Gra jest bezpośrednią kontynuacją Call of Duty 4: Modern Warfare. Ponownie wcielimy się w żołnierzy różnych elitarnych jednostek i zawalczymy o wolność, demokrację i oczywiście interesy USA w różnych zakątkach świata. Spotykamy na swojej drodze sporo starych znajomych z poprzedniej odsłony serii, ot choćby kapitana "Soapa" MacTavisha, który zostanie naszym dowódcą, czy też Nikołaja obecnie pełniącego funkcję pilota śmigłowca. Oczywiście zło raz pokonane wróciło i to ze zwielokrotnioną siłą, tym razem w postaci niejakiego Makarova marzącego o upadku kraju Wuja Sama. Fabuła, jak sami widzicie nie poraża odkrywczością, ale to nie ona gra tutaj pierwsze skrzypce.
Sama rozgrywka nie uległa większym zmianom od czasów Call of Duty 4. Wciąż wraz z grupką kamratów przebijamy się przez poziomy pełne przeciwników, co i rusz kryjąc się za przeszkodami i ostrzeliwując wroga. Wrogowie w dalszym ciągu wybiegają dosłownie zewsząd tylko po to, by za moment zginąć od naszych kul, choć zdają się być agresywniejsi i bardziej skłonni do flankowania. Pierwszą nowością, jaka rzuci się w oczy jest sposób przedstawiania uszkodzeń - zamiast klasycznego czerwonego ekranu mamy efekt rozbitych i zachlapanych krwią okularów. Poza walorami estetycznymi ma to także spore znaczenie, gdyż przez opryskane juchą i podniszczone gogle delikatnie mówiąc niewiele widać, co praktycznie obezwładnia rannego gracza i zmusza go do znalezienia kryjówki. Odbija się to na poziomie trudności, który jest zauważalnie wyższy niż w poprzednim Modern Warfare. Pojawiło się też coś, czemu najbliżej chyba do tzw. quick-time eventów. Podczas niektórych sekwencji filmowych będziemy musieli wykazać się zręcznymi palcami i szybko wciskać odpowiednie klawisze, by nasz bohater wspiął się po lodzie, czy uchylił przed pociskiem zamachowca. Kiedy indziej wysadzimy w powietrze ścianę i w spowolnieniu wpadniemy z karabinem do pomieszczenia pełnego przeciwników - wygląda to po prostu świetnie.
Same zadania stawiane przed nami nie należą do szczególnie innowacyjnych np. unieszkodliwienie baterii przeciwlotniczych, skradanie się przez zasypany śniegiem las, czy ucieczka z miasteczka pełnego żądnych krwi terrorystów. Do tego dochodzą sekwencje pościgów, w których tym razem mamy możliwość kierowania pojazdami (ale na wierną symulację modelu jazdy nie liczcie) oraz rzadkie momenty siania śmierci z pokładu śmigłowca. Wciąż rządzą tu skrypty, które co prawda sprawiają, że za każdym razem gra się tak samo, ale jednocześnie nasycają grę nieprawdopodobnymi wprost ilościami akcji. Same lokacje są ogromnie zróżnicowane - Afganistan, Rio de Janeiro, miasteczko w USA, platforma wiertnicza, czy rosyjski gułag nie tylko nie pozwalają się nudzić, ale też powalają doskonałym wykonaniem.
Gra wygląda wprost wyśmienicie, a przy tym działa płynnie nawet na starszym sprzęcie. Efekty ostrzału artyleryjskiego, śnieżyca, czy bladego światła flar nocą są po prostu niesamowite, a przy tym ogromnie klimatyczne. Oprawa graficzna nie uległa większym zmianom, największy nacisk położono na wypolerowanie tekstur i specjalne efekty. Fizyka ponownie zachwyca, w pewnym momencie wpadamy na targowisko pełne towarów, a nawet kurczaków w klatkach - strzelanina dosłownie roznosi to miejsce w pył, śmieci, pierze, dym unoszą się w powietrzu tworząc niesamowity widok. Grając czujemy się, jakbyśmy oglądali interaktywny film, o taki zresztą efekt chodziło twórcom. A żeby jeszcze podkreślić filmowość Modern Warfare 2 do tworzenia ścieżki dźwiękowej zaangażowano słynnego Hansa Zimmera, jednego z najlepszych kompozytorów muzyki filmowej. Facet wywiązał się ze swojego zadania genialnie, muzyka idealnie pasuje do akcji, jaka rozgrywa się na ekranie, doskonale podkreślając atmosferę. Dźwięki również stoją na najwyższym poziomie - odgłosy śniegu skrzypiącego pod butami, wybuchy granatów, czy wystrzały z broni brzmią świetnie i bardzo realistycznie.
