Mikael Blomkvist zostaje skazany za zniesławienie znanego przedsiębiorcy na łamach swojej gazety - Millenium. Do odbycia kary pozostało mu jednak pół roku. W międzyczasie o przysługę prosi go bogacz Henrik Vanger. Blisko 40 lat temu zaginęła Harriet Vanger i do tej pory jej nie odnaleziono. Henrik uważa, że została zamordowana i sprawcą może być ktoś z rodziny. Mikael przeprowadza się więc do domku gościnnego zamożnego pana oraz rozpoczyna badać śledztwo sprzed wielu lat. W tym samym czasie, obserwujemy Lisbeth, pewną hackerkę, która obsesyjnie śledzi dziennikarza.
Pomimo szowinistycznie brzmiącego tytułu, obraz Opleva nie przejawia w sobie znamion zarówno męskiego kryminału ani hollywoodzkiego przesytu stylistyki. Fakt, że da się zauważyć aluzje do amerykańskiej klasyki powieści noir, lecz poprzez inteligentną intrygę, charakterystyczny skandynawski klimat i nakreślenie na ich podstawie wymyślnej zagadki, Millenium przemienia się w pozycję kanoniczną europejskiej kinematografii.
Każdy fragment jest tu odpowiednio wyważony i wykorzystany z wyjątkową ostrożnością. Postęp fabularny jest odrobinę ślamazarny, co spowalnia tempo i sprawia, że możemy przebadać wszelkie poszlaki. W tej niemal dwuipółgodzinnej wędrówce odkrywamy kolejne ślady zagadki niczym bohaterowie powieści Agathy Christie. Nigdy nie wyprzedzamy protagonisty w poznawaniu szczegółów śledztwa, zatem każdy zwrot akcji jest zaskakujący. Nawet jeśli oglądamy poczynania Lisbeth, to nie jesteśmy w stanie wysunąć logicznych wniosków na ten temat. Scenarzyści wykonali kawał dobrej roboty adaptując powieść Stiega Larrsona.
Oczywiście wierni fani serii znajdą również minusy tego przekładu filmowego. Produkcji brakuje konkretniejszych wizji na temat rewolucyjnej gazety oraz większego wydźwięku politycznego w wątku pobocznym. Zamiast tego, całość skupia się na istotnym motywie kryminalnym i egoistycznie podąża za zaginięciem Harriet. Również relacja między Mikaelem a Lisbeth wydaje się być słabo rozwinięta przez co zachowania bohaterki są czasem niezrozumiałe. Trochę szkoda, gdyż wycięcie istotnych aspektów z książki powoduje, że psychika postaci jest jednowarstwowa i wyraźnie widoczne są stereotypy psychologiczne. A niepełny szkic protagonistów upraszcza sposób opowiadania historii.
Na to da się jednak przymknąć oko, kiedy dobrze skrojono intrygę. Pierwowzór książkowy jest wyjątkowo dobry i Oplevovi udało się go wiarygodnie przenieść na taśmę filmową. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet oferują znacznie wyższy poziom kryminału niż dzisiejszy Hollywood. Żaden z tropów nie jest wyssany z palca, a wytłumaczenie każdego z nich da się kulturowo wyjaśnić. Nawet rozwiązanie zagadki wywołuje zupełnie inne wrażenia i nie stosuje się do absurdalności niespodziewanego punktu kulminacyjnego. Takie rzeczy to tylko w Szwecji.
Rozczarować mogą jedynie zbyt pozytywne ostatnie minuty filmu. Zanika w nich mrok skandynawskiego kryminału i sprawiają wrażenie wszechobecnej amerykanizacji wątków. To jednak powszechny problem w postmodernistycznej kinematografii, szczególnie że twórcy chcieli zostawić otwartą furtkę dla dalszych części. A jakość ekranizacji pierwszego tomu z serii Millenium sprawia, że warto czekać na kolejne.

