytko? Wyspa, jako teren gry, jest malutka. Na pewno jest mniejsza niż Khorinis bez Doliny. Co to znaczy? Dokładnie to, że nie ma tych ogromnych, ciemnych lasów, na krańcach których kryją się największe bestie i największe skarby. Tu wszystko jest jakby na sobie, z jednej drogi widać niemal drugą. To nie Khorinis, gdzie tylko główne szlaki są bezpieczne, reszta zaś stała się kryjówką bandytów i potworów. Brakuje tej dziczy z jaskiniami i skałami, wszystko jest ucywilizowane. Do dziś pamiętam ile radości dawał spacer nad urwiskami w drugiej części, czy widok wież Mora Sul spod Bragi. W Risen nie ma takich chwil, jest tylko podążanie od zadania do zadania.
Fabuła również nie urzeka jakoś specjalnie. Frakcje są kompletnie skopiowane z drugiej części. Magowie, Zakon Ognia - Paladyni i Najemnicy Onara - Bandyci Don Estebana, którzy jawnie buntują się przeciwko przybyszom z kontynentu. Nawet miasta sprawiają wrażenie bliźniaczo podobnych. Tak jak Lord Hagen, tak teraz Mendoza bierze we władanie port i zaprowadza w nim swoje prawa. Całość kręci się wokół wulkanu, na zboczach którego wybudowano klasztor. Połowę gry szukamy kluczy do jego wnętrza, drugą - penetrujemy górę. Całość jest w ogóle krótsza nawet niż pierwowzór (G2), składa się bowiem z zaledwie 4 rozdziałów - i jest to, nawiasem mówiąc, jedyna innowacyjna rzecz względem poprzedniczek.
Uznałem, że obiektywną ocenę gry uzupełnić trzeba o wszystko to, co wokół niej się kręci. I tak, idąc tym tropem, gdyby to nie Piranha Bytes tworzyło Risen, na pewno ocena nie byłaby tak niska. Dlaczego? W całej swojej karierze Niemcy stworzyli, nie licząc Nocy Kruka, cztery gry - jedną serię i tu prezentowaną. Jako że wszystkie tytuły były bardzo podobne, uznać można, że studio ma już nieco doświadczenia - na tyle dużo, by nie powielać swoich gier. Głównie to wpłynęło na ocenę, trochę też to, że rozgrywka jest krótka i bez jakiejś takiej "duszy". Przed "szóstką" uratowało Risen to, co zarazem jest jego największa wadą - "gothicowatość" tak zwana. Bo, w przeciwieństwie do tego, czego, jak się wydaje, nie powiedziałem - mianowicie, że gra jest słaba - to jest zupełnie odwrotnie. Nie wiem czym się to mierzy, może przyjemnością, czy jakością samej rozgrywki, ale Risen JEST dobry. Tylko nie dla tych, którzy przygodę zaczynali od Gothica 1.
Przedostatni akapit poświęcę jeszcze polonizacji. Zamiast, jak wiemy, CD Projekt, zajęła się tym Cenega. I tu chyba mamy największe zaskoczenie - dubbing kinowy, a nie pełny, jak zostaliśmy przyzwyczajeni. Jako że mój angielski pozwala mi na dość poprawną ocenę tego elementu gry, powiem, że jest to poziom dość przeciętny. Wiele dialogów pominięto, parę zmieniono. Jednak, ostatecznie, nie jest źle, chociaż wydaje się, że są dialogi, które zostały znacznie lepiej napisane, niż przetłumaczone.
Mimo szumnych zapowiedzi, takich jak te o zawartości pudełka, czy różnorodności wyspy, które okazały się zdecydowanie na wyrost, dla gothicowych wyjadaczy Risen jest dobry, ale bez tego czegoś, co powodowało tak ogromną przyjemność z obcowania z poprzednimi częściami. Zresztą gra wpisuje się raczej w "trynd", bo dawno już nie było wciągającej do cna, takiej, jak gdzieś pisałem, z "duszą". Prawdę mówiąc, mam też parę teorii co do funkcji jaką pełni Risen. Możliwe, że jest tylko wybadaniem rynku, sprawdzianem dla kolejnej produkcji - tym razem o wielkości Gothic 3, a być może odwetem na JoWood? Na wyjaśnienie musimy jednak poczekać.