Niestety tryb single player nie ustrzegł się wad. Tym, co najbardziej razi jest długość gry - na normalnym poziomie trudności jej ukończenie zabrało mi 6 godzin, co jest czasem dosyć krótkim. Drugi problem to fabuła. Widać, że panowie z Infinity Ward potrafią stworzyć ogromnie miodną rozgrywkę, ale najzwyczajniej w świecie brak im doświadczenia w prowadzeniu opowieści. Nie sposób nie zauważyć, że kolejne zwroty akcji są coraz bardziej naciągane, a motywacje bohaterów całkowicie niezrozumiałe. Brakuje tu spójności, wiadomo, że od fps-a nie oczekujemy genialnej fabuły, ale jeśli już decydujemy się zaskakiwać nią graczy, to niechaj się ona trzyma kupy. Nie zaszkodziłoby też dodać postaci gracza widoczne nogi oraz cień - są to elementy niemalże już standardowe w fps-ach, a jednak w Modern Warfare 2 ich nieuświadczymy.
Czas przejść do trybu multiplayer, czyli tego co tygryski lubią najbardziej. Najważniejszą zmianą jest zrezygnowanie z dedykowanych serwerów na rzecz tzw. matchmaking-u. Polega on na tym, że niedostępna jest lista serwerów, zamiast niej klikamy w opcję Graj, wybieramy tryb, jesteśmy łączeni z grupą innych graczy, a ten z nich który ma najlepsze połączenie staje się hostem. Wywołało to wiele obaw, co do płynności rozgrywki, jako że takie rozwiązanie wymaga szybkiego łącza. Dziś mogę z czystym sumieniem powiedzieć, iż były one bezpodstawne - na średniej klasy łączu (10mb/s) praktycznie nie uświadczymy lagów, nawet grając z ludźmi z Anglii. Co prawda brak możliwości wyboru serwera może drażnić, ale nie jest to wielki problem. Najważniejsze, że sama rozgrywka jest dokładnie tak samo miodna, jak w pierwszej części Modern Warfare.
Mamy mnóstwo broni do wyboru, choć większość jest na początku zablokowana i musimy awansować na wyższe poziomy, by uzyskać do niej dostęp. Pośród naszych zabawek są zarówno starzy znajomi, jak M4, Kałasznikow, czy P90, jak i nowości w stylu Steyr AUG, czy UMP. Do praktycznie każdego z nich możemy doczepić jeden (a po skorzystanie z odpowiedniego perka dwa) z ośmiu (!) dodatków. Jest w czym wybierać, różne rodzaje kolimatorów, celownik termiczny, czujnik pulsu, podwieszana strzelba to tylko drobna część z nich. Do tego dochodzą nagrody za zabicie kilku przeciwników nie ginąc w postaci zdalnie sterownych rakiet, samolotów wsparcia, czy nawet bomby atomowej. Co jeszcze ważniejsze nie zaburzono kruchej w tego typu grach równowagi, dzięki czemu nie ma sytuacji, w których gracz z lepszą bronią/dodatkami zawsze wygrywa.
