Jeszcze kilka lat temu, w świadomości polskich graczy, nietypowym kontrolerem była chociażby kierownica czy też joystick do porządnych symulatorów lotu. Kierownica( i do tego wypasiony fotel, skrzynia biegów, no i oczywiście pedały) od dawien dawna zalegały w salonach z automatami do gier, ale jeżeli ktoś chciałby sprawić sobie miniaturkę takiego zestawu, musiał liczyć się z ogromnymi kosztami, przez co była to zabawa dla nielicznych. Dzisiaj na naprawdę niezły sprzęt pozwolić może sobie każdy, a mając wygodny fotel, dobra kierownicę, pedały i wielgachny TV, zapomnieć jest się łatwo. Cóż, kiedyś wystarczyło tylko druga część Colina, a człowiekowi wydawało się, że bierze udział w prawdziwym rajdzie. Ale żeby nie było, że gadam jak zgred - ja tam wolę się zapominać przy 42 calowym telewizorze.
Dzisiaj wspomniana kierownica nie robi już na nikim wrażenia. Kiedy myślimy sobie o nietypowych urządzeniach, pewno wielu z was ma przed oczami taki obraz - rodzinka niedzielnych graczy, Wii, roześmiani rodzice i dziecko wymachujące Wiilotem przed telewizorem. Ale tak naprawdę myli się ten, kto myśli, że to Willot jest prekursorem "aktywnego" spędzania czasu przed TV…
Dwa słowa - Duck Hunt. Ten tytuł znać powinien każdy. Nic nie świta? Pegazus, podłączony do niego pistolet, latające kaczki - i wszystko jasne. Na Pegazusa pojawiło się jeszcze kilka gier, wykorzystujących motyw strzelania do ekranu, ale to właśnie Duck Hunt jest najbardziej pamiętany, nawet przez tych, którzy z graniem wiele do czynienia nie mają. Ale na czym ten mechanizm się właściwie opiera? Otóż końcówka pistoletu posiada swego rodzaju czujnik, który wykrywa pojawiające się na ekranie obiekty, a te pełnią rolę światła. Działa to prawie tak samo jak zwykła myszka, tyle że kursorem jest sterowany przez nas pistolet, a właściwie ten czujnik. Większość gier wykorzystujących ten patent bardziej popularne, przynajmniej u nas, były na automatach. Pistolety wyglądały bardziej fachowo, a i gry były ciekawsze, bo zamiast kaczek, pojawiały się np. zombiaki. Później producenci gier próbowali przenieść to na konsole następnych generacji, m.in. na PSX czy PS2. Time Crisis + GunCon było całkiem solidnym zestawem i na szaraku czy czarnuli bił rekordy popularności. Niestety, wejście w obecną generacje już tak dobre nie było - Time Crisis 4 wraz GunCon 3 nie zarządziło, zbierając raczej średnie noty. Jeżeli kogoś taka zabawa kręci, to lepiej zaopatrzyć się w PS2 i Time Crisis 3. Teoretycznie Wii ma szanse dalej wykorzystywać motyw strzelania z "pistoletu" do ekranu, ale póki co Nintendo woli ładować kasę w gry dla casuali. Chociaż Madworld czy też The House of the Dead: Overkill są dobrą zapowiedzią lepszych(bo bardziej krwistych!) czasów dla Wii.
Maty do tańczenia to kolejny hit z automatów, który chciano przenieść do domów graczy. W Japonii, co chyba zaskoczeniem nie jest, oczywiście to się udało i gry, w których można było potańczyć na macie rozkładanej przed TV, sprzedawały się jak świeże bułeczki. U nas taki sukces nie był możliwy z kilku powodów. PSX tanią zabawką nie był, a gadżety do niego tym bardziej. Mało kto mógł sobie pozwolić na oryginalne gierki, a jeżeli ktoś chciałby wydać kilka stów na matę, żeby sobie potańczyć przed telewizorkiem, musowo uznany zostałby za wariata. Wtedy pojęcie "casual" nie było nikomu znane, więc gracze tylko zabijali. Oczywiście co innego było za granicami naszego kraju, pojawiło się pełno gier zarówno na PSX, jak i PS2. Co ciekawe, na konsole obecnej generacji, gier wykorzystujących matę póki co nie ma(tzn. nie ma u nas, w Japonii pewno są…), ale obudziły się pecety! Ostatnimi czasy pojawiło się mnóstwo gier "tanecznych". Wygibasy przed 19 calowym monitorem zbyt wygodne nie są, ale popularność programów "You Can Dance" czy "Taniec z gwiazdami" widocznie robi swoje. Dużo łatwiej jest przecież pochodzić po takiej macie niż wymiatać salsą na parkiecie.
