Głównym zamierzeniem Lucasa było stworzenie czegoś na wzór kreskówki z 2003 roku, tym razem w środowisku trójwymiarowym. Większy nacisk położony został na fabułę i efektowność, przez co jest to serial dla "nieco starszych dzieci". Muszę jednak przyznać, że Wojny Klonów jedynie próbują udawać poważne i rozbudowane fabularnie historie, tak naprawdę dialogi i sytuacje są jeszcze mniej realistyczne niż te znane z filmów. O czym w ogóle opowiada serial? Oczywiście o czasie pomiędzy filmowymi epizodami - drugim i trzecim, czyli o tytułowych Wojnach Klonów. Każdy odcinek (ew. 2-3 odcinki) to jedna historia, skupiająca się wokół jakiegoś wydarzenia w wojnie. Lwią część stanowią opowieści o rycerzach Jedi (głównie Anakin i Obi-Wan), jednak zdarzają się też takie o samych klonach, a nawet o… Jar Jar Binksie. Niemal wszystkie kończą się jakimś ładnym morałem, niosą za sobą przesłanie - jest to niewątpliwie spowodowane skierowaniem obrazu do młodszych odbiorców.
Kinowe obrazy były zawsze pełne efektów specjalnych, a część trzecia została wykonana niemal w całości w Blue Boksie. Wojny Klonów nie idą jednak w kierunku maksymalnego realizmu i powalającej oprawy - widać to przede wszystkim na bohaterach, którzy posiadają modele nie zachowujące naturalnych proporcji i sensownych kształtów. "Kreska" serialu przypomina nieco tę z poprzedniej wersji Clone Wars, dzięki czemu otrzymujemy iście bajkowy klimat. Niestety, wykonanie otoczenia w tym stylu nie wszędzie wyszło jakości na dobre - już w pierwszym odcinku obserwujemy rośliny przypominające kawałki tektury. Na dodatek Mistrz Yoda wygląda jakoś tak… plastikowo, Obi-Wan ma drewnianą brodę, a Hrabia Dooku kilka metrów wzrostu. Za to mistrzowsko wykonane zostały klony, ich zbroje, a także twarze i różnorodne fryzury idealnie ukazują indywidualność każdego z nich.
Ciężko zsumować cały sezon bez ocenienia każdego pojedynczego odcinka, bowiem reżyserii podjęło się wielu twórców, a każdy z nich idzie w innym kierunku. Gdybym miał za pomocą wykresu przedstawić radość, jaką dawało mi oglądanie kolejnych epizodów, od razu dało by się zauważyć spadek w połowie serii. Pierwsze odcinki uspokoiły większość obaw - dawały po 20 minut naprawdę niezłej zabawy. Podobnie ma się sprawa z końcówką sezonu, lecz sam jego środek to wiele historii, które prawdopodobnie nie powinny nigdy zostać opowiedziane, jak chociażby przygody Jar Jar Binksa, którego przez pomyłkę Separatyści wzięli za Rycerza Jedi…
Poziom drastyczności i brutalności, poza ostatnimi odcinkami, jest bardzo niski. Pomimo zapewnień ("Gwiezdne Wojny dla małych i dużych"), starszym widzom polecam serial tylko jako ciekawostkę dla fana. Fabuła opowiadana jest w bardzo prosty i nieskomplikowany sposób, moralne przesłania nie powalają swoją przewrotnością, a wojna, którą widzieliśmy w 3. części filmu, tutaj wcale nie przypomina wojny. Strasznie mało tej zawieruchy, śmierci niewinnych i innych atrakcji, nad którymi płaczą wiecznie bohaterowie. Nawet pojedynków na miecze świetlne nie uświadczymy zbyt wiele, a szkoda, bo są naprawdę ładnie animowane.
Poza postaciami znanymi z kin, w Clone Wars mamy do czynienia głównie ze świeżo upieczoną padawanką, Ahsoką Tano. Społeczność fanów, gdy pierwszy raz ujrzała tę bohaterkę, załamała się i poszła wieszać. Kolejna cukierkowa postać? I tak, i nie. Niby czasem Ahsoka irytuje swoim zachowaniem i zachowuje się jak pięciolatka, jednak są to sytuacje sporadyczne, jest lepiej niż przewidywano. Anakin natomiast zachowuje się o niebo sensowniej niż w wykonaniu Haydena Christensena, który zgarnął za swoją rolę Złotą Malinę. Ogólnie rzecz ujmując, wszystkie głosy zostały podłożone perfekcyjnie (mowa tu o oryginalnym dubbingu, z polskim nie miałem wiele styczności). Nie zabrakło stałych "gwiezdnowojennych" aktorów, jak np. Antony Daniels odgrywający rolę C3PO. Kevin Kinner, który zajął się muzyką (co prawda nie jest Johnem Williamsem, jednak bardzo zręcznie nadaje serialowi klimat sagi). Zdarzyły się jakieś dziwne sytuacje (galaktyczna muzyka techno), jednak przeważnie jest to kawał dobrej symfonii.
Czekałem na Wojny Klonów jak na zbawienie, ale chyba trochę niesłusznie - nowy twór LucasFilmu nie zachwyca. Co prawda pierwsze odcinki są naprawdę bardzo dobre, jednak później jakość drastycznie spada, by zrehabilitować się jako tako w ostatnich epizodach. Fani gwiezdnego świata i tak obejrzą, a wszystkim innym polecam jako przyjemną ciekawostkę. Ciężko oceniać całość, ponieważ każdy odcinek jest zupełnie inny. Serial kierowany jest głównie do dzieci, co widać od razu. Nie zmienia to faktu, że oglądając go bawiłem się całkiem dobrze, a klimat Gwiezdnych Wojen nieraz się przewinął przez ekran. A, co mi tam, polecam!
