Zapowiedzi

 

  Heroes Of Might And Magic V [betatest]

Haha - roześmiał się Papkin kończąc pisać ostatni tekst do czwartego numeru Playbacku. Nagle, gdy już wydawło mu się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, zaś ta opowieść zakończy się szczęśliwie (choć byłoby to dziwne, bo rzadko która opowieść kończy się po czterech linijkach) poczuł na ramieniu wzrok Ojca Dyrektora. Był zimny. Za zimny. 

 

Papkin przez chwilę starał się udawać, że nic się nie dzieje, ale to było silniejsze od niego. Siniejąca twarz Loonatyka zręcznie wchodziła w jego ograniczone pole widzenia.
- A co to, obijamy się?- spytała purpurowa buziuchna. Redaktor ją zignorował. Oczka Loona zwężyły się tak, że przypominały teraz parę drobnych węgielków.
- No…. Tego… Już zrobiłem wszystko co miałem…- Mimowolnie rzucił pracownik. To był błąd. Teraz głowa zmieniła się w ciemnoborówkową.
- Pracować, redaktorskie ścierwo, bo na zbity pysk wywalę!- rozdarł się.
- Nie no, to już są szczyty, dajże człowiekowi odpocząć- zapewne Loon nie dosłyszał końcówki, bo tą Papkin wyszeptał leżąc w kałuży krwi. Obudził się przed płaskim ekranem monitora, przywiązany do krzesła. Właśnie kończyła się ściągać beta Heroes of Might and Magic V. Czuł, że to koniec i nie uda mu się, jak zwykle to robił, zbijać bąków całymi dniami. Wziął się więc do pisania…



Heroes of Might and Magic to legenda wśród bardzo licznego grona ludzi, dumnie nazywających siebie „graczami”. Co sprawiło, że z niepozornego eksperymentu wiele lat temu rozwinął się jeden z najciekawszych projektów w historii? Pasja, wspaniałe, nowatorskie podejście do tematu i masa świeżych (i kilku na wpół czerstwych) pomysłów. I tak wszyscy wszyscy przenieśli się w świat Magii i Miecza. Przez 3 doskonałe części dowodzili armiami, zbierali coraz to liczniejsze artefakty i ulepszali znakomicie zaprojektowane jednostki. Podbojom nie było końca, zaś gdy developer zapowiedział oficjalnie, że trwają prace nad kolejną odsłoną sagi, krzyk euforii i podniecenia przeszył spokojne jeszcze przed chwilą powietrze. Ach, ileż to domysłów, ploteczek, coraz bardziej kuszących informacji wypływało z oficjalnych i ciut mniej wiarygodnych źródeł. I cóż- miało być dobrze, a wyszło, jak zwykle. Choć część zwolenników przyjęła radykalne zmiany wprowadzone w tej części dość entuzjastycznie, na każdy głos podziwu, przypadało dwadzieścia dezaprobaty. Po kilka perypetiach, 3DO zamknięto, zaś licencję wykupił magnat Ubisoft. Wkrótce podległy mu Nival przyszedł prosić o przydzielenie mu pozwolenia na rozpoczęcie prac nad bardzo niezwykłym projektem…

Chyba już wystarczy wstępu, bowiem jestem niemal pewien, że każdy szanujący się fan serii już przeczytał wszystkie możliwe zapowiedzi z prasy i z sieci, ba, może natknął się gdzieś na inny betatest. Nie odrywajcie jednak oczu od monitora, poruszę tutaj kilka problemów, których próżno szukać spisanych gdziekolwiek indziej.

