Okołogrówka

 

  Harry Potter i Książę Półkrwi

Noc z 27 na 28 stycznia była, dosłownie, magiczna. Wszyscy czarodzieje i czarownice dalekiego kraju w środkowej Europie, zwanego przez mugoli Polską, zebrali się w supermarketach, sklepach, księgarniach i gdzie tam jeszcze można, aby o północy wziąć w swe dłonie pachnący, świeży egzemplarz szóstej części Harrego Pottera, o niepokojącym podtytule „Książe Półkrwi”.

 

W tym szlachetnym gronie był też pewien dobrze Wam znany człek, który przepychając się przez dziko ryczący tłum, wreszcie wydobył z półki jeden egzemplarz.

Harry Porter- ikona światowej książki, dzieło, które przyciągnęło przed karty wypełnione po brzegi przygodami i magią nawet największych przeciwników czytania, których jedyną lekturą jest program telewizyjny. Już za to zasługuje na mój szacunek. W tym numerze ochoczo wziąłem się za zrecenzowanie jego parodii i powiem jedno. O ile Barry przekonał mnie do siebie nietypowym humorem i myślę, że z chęcią wystawiłbym mu w naszej skali coś koło siódemki, to Książe Półkrwi po stokroć zasługuje na najwyższą notę!

Harry w trakcie wakacji spędzonych u wuja Vernona i ciotki Petunii zostaje nieoczekiwanie zabrany do Nory przez profesora Dumbledora. Po drodze dyrektor Hogwartu i Wybraniec odwiedzają jeszcze nowego nauczyciela, pana Slughorna. Po dotarciu do domostwa Weasleyów, Porter jest świadkiem uczucia Billa i Fleur, którą pamiętamy bez wątpienia z Czary Ognia. I ten rok okazuje się bardzo niezwykły. Nasi bohaterowie dowiadują się o wynikach Sumów, Harry zostaje nowym pupilkiem na lekcjach eliksirów- słowem, nie chcę wiele zdradzać, ale wierzcie mi, wiele się dzieje! Pewne postaci tracą swoją krystaliczną czerń, czy biel i niespodziewanie stają się całkiem szare. Jest też wiele okazji do wspomnienia poprzednich przygód. Co przyjąłem z radością, Chłopiec Który Przeżył nie przeżywa już kryzysów i wahań jak z części siódmej. Tam zbulwersowało wielu to, jak wrzeszczy i momentami jak odbiera rzeczywistość.

Ciekawie potraktowano wstęp. Z rozmowy Korneliusza Knota i premiera mugoli w pierwszym rozdziale dowiadujemy się co dzieło się pomiędzy kolejnymi częściami sagi i, trzeba przyznać, dzieje się źle. Wszak pamiętamy, że Lord Vol… Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać rośnie w siłę zbierając nowych popleczników. Nieco później jesteśmy świadkami bardzo niecodziennego wydarzenia, o którym jednak nie napiszę ni słowa, bo nie chcę psuć Wam sporej niespodzianki. Powiem jedynie, że w moim rankingu ta odsłona serii plasuje się najwyżej- za mnogość wydarzeń, postaci (natrafiamy tak na starych znajomych jak i całkiem nowe persony), a także wspaniały, choć smutny i wprawiający w zadumę finał.

Styl Joanne to, niezaprzeczalnie, mistrzostwo. Jak niegdyś mawiał myśliciel „Nie sztuka napisać coś, co zrozumie elita. Sztuka to zrobić tak, aby i mędrzec i zwykły dzieciak bawił się przy tym tak samo dobrze” i to - bez wątpliwości, w pełni się udało. Znakomite opisy, mistrzowskie dialogi, misternie poprowadzona, pełna napięcia fabuła.

Potterowskie uniwersum po raz kolejny rozbudowano. Pojawiły się nowe zaklęcia. Co więcej można się dużo dowiedzieć o rodzinie Voldemorta, jak i choćby o Narcyzie Malfoy, matce Draco. Do samego końca czytelnik zadaje sobie pytanie - kto jest Księciem Półkrwi? (tego akurat domyśliłem się po mniej więcej połowie lektury, ale ciiii…) Co knuje Dracon? Gdzie bez przerwy znika stary Albus? Pod tym względem Książe Półkrwi w pewnym sensie przypomina… kryminał! Podpowiem, że mordercą jest lokaj.

Znów popisał się tłumacz, który musiał zmóc się ze wszystkimi, fantazyjnymi nazwami i nietypowymi opisami. Jako znany upierdliwiec powiem, że w całej książce znalazłem jeden błąd. Strona 240, bodaj pierwsze zdanie od góry, nieopatrznie wystawiono przecinek przed "i". Ale że jest to tylko błahostka...

Drżącymi rękoma spisałem wszystko, co chciałbym rzec. Nie jestem chyba w stanie wyliczyć wszystkich wspaniałości, nawiązań i opisać tego, jak to dzieło mnie wciągnęło i nie pozwoliło od siebie oderwać. Czyta się je z wypiekami na twarzy, jednym tchem. Harry od zawsze w przepiękny sposób ukazywał co jest istotą przyjaźni, miłości, jak przezwyciężyć zło i czym właściwie jest dobro. Piękny utwór, niesie za sobą tyle morałów i ciepłych wspomnień, że trudno by je było wszystkie zliczyć. Zamyka kilka furtek, ale otwiera mnóstwo nowych, zaś wszelkie wątpliwości rozwieje dopiero ostatnia, siódma część... Obowiązkowa lektura w każdej domowej biblioteczce!

 

Papkin