Wraz z nadejściem Playstation 2 obrodziło nam w ciekawe kontrolery. Jednym z nich jest Eye Toy. To nic innego jak zwykła kamera internetowa, tyle że służąca do grania. Zasady są proste - podpinamy kamerkę do konsoli, wkładamy płytkę do napędu i gramy! Zamiast bohatera stworzonego przez twórców pojawiamy się my i wymachując rękami, nogami, głową lub czymkolwiek się da, przechodzimy grę. Zadania były różne - mieliśmy i boks, i bejsbol, i tenis, naprawdę wiele różnych wariacji, byleby można powyginać ciało śmiało. Można spokojnie uznać, że Eye Toy jest swego rodzaju prekursorem tego, co dzisiaj wykorzystane jest w Wii. Tyle że zamiast pada, używamy własnych kończyn. Eye Toy świetnie sprawował się na domówkach, tylko znowu pojawia się znany problem - cena. Trochę trzeba było wybulić, a podobnie jak to było z matą, polscy gracze woleli wydać fundusze na poważniejsze zabawki.
Za to Singstar okazał się pomysłem genialnym i aż dziw bierze, że pomysł ten wykorzystany został dopiero w 2004 roku. Jak wiadomo, śpiewać każdy może, toteż Sony wyciągnęło rękę do miłośników śpiewu, dając im Singstara. Zamiast szlajać się po barach karaoke, gdzie słuchać może nas ten, kto nie powinien, możemy taki salon otworzyć u nas! No i znowu zasady bajecznie łatwe - dwa mikrofony, płytka i zabawa na całego! Pewnie Singstar jest punktem kulminacyjnym każdej imprezy u posiadacza czarnuli i to chyba nie dziwi nikogo. Singstarów na rynku jest pełno, więc zadowolić można gusta każdego - od disco, po lata 80, na Singstar: Satan kończąc. Trybów gry jest pełno, więc bawić można się do białego rana, śpiewając nie tylko zagraniczne hity, ale i polskie, bo Sony już dawno temu pokusiło się o porządną lokalizację, oferując polskie piosenki. Niedawno ukazał się też Singstar na Playstation 3, wreszcie posiadający bezprzewodowe kontrolery! Śpiewać, nie umierać. Także i Microsoft próbował podpiąć się pod sukces Singstara, wydając na Xboxa 360 Sing It!, ale do produkcji Sony jeszcze im daleko.
Genialnych pomysłów Sony ciąg dalszy. Buzz! to nic innego jak zwykły teleturniej. W zestawie otrzymujemy cztery kontrolery, które służą nam do odpowiadania. Wielką czerwoną kropą zgłaszamy chęć odpowiedzi, po czym naciskając jeden z czterech kolorowych prostokącików, wybieramy prawidłową opcję. I to wszystko! Za to zabawa jest przednia, pytań jest wiele, więc zabawa gwarantowana. Podobnie jak w przypadku Singstara, dopiero przy PS3 pojawiły się bezprzewodowe kontrolery i co najważniejsze, profesjonalnie wykonana lokalizacja! Głos prowadzącemu podkłada Piotr Gąsowski. Buzz !to kolejny imprezowy hit, którego posiadacz konsoli Sony mieć musi!
Ostatnio na całym świecie największą popularnością cieszą się gry muzyczne. Jednak Guitar Hero czy Rock Band to nie pierwsze tytuły, które wykorzystują podobne do prawdziwych instrumentów kontrolery. Już w roku 94 pojawiły się pierwsze produkcje, które próbowały ten pomysł wykorzystać, ale wtedy było na to zdecydowanie za wcześniej. W 97' Konami wypuściło dwa tytuły - DrumManie i GuitarFreaks, oczywiście oba na automatach. Ta pierwsza oferowała grę na perkusji, zaś druga - na gitarze. Później konwersje ukazały się na PS2, oczywiście w wersji z instrumentami! Ale tylko w Japonii… W 2005 do Europy trafiło Donkey Konga na GameCube. Ta gra muzyczna stworzona przez Namco, zamiast zwykłych padów, do grania wykorzystuje specjalne DK Bongos. Te (nie)zwykłe bębenki nie zdobyły u nas wielkiej popularności, bo i GameCube nie był chodliwą konsolą. Za to w Japonii - szaleństwo.