Nowy świat, 6 miast, w każdym po siedem stworów, z czego wszystkie mają odpowiednie sobie ulepszenie. Nie brzmi to może imponująco w konfrontacji z mnogością państw i jednostek a „trójki”, ale, szczerze mówiąc, wolę po stokroć taką właśnie dobrą, dopracowaną szósteczkę, niźli jakieś eksperymenty. Trzymajmy się tego, co jest. Tak więc zadano sobie trud i stworzono coś na kształt Twiedzy z części trzeciej, gdzie prym wiodą Archanioły, naturalnie jest też nasz ulubiony antagonista- piekielne Inferno, pojawiły się również Lochy, czy królestwo natury. Ostatnią para to Nekropolia władana przez nieumarłych i królestwo magów, tytanów i dżinów. Jak więc zapewne widzicie- w tej warstwie wiele się nie zmieniło, choć, jak się zaraz dowiecie, wiele jednostek dodano, a kilka przeszło gruntowny lifting. Przykładu? Nekropolia- jak wiemy, siła trupów zawsze leżała w ich niezwykłej liczebności. Zombie są bardzo słabe, ale nie przypominają już tych humanoidalnych pokrak, które z kolei przywodziły na myśl ofiarę chirurga zwaną potocznie „błędem w sztuce”, tudzież uczestnika wypadku samochodowego. O nie, teraz walczący za pomocą tasaku truposze wyglądają raczej jak umarli barmani. Sylwetka beczki i łachmany na karku. Zjawy i Upiory zastąpiła… Trójka duchów, które brane są pod uwagę jako jedna jednostka. Może nie są zbyt silne, ale bardzo trudno w nie trafić (wszak są niematerialne), zaś rozpiętość obrażeń jakie mogą zadań wprawia w osłupienie. Wampiry przypominają wreszcie dostojnych arystokratów. Godzą we wroga olbrzymim mieczem tak, że ten nie może oddać, zaś niekiedy zdaża im się również wyssać zeń zdrowie. Lisze to wciąż potężne, wielkie, magiczne jednostki, które zdolne są do zadania iście imponujących ciosów. Z kolei zaraz przed smokiem z kości (notabene wyjątkowo przemieniającego się w smoka cienia, otulonego w czerń i mrok) znajduje się osobnik podobny do… Śmierci. Kosa w dłoni, twarz schowana dobrze pod kapturem i długie szaty od czasu do czasu wijące się ku górze. Nie sposób odmówić fantazji, bo choć może mój opis zabrzmiał „nie aż tak dobrze”, włożono w projekty sporo pasji, zaś elfi zabójcy, czy druidzi pojawiają się w serii po raz pierwszy.



A jak się grało?- spytacie. Cóż, po odczekaniu w kolejce, grzecznie zabrałem się za ściąganie bety, która zajmowała, niech mnie kule biją, raptem 750 MB! Spodziewałem się znacznie większej objętości. Z tym większa radością rozpocząłem zasysanie (jak całkiem niezły odkurzacz) i po chwili już na moim komputerze gościł bardzo dostojny wędrowiec. Przywitałem go jak należy, jednak po zainstalowaniu ten spoliczkował mnie dotkliwie. Miałem problemy z kodem seryjnym. Wszystko w try miga się wyjaśniło i, dzięki Bogu, tego samego dnia miałem szansę rozpocząć przygodę. Pierwsze wrażenia były wręcz ohydne. Gdy przypomnę sobie przycinającą się animację, a wszak mam dość mocny sprzęt, trzeszczącą muzykę i kilkuminutowe oczekiwanie na ruch jakiegoś internauty, bo dostępna była tylko gra za pośrednictwem sieci, aż włosy się chce wyrywać garściami z głowy. Ba, początkowo w oczy rzuciły mi się liczne bugi, o których szerzej rozpiszę się później. Spróbowałem więc sił w drugim dostępnym trybie gry, a mianowicie w „potyczce”. Sprawa jest nader prosta. Gracz wybiera spośród kilku dostępnych armii i staje naprzeciw innemu gagatkowi w jednej, ciężkiej bitwie. Może przechwałki twórców, że całość przypomina rasową bijatykę pisane były pod wpływem mocnych środków odurzających, ale nie mniej tam się grało już od samego początku, nader przyjemnie. No, bądź co bądź nikt nie wychodził po dwóch turach… Dało mi to szansę na przypomnienie sobie poprzedniczek i kilku starych, wysłużonych taktyk. Zupełnie tak, jak za dawnych lat… Muszę przyznać, że z ręką na sercu wierzę, iż ten tryb przyciągnie do siebie fanów jak muchy do miodu. Naturalnie widać tu pewien brak zbalansowania między państwami (tudzież armiami zaproponowanymi przez programistów), no bo, ja przepraszam, ale archanioły & spółka wiodły tutaj prym, co nie ulega wątpliwości i bardzo wielu graczy do bitew wybierało (i słusznie) właśnie nich. Po kilku dniach natrafiłem na patch dodający becie obsługę trybu „Hot Seat” (w części trzeciej bardzo dowcipnie przetłumaczonego na „Płonące Pośladki”), co umożliwiło mi wykonanie bardziej wnikliwych testów (tym bardziej, że można się też było zmierzyć z komputerem).

Przed każdą grą, jak to już było, wybierasz miasto które chcesz reprezentować, bohatera (w becie funkcja niedostępna. Gracz dostaje z góry określonego herosa bez portretu), oraz bonus dodawany na początku gry. Może nim być dodatkowe złoto, surowce, czy losowo wybrany artefakt. Aż się łezka w oku kręci… Pierwsze zaskoczenie to oprawa graficzna. Choć, jak wspomniałem, wymagania wersja testowa miała przeogromne (ponoć „normalny” Heroes ma mieć już dużo mniejsze) wymagania sprzętowe, mowę mi odebrało widząc na najwyższych detalach przepiękny, kolorowy świat, doskonale zaprojektowane (czy wspominałem, że Nival pomagał znany rysownik komiksów?) potwory, czy zapierające dech w piersiach miasta… W wyborze pomiędzy jakością a płynnością wybrałem jednak to drugie i nawet na niskich detalach jest tu naprawdę ładnie. Roślinność, nietypowi bohaterowie, młyny, kopalnie (przy przejęciu których nie pojawia się już flaga, a lewitujący i obracający się znak miasta, co jest znacznie bardziej czytelne)- o to można być spokojnym. Muzyki, niestety, nie słyszałem dużo, a to co już było, zazwyczaj skutecznie zagłuszały rozmaite „szumy”… Ale to uroki wersji beta. Każde miasto ma swój charakterystyczny motyw muzyczny. Dziwi jedynie wykorzystanie w walce dźwięków wprost z Etherlords (no, przynajmniej kilku, przy okazji rzucania zaklęć), ale nic to.

