PLAYBACK, nr 04-05/2009 (40-41) Strona www: www.playback.pl
Forum: www.playback.pl/forum.htm Gry, książki, film, sprzęt, publicystyka
Dołącz do nas!

FILM

Piotr 'Hunier' Rudnicki

Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów, sezon 1

switch
Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów, sezon 1
  • Gatunek: animowany, przygodowy, sci-fi
  • Rok produkcji: 2008
  • Reżyser: George Samilski, Rob Coleman, Dave Filoni, Dave Bullock, Brian O'Connell, Justin Ridge, Giancarlo Volpe, Jesse Yeh, Steward Lee
  • Scenariusz: Henry Gilroy, Kevin Campbell, Scott Murphy, Drew Z. Greenberg, Katie Lucas, George Krstic, Steve Melching
  • Obsada: Dee Bradley Baker, Tom Kane, Matt Lanter, Ashley Eckstein, James Arnold Taylor

    Uniwersum Gwiezdnych Wojen George'a Lucasa to fabryka banknotów, w której nigdy nie wyczerpią się zasoby. Od ponad 30 lat nie było roku, w którym nie ukazałoby się żadne komercyjne dzieło w tych realiach, a moda na opowieści o rycerzach Jedi wcale nie mija. Punkty szczytowe popularności świata GW przypadają zawsze na kolejną część sagi, lecz niezłą euforię wzbudził ostatnimi czasy animowany serial telewizyjny spod szyldu LucasFilm - Star Wars: The Clone Wars. Czy słusznie?

    Głównym zamierzeniem Lucasa było stworzenie czegoś na wzór kreskówki z 2003 roku, tym razem w środowisku trójwymiarowym. Większy nacisk położony został na fabułę i efektowność, przez co jest to serial dla "nieco starszych dzieci". Muszę jednak przyznać, że Wojny Klonów jedynie próbują udawać poważne i rozbudowane fabularnie historie, tak naprawdę dialogi i sytuacje są jeszcze mniej realistyczne niż te znane z filmów. O czym w ogóle opowiada serial? Oczywiście o czasie pomiędzy filmowymi epizodami - drugim i trzecim, czyli o tytułowych Wojnach Klonów. Każdy odcinek (ew. 2-3 odcinki) to jedna historia, skupiająca się wokół jakiegoś wydarzenia w wojnie. Lwią część stanowią opowieści o rycerzach Jedi (głównie Anakin i Obi-Wan), jednak zdarzają się też takie o samych klonach, a nawet o… Jar Jar Binksie. Niemal wszystkie kończą się jakimś ładnym morałem, niosą za sobą przesłanie - jest to niewątpliwie spowodowane skierowaniem obrazu do młodszych odbiorców.

    Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów

    Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów

    Kinowe obrazy były zawsze pełne efektów specjalnych, a część trzecia została wykonana niemal w całości w Blue Boksie. Wojny Klonów nie idą jednak w kierunku maksymalnego realizmu i powalającej oprawy - widać to przede wszystkim na bohaterach, którzy posiadają modele nie zachowujące naturalnych proporcji i sensownych kształtów. "Kreska" serialu przypomina nieco tę z poprzedniej wersji Clone Wars, dzięki czemu otrzymujemy iście bajkowy klimat. Niestety, wykonanie otoczenia w tym stylu nie wszędzie wyszło jakości na dobre - już w pierwszym odcinku obserwujemy rośliny przypominające kawałki tektury. Na dodatek Mistrz Yoda wygląda jakoś tak… plastikowo, Obi-Wan ma drewnianą brodę, a Hrabia Dooku kilka metrów wzrostu. Za to mistrzowsko wykonane zostały klony, ich zbroje, a także twarze i różnorodne fryzury idealnie ukazują indywidualność każdego z nich.

    Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów

    Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów

    Ciężko zsumować cały sezon bez ocenienia każdego pojedynczego odcinka, bowiem reżyserii podjęło się wielu twórców, a każdy z nich idzie w innym kierunku. Gdybym miał za pomocą wykresu przedstawić radość, jaką dawało mi oglądanie kolejnych epizodów, od razu dało by się zauważyć spadek w połowie serii. Pierwsze odcinki uspokoiły większość obaw - dawały po 20 minut naprawdę niezłej zabawy. Podobnie ma się sprawa z końcówką sezonu, lecz sam jego środek to wiele historii, które prawdopodobnie nie powinny nigdy zostać opowiedziane, jak chociażby przygody Jar Jar Binksa, którego przez pomyłkę Separatyści wzięli za Rycerza Jedi…

    Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów

    Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów

    Poziom drastyczności i brutalności, poza ostatnimi odcinkami, jest bardzo niski. Pomimo zapewnień ("Gwiezdne Wojny dla małych i dużych"), starszym widzom polecam serial tylko jako ciekawostkę dla fana. Fabuła opowiadana jest w bardzo prosty i nieskomplikowany sposób, moralne przesłania nie powalają swoją przewrotnością, a wojna, którą widzieliśmy w 3. części filmu, tutaj wcale nie przypomina wojny. Strasznie mało tej zawieruchy, śmierci niewinnych i innych atrakcji, nad którymi płaczą wiecznie bohaterowie. Nawet pojedynków na miecze świetlne nie uświadczymy zbyt wiele, a szkoda, bo są naprawdę ładnie animowane.

    Poza postaciami znanymi z kin, w Clone Wars mamy do czynienia głównie ze świeżo upieczoną padawanką, Ahsoką Tano. Społeczność fanów, gdy pierwszy raz ujrzała tę bohaterkę, załamała się i poszła wieszać. Kolejna cukierkowa postać? I tak, i nie. Niby czasem Ahsoka irytuje swoim zachowaniem i zachowuje się jak pięciolatka, jednak są to sytuacje sporadyczne, jest lepiej niż przewidywano. Anakin natomiast zachowuje się o niebo sensowniej niż w wykonaniu Haydena Christensena, który zgarnął za swoją rolę Złotą Malinę. Ogólnie rzecz ujmując, wszystkie głosy zostały podłożone perfekcyjnie (mowa tu o oryginalnym dubbingu, z polskim nie miałem wiele styczności). Nie zabrakło stałych "gwiezdnowojennych" aktorów, jak np. Antony Daniels odgrywający rolę C3PO. Kevin Kinner, który zajął się muzyką (co prawda nie jest Johnem Williamsem, jednak bardzo zręcznie nadaje serialowi klimat sagi). Zdarzyły się jakieś dziwne sytuacje (galaktyczna muzyka techno), jednak przeważnie jest to kawał dobrej symfonii.

    Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów

    Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów

    Czekałem na Wojny Klonów jak na zbawienie, ale chyba trochę niesłusznie - nowy twór LucasFilmu nie zachwyca. Co prawda pierwsze odcinki są naprawdę bardzo dobre, jednak później jakość drastycznie spada, by zrehabilitować się jako tako w ostatnich epizodach. Fani gwiezdnego świata i tak obejrzą, a wszystkim innym polecam jako przyjemną ciekawostkę. Ciężko oceniać całość, ponieważ każdy odcinek jest zupełnie inny. Serial kierowany jest głównie do dzieci, co widać od razu. Nie zmienia to faktu, że oglądając go bawiłem się całkiem dobrze, a klimat Gwiezdnych Wojen nieraz się przewinął przez ekran. A, co mi tam, polecam!

    Moim zdaniem

    W sumie po serialowych Wojnach Klonów nie oczekiwałem wiele, podobnie zresztą jak w przypadku kinówki. Mimo to, zawiodłem się. Co prawda jest nieco lepiej niż w przypadku animacji, którą mogliśmy obejrzeć na srebrnych ekranach kilka miesięcy temu, no właśnie, szkoda, że tylko "nieco". W zasadzie praktycznie niczym wytwór ze stajni Lucasa nie zachwyca, bo ani jakością wizualną (muzyka jak zawsze dobra, ale również nie zaskakuje), ani warstwą fabularną. Scenariusz ot taki sobie, twórcy mogliby pokusić się chociaż o jakieś ciekawsze zwroty akcji, nie mówiąc już o tym, że serial, jako całość, wcale nie jest spójny i wpływa negatywnie na odbiór obrazu. LucasFilm chciał chyba pokazać zbyt wiele, a pokazał de facto mało, gdyż nawsadzał wszelkiej maści wątków, nowych istot mniej lub bardziej istotnych dla opowiedzianej historii - zupełnie niepotrzebnie... Zamiast tak ciągle narzekać, napiszę, że końcówka trzymała niekiedy w napięciu i nawet mi się spodobała tak bardzo, że obejrzę przynajmniej pierwsze epizody drugiego sezonu, zapowiedzianego na jesień 2009. Ogólnie tylko dla znudzonych fanów Jar Jar Binksa i dla tych, którzy łykają bez popity wszystko, co ma Gwiezdne Wojny w nazwie.

    Bartosz 'qjin' Woldański