No i w końcu nadeszła era gitarowego kontrolera! Pierwszy Guitar Hero ukazał się w 2005 roku i od razu podbił serca graczy. Po pierwsze - świetny kontroler. Dzięki podłączanej gitarze każdy mógł się poczuć jak prawdziwy muzyk wymiatający na scenie. Jak poradzono sobie ze sterowaniem? Na gryfie umieszczono pięć kolorowych przycisków, które trzeba naciskać wtedy, gdy na ekranie pojawia się właściwy kolor. I to wszystko! Wraz z kolejnymi częściami, oprócz większej ilości piosenek i poprawionej grafiki, pojawiały się także nowe wiosła. Co najważniejsze, posiadacz np. drugiej części, przy zakupie 3 nie musiał nabywać i gitary, ponieważ stara była kompatybilna z nową wersją. Seria Guitar Hero okazała się olbrzymim sukcesem, do tej pory sprzedano aż 14 milionów egzemplarzy! Liczba stale będzie rosnąć, gdyż Neversoft zamierza wypuszczać dodatki poświęcone jednemu zespołowi bądź też wykonawcy. Mamy już Guitar Hero: Aerosmith, na horyzoncie jest już GH: Metallica. Kolejne tytuły to zapewne kwestia czasu.
Rock Band aż tak wielkim sukcesem komercyjnym nie był. Chociaż zestaw oferował nie tylko gitarę prowadząca, ale i bas, perkusje i mikrofon, to ludzie woleli jednak Guitar Hero. Rock Band jest tytułem znacznie trudniejszym i wymaga od gracza większego zaangażowania, toteż na imprezach lepiej odpalić GH, gdzie bawić mogą się i amatorzy, i mistrzowie. Rock Band 2 nic nie zmienił. Nadal jest trudno, dlatego też większym sukcesem cieszy się Guitar Hero: World Tour. Praktycznie to kopia Rock Band, również posiada gitarę, bas, perkę i mikrofon, z tym że ma uznaną już markę. Swoją grę muzyczną ma już też Konami. Mowa tutaj o Rock Revolution. Znowu jest gitara, bas, bębny, tyle że nie ma mikrofonu. No i graczy, bo w porównaniu z GH czy RB, produkt Konami prezentuje się wyjątkowo blado.
Guitar Hero uderzyło także w konsole przenośne, a konkretnie w maszynkę Nintendo - DS.'a. O ile bezprzewodowa gitara przy konsolach stacjonarnych jest całkiem sensownym rozwiązaniem, to przy handheldach z logicznych powodów należało z niej zrezygnować. Z problemem poradzono sobie sprytnie - wiosło zastępuje swego rodzaju nakładka, którą mocujemy z boku konsolki. Efekt? Faktycznie można poczuć się tak, jakby trzymało się prawdziwą gitarkę, ale wiadomo - to nie to samo. Jednak granie na takim czymś podczas jazdy autobusem i tak jest dużo przyjemniejszą opcją niż słuchanie rozmów innych podróżników. Również i IPod doczekał się swojego Guitar Hero, tyle że pod inną nazwą(wprawdzie zbytnio się nie różni )- Gutiar Rock Tour. Tutaj sterowanie jest w ogóle odjechane, bo przecież wszystko wykonujemy uderzając palcami w dotykowy ekran. Można i tak.
Zresztą IPod sam w sobie jest nietypową zabawką, właśnie przez dotykowe sterowanie. Właściwie nic w tym nadzwyczajnego nie ma, bo już wiele innych odtwarzaczy czy też telefonów taką funkcją może się pochwalić, ale to na IPoda pojawia się coraz to więcej gier. Chociaż pewnie wiele osób traktuję produkt Apple - jako urządzenie do grania - z przymrużeniem oka, ja bym się wcale nie zdziwił, gdyby za jakiś czas okazało się, że IPod - handheld radzi sobie bardzo dobrze. Ludzie lubią takie gadżety, a obecność tytułów pokroju Metal Gear Solid może zachęcić i graczy.
Fenomen Nintendo DS też już powoli nikogo nie dziwi. Dwa dotykowe ekrany + stylus dają twórcom ogromne pole do popisu, co jest dodatkową zachętą dla graczy. Wiele tytułów wykorzystuje to oryginalne sterowanie. Np. w GTA: Chinatown Wars, jeżeli chcemy ukraść auto, musimy kręcić "długopisem" po ekranie, co symuluje odpalanie auta kluczykiem. Co robimy wtedy, chcemy wezwać taksówkę? Gwiżdżemy do wbudowanego mikrofonu! Takich patentów jest znacznie, znacznie więcej…
Czyli co - pady, klawiatury, myszki i inne w miarę "normalne" gadżety odchodzą do lamusa? Popularność Wii na pewno daje do myślenia, ale jednak jest spory bastion graczy, dla których ważna jest po prostu sama gra, a nie to, czym ją przechodzimy. Jednak pewnym jest, że na rynku pojawiać się będzie coraz to więcej dziwacznych akcesoriów. Co kto lubi -ja tymczasem chwytam pada i bez zbędnego machania, zanurzam się w rozgrywce.