Interfejs, z racji przeniesienia tytułu w trójwymiar, musiał ulec modyfikacjom. Gdy znajdujemy się w mieście w prawym, dolnym rogu ekranu wyświetla się małe menu, skąd możemy natychmiast przejść do ekranu zakupu jednostek (gdzie wyświetlone są wszystkie możliwe bestie, które znalazły się w naszym posiadaniu, lub mogą się znaleźć), wyjść z miasta, czy przejść do listy budynków, dostępnej zarówno jako „przewijanka”, jak i specjalne drzewko, niby czerpiące dużo z trójki, ale zarazem zupełnie inne, strzałkami pokazujące co należy zakupić, aby otrzymać dostęp do któregoś z dworów, czy wież. Intuicyjne, choć wymaga dopracowania. W lewym dolnym rogu dostępne były takie opcje jak najem bohatera w tawernie, wymiana zasobów na targu (nie ma już opcji przesłania dóbr innym graczom!). Możliwe było też odwiedzenie stamtąd kuźni i przejście do specjalnego budynku w mieście (Przykładowo- we wspominanej już Nekropolii jest to sala zamieniające żywe jednostki w nieumarłych). Będąc na mapie świata widzimy dokładny spis surowców w ramce na górze i, w zasadzie… tyle. Jeśli chcemy pragniemy o czymś przeczytać, wystarczy poruszyć nań kursor, tudzież kliknąć kilka razy. Za to ciekawie przedstawia się sprawas z bitwami. U dołu ekranu towarzyszy nam pasek inicjatywy, w którym wyświetlają się portrety jednostek (swoją drogą bardzo staranne), przedstawiające kolejność ich ruchu. Znakomity patent!

Narzekać można na długość tur. Tydzień w grze 3 osób potrafi trwać nawet kilka godzin i nie przesadzam tu ani trochę! Po prostu postaciom dano za dużo ruchu! Wskutek wielu modyfikacji, potyczki również trwają dłużej niż w poprzednikach. Pobluzgać też trzeba na całą masę drobnych bugów- zacznijmy może od kamery. O czym jeszcze nie wspomniałem, będąc na polu walki, podzielonym kwadratami, (na razie rozmiary takiego „poletka” to 7:10 czworokątów, ale wciąż jeszcze może się ono zmienić) możliwe jest obejrzenie naszych oddziałów z różnych stron, zaś niektóre ataki komputer pokazuje nam z jakiegoś szczególnie efektownego ujęcia. Czasem ta opcja zawodziła i zamiast zabójcy uderzającego wampira widziałem, na przykład kamień, ale nie zdarzało się to zbyt często. O Bugach graficznych nie wspomnę. Poza tym gra za długo się wgrywa, także całkiem swobodnie można w między czasie zaparzyć aromatyczną herbatę… W rozgrywkach online zdarzały się DC. Na szczęście, prace nad poprawą całej masy niedoróbek zgłoszonych przez testerów trwają. Ba, zatroskani fani wysłali petycję do Nival z prośbą o wypuszczenie ich dziecka nieco później, aby był czas na dopracowanie całości. I dobrze, bo szkoda by było obniżyć ocenę takiemu tytułowi za kilka błędów.

Choć dostępne były zaledwie 2 mapy, bawiłem (i bawię) się znakomicie i tym, którzy jeszcze nie rozpoczęli swojej przygody z Heroes of Might and Magic V radzę do mnie dołączyć. Fenomenalna grafika, gęsta roślinność, możliwość manipulacji kamerą, polepszony interfejs i, co bardzo ważne, usprawniony system budowania, w którym nie można, jak u poprzedników, już po kilku turach dostać w swe łapy kapitolu i zamku, lecz na wszystko trzeba z mozołem i systematycznie pracować, a także wspaniały pomysł"śladów" zostawianych przez naszego herosa, przemawia chyba jasno, że kto nie zagra, ten… trąba. Zaś gwiazdorska obsada polskiej wersji językowej więcej zapowiedzi dopracowanej fabuły tylko utwierdzają mnie więcej przekonaniu, że ta krótka próbka zwiastuje coś naprawdę dużego… Słowa więcej nie napiszę- testować, kto żyw.

 

Papkin