Dla tych, którzy niestety w MS nie mieli okazji zagrać (jeden z niewielu minusów bycia młodym) krótkie wprowadzenie. Metal Slug to gra rodem z automatów, największy złodziej monet w salonach. Cholernie efektowna (jak na tamte czasy) grafika, masa akcji, kilogramy grywalności i oryginalny design sprawiały, że tytuł zapadał w pamięci. Choroba "jeszcze tylko jednej złotówki" dopadała nas bardzo szybko - tytuły spod szyldu Metal Slug nie należały do najprostszych, zamiast jednak wywoływać frustrację, wywoływały radość, jak mało która inna salonowa produkcja. Wciągała jak diabli, niewolniczo zmuszając do śrubowania rekordów stałych bywalców "ściany z automatami".
Teraz, w dobie naprawdę niezłej grafiki i ogromnego rozmachu wysokobudżetowych produkcji Metal Slug: Antologia jest prawdziwą perełką. Nikt nie straci na zapoznaniu się z nią. Weterani mają bowiem wspaniałą okazję na przypomnienie sobie, w co się dawniej "pocinało", młodsi odbiorcy mogą natomiast spróbować zrozumieć zachwyt starszych. Nie ma tutaj co prawda opcjonalnego widoku 3D, fizyki sprzężonej z Havokiem, efektów cząsteczkowych ani sztucznej inteligencji na miarę pierwszego F.E.A.R.-a, ale zupełnie to nie przeszkadza. Metal Slug jest grą w prawdziwym 2D, polegającą na przyciskaniu jednego buttona, grzania w hordę przeciwników czymkolwiek się da, zanim oni jeszcze nas zauważą. Typowy olschool, coś jak Contra, tylko w o wiele lepszym, jeszcze bardziej kultowym wydaniu.
Największym plusem jest fakt, że nie dostajemy jednej gry, tylko siedem. Twórcy upchnęli na płytkę UMD wszystkie części, jakie ujrzały światło dzienne. Mamy więc tutaj Metal Slug od jeden do sześć oraz Metal Slug X, do tego twórcy reedycji przygotowali kilka bonusów dla fanów tej serii. Do odblokowania są tapety, zwyczajne obrazki, ścieżka dźwiękowa oraz wywiad. Nic specjalnego, ale zjawisko należy zaliczyć jak najbardziej na plus. Wszelkie dodatki kupujemy bowiem za "tokeny" uzyskane podczas przechodzenia gier, co dodatkowo napędza rozgrywkę. Maniacy "odblokowywania" nie powinni być więc zawiedzeni.
To, co najbardziej mnie cieszyło, to fakt, że MS nadal potrafi bawić tak dobrze jak dawniej. Chociaż ogromny salonowy moloch został upchnięty w malutki ekranik przenośnej konsoli od SONY, zabawa wciąż jest przednia. Zwłaszcza, że tym razem dostaliśmy od twórców szereg udogodnień w stosunku do automatów. Zawsze mamy do wyboru dwa tryby gry - ten z ograniczoną oraz nielimitowaną liczbą żyć. Możemy ponadto zapisywać stan rozgrywki, co wcześniej było oczywiście nie do pomyślenia. Wszystko inne jest natomiast wierne oryginałowi. Zostawiono nawet takie smaczki jak filmiki odgrywane w kółko na automatach, kiedy nikt ich nie używał oraz listę "najlepszych graczy" z autentycznymi wynikami programistów SNK.
Na konwersji seria gier nie ucierpiała ani trochę. Ekran handhelda oraz układ jego przycisków zdaje się być wręcz stworzony dla Metal Sluga. Rozgrywka jest bardzo komfortowa, mamy pełną kontrolę nad wszystkimi wydarzeniami, ba, śmiem pokusić się nawet o zdanie, że jest troszeczkę łatwiej. Być może to przez szerszy ekran konsolki? W każdym razie konwersja jest na medal, czego nie można powiedzieć o wielu innych "odświeżeniach" serii na PSP, z "Największymi hitami Capcomu" na czele.
Największą zaletą Metal Sluga zawsze była możliwość gry w dwie osoby. Nie inaczej jest tym razem. Antologia na PSP korzysta z trybu Ad-hoc, pozwalając niezbyt oddalonym od siebie graczom razem pokonywać kolejne poziomy, niszcząc przy tym hordy wrogów oraz zamieniając na złom tony dziwacznych maszyn stojących nam na drodze. Zabawa jest wtedy oczywiście jeszcze lepsza. Jako zwolennik trybu współpracy między graczami (w jakichkolwiek grach) byłem wniebowzięty możliwością rozegrania kilku poziomów z Metal Sluga razem z kolegą z ławki obok. Jeszcze większe emocje, jeszcze większa frajda, jeszcze większa grywalność. Aż przypominają się stare czasy, kiedy stawał obok Ciebie inny gracz, rzucając wyzywające spojrzenie, wrzucając monetę do maszyny, przy której aktualnie marnowałeś czas i własne pieniądze. Metal Slug: Antologia w trybie dla wielu (dwóch) graczy działa wyśmienicie. Jak zwykle nie ma mowy o jakichś błędach. No, może poza irytującym brakiem umiejętności kompana.
Pod względem graficznym jest to oczywiście mistrzostwo świata. HA HA HA HA… to nie był żart. Każdy, kto grał w MS jest w stanie docenić ten zwariowany, charakterystyczny świat i jedne z najbardziej zakręconych projektów maszyn bojowych. Dzięki ekranowi PSP wszystko jest jeszcze bardziej klarowne i wyraziste. Tym, którzy nie grali polecam zobaczyć screeny, być może zrozumiecie, co mam na myśli. Przez charakterystyczny design serię Metal Slug po prostu nie da się pomylić z niczym innym. Grafika jest więc nadal ogromnym plusem, nawet po tylu latach (czternastu?!) od premiery pierwszej części na automaty. Podobnie jest z muzyką - wciąż świetnie zagrzewa do walki, jednak jeżeli chcecie jej posłuchać bez obcowania z grą, można oszaleć. Gitarowe, podniosłe motywy przeplatane z szybką perkusją na pewno zachęcają do rytmicznego, jak najszybszego wciskania przycisku odpowiedzialnego za spust, ale wrzucić ścieżkę dźwiękową na odtwarzacz nie jest moim zdaniem rozwiązaniem zbyt dobrym.
Podsumowując, Metal Slug: Antologia to moim zdaniem świetna gra (a raczej zestaw gier), z którym powinien zapoznać się każdy fan PSP. Ci starsi odświeżą sobie pamięć, przypominając miłe chwile z dzieciństwa, ci młodsi również powinni zwrócić na ten tytuł uwagę - stawiam, że przyciągnie ich zwariowana grafika i bardzo szybka akcja. Metal Slug nigdy nie było zwyczajną "naparzanką" w 2D. To jedna z najbardziej dopracowanych i najbardziej grywalnych gier na automaty, prawdziwa legenda pośród kuracjuszy salonów gier. Seria potrafi bawić nawet dzisiaj, a jeżeli pisze to osoba, która musi stykać się z każdym najnowszym hitem, bez wątpienia coś to znaczy. Antologia jest najlepszym przykładem na to, że niektóre produkcje po prostu nie są w stanie się zestarzeć. Szkoda, że z ludźmi nie jest tak samo…
