Edycja na rok 2010 cieszy oko już od samego uruchomienia. Choć menu, tak samo jak w poprzednim roku, jest utrzymane w rysunkowej tonacji, tym razem jest wykonane bardziej estetycznie i klarownie. Pozytywne wrażenie utrzymane jest zaraz po rozpoczęciu pierwszego meczu. Od razu widzimy, że stadiony wyglądają lepiej i zostały odwzorowane z większą dbałością o szczegóły. Podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi o modele zawodników. Twarze i sylwetki wirtualnych piłkarzy wyglądają jak ich pierwowzory w rzeczywistości. Znakomicie prezentują się wizerunki największych gwiazd światowego formatu. Ładne są też animacje, kiedy to zawodnik składa się do strzału lub walczy w powietrzu o piłkę.
Efektownie, a zarazem bardzo naturalnie wyglądają wszelkie zwody. Wykonuje się je łatwo, poprzez naciśniecie jednego przycisku. Nowością jest efektywne wykorzystanie balansu ciała. W końcu możemy ominąć przeciwnika tylko przy użyciu klawiszy kierunkowych. Nawet sposób poruszania poruszania się po boisku poszczególnych piłkarzy jest różnorodny. Inaczej wygląda bieg po murawie Cristiano Ronaldo, Messiego czy Henry'ego. Bardzo widowiskowo wyglądają też parady bramkarzy. Zwrócono także uwagę na charakterystyczne zachowania, na przykład kilometrowy rozbieg Roberto Carlosa wykonującego rzut wolny. O ile mogę tak nazwać to zjawisko, fajne jest też zachowanie piłki. Futbolówka nie trzyma się nogi jak przyklejona, ale swobodnie odbija się i ucieka stwarzając problemy z jej przyjęciem. Po raz kolejny muszę przyznać, ze wygląda to bardzo naturalnie. W pewnym stopniu oddano także charakter gry poszczególnych drużyn. Arsenal Londyn i FC Barcelona preferują kombinacyjną grę podaniami, zaś naszpikowany gwiazdami Real Madryt stawia na swoje indywidualności.
Żadne zmiany nie zaszły w typach rozgrywki. Nadal możemy rozegrać mecz towarzyski, walczyć o zwycięstwo w pucharze oraz spróbować swoich sił w Lidze Mistrzów. W ostatnim przypadku przed rozpoczęciem spotkania słyszymy hymn imprezy i ujrzymy zmienioną kolorystykę menu. I to by były wszystkie różnice w stosunku do pozostałych spotkań. Najbardziej przypadły mi do gustu tryby Master League i Become a Legend. W tym pierwszym mam coś na kształt managera. Prowadzimy wybrany zespół w lidze i pucharach, ale także musimy obserwować rozwój zawodników oraz dbać finanse. Z czasem będziemy szukać wzmocnień w transferach nowych piłkarzy. W Become a Legend tworzymy zawodnika, którego poczynaniami będziemy kierować. Kreujemy jego wygląd zewnętrzny, określamy cechy motoryczne oraz preferowaną pozycję na boisku. Możemy przebierać w różnych typach fryzur, zarostu, tatuaży i innych detali, tak aby wirtualny odpowiednik był do nas jak najbardziej podobny. Rozwijanie umiejętności i dążenie do gry w coraz lepszych klubach to bardzo zajmujące zajęcie. Do zebrania jest wiele pucharów i wyróżnień, zarówno indywidualnych, jak i drużynowych. Jest to dodatkowa motywacja do gry. Żeby zdobyć każdą nagrodę trzeba zwiedzić wszystkie dostępne ligi.
Rozbudowano trochę elementy taktyczne. Zmiana pozycji na boisku niesie za sobą konsekwencje zmian statystyk. Dla przykładu, jeśli wystawimy dobrego napastnika na miejsce rozgrywającego, jego umiejętności drastycznie spadną. Jeszcze gorzej jest, gdy taki bramkostrzelny zawodnik ma zastąpić obrońcę. W sumie to nic odkrywczego, ale takie rozwiązanie pojawiło się dopiero w tej odsłonie. Dzięki temu możemy poczuć prawdziwe trenerskie dylematy.
