PLAYBACK, nr 04-05/2009 (40-41) Strona www: www.playback.pl
Forum: www.playback.pl/forum.htm Gry, książki, film, sprzęt, publicystyka
Dołącz do nas!

FILM

Piotr 'Hunier' Rudnicki

Punisher: Strefa Wojny

switch
Punisher: Strefa Wojny
  • Gatunek: akcja
  • Rok produkcji: 2008
  • Reżyser: Lexi Alexander
  • Scenariusz: Arthur Marcum, Nick Santora
  • Obsada: Ray Stevenson, Dominic West, Doug Hutchison, Colin Salmon
  • Dystrybutor: United International Pictures

Punisher: Strefa Wojny to trzecia ekranizacja kultowego komiksu wydawnictwa Marvel - a raczej powinienem powiedzieć: "trzecia próba zekranizowania". Wszystkie te obrazy nie są ze sobą powiązane. Powstawały kolejno w latach: 1989, 2004 i 2008. Ostatnia wersja, z Thomasem Jane'em w roli głównej, nie była kinem wybitnym, jednak oglądało się to przyjemnie. Jak wyszło tym razem?

Najnowsza wizja komiksowego bohatera bardzo odbiega od tej z 2004 roku. Fabuła ukazuje nam Punishera w już dość podeszłym wieku. Brak w nim porywczości i emocjonalnego podejścia do "pracy", które charakteryzowały postać odgrywaną przez Jane'a. Po kilku latach "służby" Frank Castle jest już zupełnie chłodny, a motywem jego działalności jest chęć czynienia sprawiedliwości, a nie zemsta za wymordowanie całej jego rodziny. Rolę czarnego charakteru przyjmuje Dominic West, znany chociażby z filmu 300. Wciela się w postać Billy'ego Russotiego, nową głowę mafijnej rodziny. Już na początku kochający swą twarz gangster musi pożegnać się ze swym obiektem westchnień - zostaje zmasakrowany w zgniatarce szkła. Jego wnętrze nie ulega jednak uszkodzeniu, natomiast twarz zostaje makabrycznie sklejona. Jego nowym wrogiem numer jeden staje się Punisher.

Punisher: Strefa Wojny

Punisher: Strefa Wojny

Już po samym początku stwierdzić można, że Strefa Wojny czerpie garściami nie tyle z komiksu, co… z innych ekranizacji! Twórcy widocznie postanowili skorzystać z sukcesu takich filmów jak Mroczny Rycerz, konstruując fabułę i klimat bardzo podobnie. Umieszczenie w roli głównego "złego" postaci, która jest niespełna rozumu, pozbawiona norm moralnych i paraduje w garniturze… cóż, gdzieś to widzieliśmy. Na dodatek Jigsaw (bo taki przydomek przyjął Billy po przemianie), by zabić Punishera, tworzy małą armię złożoną z setek pomniejszych przestępców. Jednakże akcja zaczyna się rozkręcać głównie pod koniec filmu, a przez całą resztę projekcji widz jest skutecznie usypiany przez problemy moralne Franka oraz nudne i nic nie wnoszące dialogi. Postać Punishera została przez twórców zupełnie położona, czego głównym powodem był zły dobór aktora. Ray Stevenson na plakacie wygląda całkiem nieźle, jednak w akcji sprawia wrażenie tatusia w podeszłym wieku, któremu zachciało się akrobacji. Jego twarz nie odzwierciedla setek zabójstw, które popełnił - Frank przypomina raczej kogoś, kto pierwszy raz trzyma w ręku broń i zmaga się przy tym z własną moralnością. Wyjątkiem jest pierwsza scena, ale rozgrywa się ona w mroku, więc się nie liczy.

Dominic West, odgrywający rolę czarnego charakteru, także nie spełnia dobrze przydzielonego zadania. Jego wariacki charakter jest momentami zbyt przerysowany, a momentami za mało wyraźny - aż tak trudno odnaleźć złoty środek? Przyznam szczerze, że przejadło mi się robienie szumu dookoła Heatha Ledgera, jednak rola Westa aż się prosi o porównanie, a - niestety - wypada w nim wyjątkowo tragicznie. Natomiast scena, w której Billy otrzymuje "nową" twarz, po czym dokonuje zemsty na chirurgu… No Panowie, toż w pierwszym filmowym Batmanie już to widzieliśmy, naprawdę nie musicie nam przypominać. Takich zapożyczeń jest mnóstwo, a szczytem szczytów jest umieszczenie w jednej ze scen riffu gitarowego z utworu grupy Slipknot "Psychosocial". Kawałek został tak okrojony, że nieświadomy pochodzenia muzyki widz gotów by był ozłocić kompozytora ścieżki dźwiękowej…

Najnowszy Punisher pełen jest bzdurnych postaci oraz sytuacji, które nie wnoszą do całości zupełnie nic sensownego. Fanatycznie polujący na Franka agent Budiansky, pomocnik mściciela o pseudonimie "Micro", czy też będący fanem bohatera detektyw Soap próbują w filmie zaistnieć, szkoda że z miernym skutkiem.

Punisher: Strefa Wojny

Punisher: Strefa Wojny

Całości brakuje gęstego klimatu, którym może nie ociekała poprzednia ekranizacja, jednak zdecydowanie bije ona na głowę Strefę Wojny. Liczbie strzelanin przydałoby się dodać "0" na końcu, główna postać mogłaby zachowywać się jak na mordercę przystało, zamiast postawy "kochanie, wróciłem, co na obiad?". Wszystko popełniono źle, no, może poza brutalnością, która przypomina poziom znany z komiksu. Nie ratuje to jednak dynamiki obrazu - ta kuleje od początku do końca. W sumie ciężko spodziewać się czegoś więcej po reżyserce, która zasłynęła z filmu Hooligans (Lexi Alexander). Ta pani chyba zapomniała, że Frank Castle to nie Frodo bijący się na ulicach Londynu.

Punisher: Strefa Wojny

Punisher: Strefa Wojny

Punisher: Strefa Wojny nie zaskakuje - raczej nikt nie spodziewał się po nim czegoś przełomowego. Takie adaptacje jak Iron Man czy wszystkie Batmany trafiają się rzadko, a najnowszy film o Franku Castle zdecydowanie do nich nie należy. Postać głównego bohatera wygląda świetnie na plakatach stylizowanych na okładki oryginału, ale nic ponad to. 107 minut filmu wypełnione jest nudą, moralnymi rozterkami wieloletniego mordercy i jeszcze raz nudą. Jeśli ktoś chce bliżej poznać mściciela z białą czachą na kamizelce - polecam ekranizację z 2004 r. Od tego radzę się trzymać z daleka, no chyba, że ktoś jest totalnym maniakiem Punishera i wszystkiego, co z nim związane…