Zapowiedzi

 

  Sims 2: Własny Biznes

Dom państwa Ćwir stał w maleńkiej dzielnicy Simsville, położonej nieopodal dysku C w folderze "Program Files/Sims The". 

 

Ćwirowie byli dobrą rodziną. Od zawsze w ich domostwie czuć było ciepło domowego ogniska. Henryk i Majka mimo wielu spędzonych razem lat wciąż pozostawali młodzi. Jednak pewnego dnia musieli rozstać się z ukochaną córką Kasandrą, która wyemigrowała do wielkiej metropolii gdzieś w "Program Files/Maxis/The Sims2". To był kolejny, zwyczajny dzień. Słońce, jak zwykle, świeciło, a jak zwykle obaj małżonkowie budzili się jakieś 2 godziny mrucząc i przewracając z boku na bok, zaś Majka, jak zwykle, przypaliła obiad, włączył się alarm i po 15 minutach, a właściwie po 15 sekundach przybiegł strażak. Nad głowami małżonków, jak zwykle, pokazały się chmurki z charakterystyczny "ogniem" wewnątrz. Pan Henryk ubrał się w strój roboczy w ciągu kolejnych 15 minut, zaś stary grat, który czekał przed domem od co najmniej kilku kwadransów nie przestawał trąbić. W końcu Heniu zebrał się do kupy i chwilę później już wyjeżdżał w niekształtnym powozie. Wtem do drzi zadzwonił dzwonek i te otworzyły się.

 


- Hej Mamo- od razu powitała strudzoną rodzicielkę Kasandra.- Przyjechałam na urlop do Simsville.
- Och córeczko!- Majka chciała pocałować Kasandrę, ale nie mogła, bo nie widziały się za długo i poziom ich znajomości drastycznie spadł. Powitała ją więc uściskiem ręki. Nad głowami obu zaczęły unosić się chmurki z różnymi przedmiotami wewnątrz, zaś kobiety, jak głupie, tylko ruszały ustami i udawały, że ze sobą rozmawiają.
- Zaraz, mamo, co my robimy?
- Nie wiem, to silniejsze ode mnie.
- Ale tak się raczej nie dogadamy...
- Hmmm... Masz rację. Och, kochanie, ale ty wyrosłaś Tym razem Majka miała ochotę uścisnąć policzek córki, ale miała zbyt kanciaste łapy, a poza tym programiści nie zaimplementowali jej takiej funkcji, więc tylko niezgrabnie machnęła rękoma, co potem starała się zwalić na przekłamania graficzne.
- A ty się wcale nie zmieniłaś.
- A no wiesz, my simsy z Simsville się nie starzejemy i nie umieramy. No, chyba, że Ania nas skasuje, ale rzadko kiedy zagląda do tego folderu. Nawet was uruchamia z pulpitu.
- Hmm... A może ty wybrałabyś się z tatą do nas? Przybyłoby ci kilka latek i polygonów przy okazji? Hę?
- Oj nie, moje miejsce jest tutaj. No, ale opowiadaj, jak ci tam teraz jest w nowym otoczeniu.
- Więc kiedy wyjechałam poznałam Sebastiana, przystojnego młodzieńca. Tak długo gadaliśmy, opowiadaliśmy dowcipy, że zostaliśmy przyjaciółmi, potem bite 4 godziny przytulaliśmy się, przyszedł czas na pocałunki i w końcu na "bara bara" i urodziłam małego bobasa, a chwilę później, kolejnego.
- Oj, wstydź się, nawet my z twoim ojcem czegoś takiego nie robiliśmy!
- Wiem, wiem, przyniósł mnie bocian. No, ale, urodziłam trójkę dzieci, potem wypiłam trochę wody ze źródełka młodości i, nie uwierzysz, jako nastolatka poszłam na studia!

