PLAYBACK, nr 04-05/2009 (40-41) Strona www: www.playback.pl
Forum: www.playback.pl/forum.htm Gry, książki, film, sprzęt, publicystyka
Dołącz do nas!

KSIĄŻKI

Piotr 'Hunier' Rudnicki

Brisingr

switch
Brisingr
  • Autor: Christopher Paolini
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo MAG
  • Rodzaj oprawy: miękka
  • Ilość stron: 624
  • Cena: 39,99 zł

Christopher Paolini zaskoczył wszystkich swoim pierwszym tworem - powieścią fantasy Eragon. Nie żeby było to dzieło odkrywcze albo genialne - największą ciekawostką okazał się młody wiek autora. Paolini, kiedy zaczynał pisać książkę, miał zaledwie piętnaście lat. Był to pierwszy tom cyklu Dziedzictwo, który pierwotnie zapowiadano jako trylogię. Druga część to Najstarszy, a najnowsza nosi tytuł Brisingr.

Część pierwsza była dość poczytna i przystępna, skierowana raczej do młodszych odbiorców. Podobnie było z kontynuacją, która nie odbiegała zbytnio stylem od poprzedniczki. Seria opowiada o losach młodego chłopaka o imieniu Eragon, żyjącego w fantastycznym świecie, Alagaësii. Po różnych psikusach losu, nasz bohater zostaje jednym z ostatnich Smoczych Jeźdźców - starego, dawno wymarłego zakonu. Szybko Eragon wchodzi w kontakt z Vardenami, rebeliantami walczącymi z tyranią imperatora Galbatorixa. O oczywistych i wyraźnych "zerżnięciach" z filmowej trylogii Gwiezdnych Wojen wspomnę jeszcze później…

Brisingr to ciąg dalszy historii obalania imperatora i właściwie tym stwierdzeniem można zakończyć opis fabuły. Pod względem rozwoju wydarzeń jest to najgorsza z trzech części - zupełnie nic się nie dzieje, no, może za wyjątkiem ostatnich kilkudziesięciu stron. Akcja rozpoczyna się kilka dni po Bitwie na Płonących Równinach, znanej z części drugiej. Eragon wyrusza z kuzynem Roranem do wieży Ra'zaców, by odbić porwaną narzeczoną krewniaka. Po różnych perypetiach dostajemy także jedną większą bitwę, kilka mniejszych zwrotów akcji… i właściwie to by było tyle. Paolini rozpisuje się na wieleset stron o tym, jak to bohater siedzi z przyjaciółmi przy ognisku albo spaceruje po wiosce. Wydarzenia wloką się niemiłosiernie, jakby na siłę były wydłużane. Muszę przyznać, że autor zrobiłby o wiele lepiej kończąc tym tomem serię, zamiast czynić z niego niejako prolog do właściwego zakończenia.

Christopher Paolini

Christopher Paolini

Dziedzictwo jak było adresowane do młodszych odbiorców, tak wciąż jest. Opisy przeżyć postaci są strasznie ubogie, a realizm zachowań i reakcji stoi na poziomie baśni, a nie fantasy. O ile u Tolkiena taki zabieg tworzył świetny klimat, to tutaj nie jest to już tak pasjonujące. Poza tym te słodkie i kolorowe sceny przeplatają się z głowami niemowląt ponabijanymi na pal, więc nie bardzo rozumiem, w jakich odbiorców chciał trafić Paolini. Cała reszta wad, jak nielogiczności i naiwność fabuły, to już błędy przeniesione z poprzednich części.

Brisingr

Brisingr

Na szczególną uwagę zasługuje jednak brak oryginalności w wykreowanym przez Włocha świecie. Idealną analogią jest porównanie do fabuły filmów George'a Lucasa. O tych podobieństwach można mówić godzinami: Brom - Kenobi, Jeźdźcy - Jedi, Oromis - Yoda, Galbatorix - Palpatine, Murtagh - Vader itp. Jakby tego było mało, połowa zwrotów akcji z Dziedzictwa ma swoje odpowiedniki w Gwiezdnych Wojnach… podświadoma inspiracja czy świadome żerowanie?

Wszechobecna nuda potęgowana jest przez totalny zastój w fabule. Kampania Vardenów nie porusza się znacząco, wątek miłosny stoi totalnie w miejscu, a sam Eragon praktycznie się nie rozwija. Jednym z nielicznych plusów powieści jest lekka zmiana psychiki Saphiry - autor nadał jej zapędom nieco brutalności i agresji. Od samego początku serii drażniła mnie "matczyność" smoczycy - to w końcu wielka bestia czy starsza siostra bohatera? Brakowało mi różnic w pojmowaniu świata przez nią i ludzi. Paolini próbował to osiągnąć, jednak były to zabiegi kosmetyczne - tym razem kilkukrotnie obserwujemy wydarzenia oczami Saphiry i trzeba przyznać, że jest ciekawie. Całkiem zgrabnie autor prezentuje też historie Rorana, który wpada momentami w ideał średniowiecznego rycerza, walcząc o wartości i życie bliskich… Z czasem jednak zaczyna się zachowywać, jakby polubił wojaczkę. Co do samej walki, jest jej zdecydowanie za mało, a jak już ją dostajemy, to jakaś ona taka mało soczysta - więcej tu podchodów i kombinowania.

Brisingr wciąż jest dość naiwną i nieskomplikowaną powieścią fantasy dla dzieci. Nie wymaga od nas żadnego myślenia, zgrabnie czerpie z wzorców umieszczonych w uznanych dziełach. Taka przyjemna fantastyka na kilka wieczorów, która jednak wieje straszną nudą. Nie ma ani jednego momentu, w którym czulibyśmy jakieś większe emocje, ponieważ fabuła się ślimaczy. Coś zaczyna się dziać dopiero pod koniec książki, jednak to zdecydowanie za późno. Werdykt? To samo co przedtem, ale dłuższe i zdecydowanie bardziej nudne. Ale co bym nie napisał, to fani serii i tak po Brisingra sięgną. Nie zrozumcie mnie źle, czyta się to znośnie - pozostaje jednak pytanie: po co?