Tryby rozgrywki również uległy rozmnożeniu, jednak uważny obserwator zauważy, że większość nowych to minimalnie zmodyfikowane wersje klasycznej dominacji i deathmatchu. Interesującym pomysłem jest dodanie trybu oferującego widok z punktu widzenia trzeciej osoby, choć jest on w zasadzie ciekawostką i okazją do obejrzenia pięknych modeli postaci i doskonałej ich animacji, gdyż gra w tym trybie jest trochę toporna. Do naszej dyspozycji oddano aż 15 dopracowanych map, przypominających mniej więcej lokacje z trybu single player. Są one wyważone i zaprojektowane z ogromną dbałością o szczegóły, jakość grafiki jest taka sama, co w trybie dla pojedynczego gracza, za co należą się spore brawa, gdyż ilość klatek na sekundę w trybie multiplayer nie spada ani na moment, mimo, iż stanowi on dużo większe obciążenie dla peceta. Do lamusa niestety odeszły mecze dla 32 graczy, w zasadzie obecnie standardem są rozgrywki dla 12, maksimum 18 graczy, co nie każdemu przypadnie do gustu. Brak też możliwości wychylania się zza przeszkód, co jest wyraźną oznaką urabiania gry pod konsole. Natomiast nieobecność jednego bardzo ważnego narzędzia może w przyszłości strasznie się zemścić - otóż nie można z gry usuwać określonych graczy, brakuje nie tylko moderatorów, ale nawet zwyczajnego głosowania za wyrzuceniem kogoś z serwera. Można sobie tylko wyobrazić, ile frustracji to wywoła, gdy w Modern Warfare 2 pojawią się hackerzy, a jest to niestety tylko kwestią czasu.
Na koniec zostawiłem najciekawszy moim zdaniem tryb - Siły Specjalne, czyli swoisty coop, w którym dwóch graczy ściśle współpracując musi wykonywać niektóre zadania z kampanii z obu części serii, a także całkowicie nowe misje stworzone na potrzeby tego trybu. Zabawa jest naprawdę przednia, gdyż wymaga pełnej kooperacji i daje mnóstwo frajdy. Przykładowo w pewnym momencie jeden z graczy siada za sterami samolotu AC-130 i prowadzi z niego ostrzał mający na celu wesprzeć drugiego, który na ziemi za pomocą lasera wskazuje strzelcowi cele. W innym wypadku we dwójkę musicie odeprzeć nieprzyjacielski szturm na posiadłość albo przeniknąć pomiędzy patrolami wroga do jego bazy. Tryb ten wydatnie wydłuża czas zabawy, stanowiąc przy tym idealną odskocznię od klasycznego multiplayera.
Tradycyjnie już gra została wydana w kinowej wersji językowej, czyli przetłumaczono wyłącznie napisy. Jakość tłumaczenia jest niezła, ale w kilku momentach polski tekst wyświetlany na ekranie nie pokrywa się z tym, co można usłyszeć. Niby drobiazg, ale w kliku momentach wprowadza to jeszcze większe zamieszanie do i tak już chaotycznej fabuły gry. Gracze pecetowi nie uświadczą niestety edycji limitowanych, jakimi cieszyć się mogą posiadacze konsol. samo wydanie jest bardzo ubogie, podobnie jak to miało miejsce przy Call of Duty 4 - pudełko, 6-stronnicowa instrukcja i płyty z grą. Warto też nadmienić, iż gra korzysta z usługi Steam - nie wszystkim przypadnie to do gustu, ale w grze bez dedykowanych serwerów wydaje się to być jedynym rozsądnym rozwiązaniem pozwalającym na wytworzenie się jakiejkolwiek społeczności graczy.
Modern Warfare 2 to świetna gra, jednak nie sposób uniknąć wrażenia, że gdyby tylko kilka rzeczy poprawić byłoby bosko. O ile interesuje nas tylko tryb single player to niestety, ale rozczarujemy się - jest krótki i na dodatek niespójny. Jednakże jeśli potraktować go tylko, jako wstęp do trybu multiplayer i Sił Specjalnych to otrzymamy doskonała zabawę na wiele dni. Nie ma co nastawiać się na rewolucję, jaką okazała się jej poprzedniczka - to takie Call of Duty 4 tylko większe, lepsze i ostrzejsze. Polecam, bo naprawdę warto. Szkoda tylko, że oficjalna cena jest dosyć wysoka.