 


- O mój boże, całkiem ci odbiło! Na studia? Toć nie wypada tak dobrze zapowiadającej się dziewuszce jak ty!
- Aj tak, ale raczej piliśmy i rozrabialiśmy, nauka była na drugim miejscu. Potem Sebastian umarł bo zatruł się zepsutą pizzą i nie poleżał dość w łóżku, a ja sprzedałam jego nagrobek, żeby kupić na nową szafę. Później bawiłam się chwilę, imprezowałam, ba, kupiłam nawet własny wóz!
- A co z dziećmi?
- Dzieci? A nie wiem, dawno ich nie widziałam. Może ma to jakiś związek z tajemniczym pokoikiem, który pewnego razu pojawił się na podwróku? Nie miał drzwi, ani okien... No, ale wiesz, co ci matulu droga powiem? Zamierzam założyć własną firmę!
- Jak to możliwe?
- A tak! Właśnie robią nowy dodatek. Jako szef będę mogła wziąć się za cukiernię, salon fryzjerski, czy sklep.
- Ajwaj, to brzmi groźnie. A czy Maxis planuje może jakieś "jajo"?
- Jajo?
- No wiesz, wcześniej był dżin, potem kosmici, Śmierć, wampiry...
- A teraz będę mogła nawet ubjąć fotel prezesa w fabryce śmiesznych robocików!
- Czyżby to była jakaś japońska wersja Simsów?
- Oj mamuś, pewnie, że nie. W każdym razie nie będzie problemu z zarządzaniem grupką ludzi i przedsiębiorstwem. Ja najbardziej skłaniam się za cukiernią. Pomysł tylko- te wszystkie ciastka, pączki, drożdżóweczki, mniam!
- Oby tylko twoja siostra nie połknęła tego bakcyla.
- Ona będzie mogła zacząć w bardzo młodym wieku... sprzedając lemoniadę.
- Ale córuś, czy ty wiesz, jak to wszystko zorganizować?
- Pewnie. Na początku trzeba wynająć lokal, potem odpowiednio go umeblować, w czym pomoże ponad 120 nowych przedmiotów, przydatnych podczas pracy. Oczywiście trzeba będzie zadbać o wystrój, który powinien być dość uniwersalny, ale, wiadomo, simowie mają różne gusta i nie do każdego taka, a nie inna stylistyka trafi. Potem wystarczy zatrudnić obsługę, naturalnie odpowiednio wyszkoloną i z charakterem nie odstraszającym gości. Kiedy już pozostanie nam śmietanka, doskonali kelnerzy, pracownicy i pomocnicy sprawnie pomogą mi w przeróżnych zadaniach. Dobrych nagrodzi się premiami i awansami na coraz wyższe stanowiska. Złym obetnie pensje i wyrzuci na zbitą twarz. Wszak nie mogą odstraszać potencjalnych gości!
- A jakże zatrudnisz obsługę?
- Oj, na to jest kilka sposobów. W wywiadzie twórcy już przyznali, że możliwe będzie tak zaproponowanie pracy zwiedzającym nasz przybytek, jak i dzięki komputerowi, gfdzie dokładnie wczytam się w umiejętności sima ubiegającego się o posadę. A w razie potrzeby skorzystam i z... telefonu. Jeśli cię to interesuje- zapowiadany jest też uproszcozny model ekonomiczny...
- No dobrze, dobrze, przekonałaś mnie. Zadzwoń do Henryka, wyjedziemy z tobą zarobićte simoleony i pomożemy ci w urządzaniu miejsca pracy. Nie mogę się doczekać tych nowych tapet, bramek i lad!
- Dzięki mamo- Kasandra podbiegła do telefonu i zaczęła głośno mówić "Zadzwoń do: Henryk Ćwir".
- Oj córeczko, ty po studiach rzeczowników nie potrafisz zastosować? Źle z tobą.- Jednak Kasandra nie zwróciła nań uwagi. Już mówiła tatusiowi, że wkrótce, za dosłownie kilka miesięcy odmiany szykuje się wyjazd i wielki skok na kasę innych simów. Że za kilka miesięcy zaczną wspinać się po szczeblach kariery i wkrótce ich mała kwiaciarnia, czy fabryczka, przemieni się w wielką sieć! To ci dopiero Własny Biznes!

 

Papkin