Dwudziestego piątego czerwca pojawiła się informacja o jego śmierci, wywołując wielkie poruszenie wśród fanów na całym świecie. Wydawało się niemożliwe, że osoba, która przez kilka miesięcy przygotowuje się na wielkie show, zainwestowała ogromne pieniądze, zwerbowała setki osób, zmarła tak nagle w tajemniczych, nie do końca wyjaśnionych okolicznościach, dlatego też powstały teorie spiskowe, jakoby Michael Jackson zmistyfikował swoją śmierć i ma powrócić w przyszłym roku. Póki co, firma SONY kilka dni po tragicznej informacji, wykupiła wszelkie prawa do nagrań z prób i zrobiła dokument, mający na całym świecie swoją premierę dwudziestego ósmego października. Mimo tego, że mogliśmy zobaczyć go tylko przez dwa tygodnie, stał się przebojem kinowym. Wierzcie mi, prawdziwi wielbiciele wielkiego artysty nie zastanawiali się nad tym, iż pospiesznie zmontowany film ma na celu zarobienie przez jego producentów ogromnych pieniędzy, tylko sprężyli się i w większości ruszyli do kin, nawet oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów. Dla tych, którzy nie zdążyli oglądnąć, twórcy obiecali wydanie go na płytach w specjalnej edycji. Takie posunięcie firmy fonograficznej nie powinno nas zaskoczyć :)
Z ponad stu godzinnych nagrań, zrobiono półtoragodzinny film przedstawiający energicznego, tętniącego życiem pięćdziesięciolatka w fantastycznej formie. Odnieśliśmy wrażenie, że nie są to tylko próby, ale koncert specjalnie nagrany dla wszystkich, załamanych wiadomością, iż nigdy nie zobaczą na żywo "This is it". Jednak w żadnym momencie oglądania produkcji nie usłyszymy słowa o odejściu wielkiego "króla popu", a tytuł wygląda jak dobrze prezentująca się reklama najnowszej trasy koncertowej. Nie możemy się temu dziwić, ponieważ dzieło wyreżyserował przyjaciel artysty - Kenny Ortega, mający na swoim koncie takie filmy jak "High School Musical 3" czy "Hocus Pocus". To on w wywiadach często wspominał o Jacksonie oraz jego "życiu" po śmierci i stał się najbardziej kontrowersyjną postacią w całym tym galimatiasie.
Widowisko zostało perfekcyjnie przygotowane, chociaż w dokumencie znajdziemy fragmenty pokazujące Jacksona jako zwykłego człowieka, robiącego błędy czy też czepliwego. Nie wiemy, czy gdyby żył, dopuściłby do opublikowania ich, ponieważ zawsze chciał uchodzić za profesjonalistę. Zastanawiające jest, że obok artysty w wielu scenach występowały sobowtóry, także jego przyjaciel E Casanova.
Tym bardziej, iż nie odwzorowywały one umiejętności piosenkarza. Inne kroki, tonacja głosu, kolor twarzy czy też taniec odróżniał aktorów od muzyka. Często pojawiał się podzielony obraz z występem Michaela i osób jego naśladujących, co nawet bardzo podpowiadało, na którym kadrze jest "król".
Największe zaskoczenie wzbudziły nowe teledyski przygotowane do największych przebojów. Nowoczesna scena z podnośnikami, tancerze z całego świata, świetlne efekty i nowe układy taneczne Jacksona powodowały, że na pozór stare piosenki nabrały świeżości i nowego artystycznego kształtu. Dodatkowo między scenami, usłyszymy komentarze tancerzy, reżysera, a niekiedy samego Michaela.
To, co może nam przeszkadzać, to jakość obrazu wyglądającego jak teledysk w serwisie YouTube. Całe przedstawienie nagrywane było kilkoma kamerami, zostało połączone bez jakichkolwiek elementów estetyki, lecz magia jego występów i bardzo dobra jakość dźwięku spowodowała, że zapominamy o licznych niedoróbkach.
Entuzjaści muzyki Jacksona oglądając "This is it" przeżyją niezapomniane, ostatnie chwile z artystą i niestety - jego sobowtórami. Jeszcze raz posłuchają żywiołowego Thrillera, wzruszającego Earth Song czy też największych hitów takich jak Billie Jean. Szkoda, że nie będzie nam dane uczestniczyć w prawdziwym koncercie, zapowiadającym się fantasycznie. Miejmy nadzieję, że na pamiątkę pozostanie nam wspomniana wcześniej płyta z nagranym dokumentem, na którą z niecierpliwością będą czekać fani artysty.