Odniosłem wrażenie, że zmniejszony został poziom trudności. Do wyboru dano nam ich pięć. Optymalny poziom Regular w poprzednich odsłonach zmuszał do uważnej gry. Tym razem wirtualni kopacze nie stawiają większego oporu. Bez problemu, już w pierwszych spotkaniach, osiągałem wysokie wyniki. To chyba zwrot ku casualowym graczom. Na szczęście są jeszcze dwa wyższe poziomy na których sztuczna inteligencja zachowuje się co najmniej przyzwoicie i aby osiągnąć dobry wynik, trzeba się trochę namęczyć. Także sędziowie sprawiają wrażenie bardziej pobłażliwych. Nie rozdają żółtych i czerwonych kartek na prawo i lewo. Nie ma za to możliwości, aby przeoczyli spalonego.
Nareszcie w PESie można usłyszeć usłyszeć dobrą muzykę. Nasze uszy będą cieszyć kawałki takich kapel jak Keane, Klaxons, Kaiser Chiefs czy Chemical Brothers. W tej dziedzinie widać zdecydowany postęp i odejście od męczących, jazgotliwych elektronicznych numerów. Dobrze prezentuje się także oprawa dźwiękowa. Podczas gry kibice żywiołowo reagują na nasze poczynania, krzyczą, skandują nazwy drużyn oraz używają różnego rodzaj gwizdków i bębnów. Niestety, na tym tle nie najlepiej wygląda sprawa komentarza. Ponownie słyszymy Marka Lawresona i Jona Championa. Często wypowiadane przez nich kwestie są pozbawione polotu i entuzjazmu lub niezbyt pasują do aktualnej sytuacji na murawie.
Standardem stała się już niesamowita grywalność w trybie multiplayer na jednym komputerze. Potyczki z żywym graczem są jeszcze bardziej emocjonujące niż te z CPU. Rywalizując z doświadczonym przeciwnikiem nie ma miejsca na sztampowe i schematyczne zagrania. Aby wygrać trzeba wykorzystywać wszystkie możliwe rozwiązania, jednak ciężko wywalczone zwycięstwo daje naprawdę dużo satysfakcji.
Niestety, gra nie jest pozbawiona wad. O ile do tej pory chwaliłem stronę graficzną produkcji znalazły się niestety pewne niedociągnięcia. Mam na myśli wygląd trybun i kibiców na nich się znajdujących. Jakość wykonania wirtualnych sympatyków naszych poczynań jest mizerna. To zlepek brzydkich pikseli. Także murawa wygląda czasami jak zielona masa. Nie dość, że nie wszystkie kluby są licencjonowane, to jeszcze składy są nieaktualne. Dla przykładu, w Realu znajdziemy Robbena i Sneijdera, a w Chelsea radośnie widnieje nazwisko Szewczenko. Podobnie jest w reprezentacji Polski, gdzie na miejscu Kuby Błaszczykowskiego gra jakiś Braszczykowski.
W komputerową wersję FIFY 10 od biedy można było pograć. Aż do momentu ukazania się najnowszego PESa. O ile na konsolach nowej generacji gra EA Sports sprawdza się znakomicie, o tyle na komputerach rządzi produkcja ze studia Konami. Rozgrywka jest szybka, dynamiczna i efektowna. Przypomina tę z Pro Evolution Soccer 6. Gra jest dobrze zoptymalizowana i nie ma żadnych problemów ze zwalniającą rozgrywką czy przycięciami. Jeśli przyjrzymy się dokładnie, to okaże się, że liczba poważnych zmian nie jest duża. Zamiast tego zostały poprawione różne drobne elementy, które uprzykrzały rozgrywkę w poprzedniej edycji. Dobra grafika i muzyka, szybkie tempo gry, znakomita grywalność i swoboda to największe atuty obecnej odsłony konkurenta FIFY. Jesienne popołudnia są długie, więc nie pozostaje nic innego jak wziąć pada w dłoń i grać, grać i grać...

