Recenzje

Autor tekstu: PIRX
Gatunek: przygodowa
Producent: Saturn Plus
Dystrybutor: Nicolas Games
Wymagania:
procesor 400 MHz, karta grafiki 8 MB, 128 MB RAM, HDD 1GB

Midnight Nowhere

Ciemno i zimno. Spoczywając w pozycji horyzontalnej czułem niemal odrętwienie moich pleców z chłodu. W dodatku to coś, na czym spoczywałem było twarde, jak ławka w parku. Do tego cisza, tak przeraźliwa, że aż wkręcająca się w sam środek mózgu! Nawiasem mówiąc narząd ten pracował na wybitnie zwolnionych obrotach, co spowodowało, że większość pytań, które sam sobie zadałem w ciągu ostatnich pięciu minut zostało bez odpowiedzi. 

 

Delikatnie poruszyłem rękoma i nogami, aby sprawdzić, czy moje ciało jest w stanie zbliżonym do normalnego i okazało się, że coś mnie ogranicza szczelnie otulając. To coś było zimne i śliskie w dotyku, natychmiast skojarzyło mi się z plastikową folią. Po chwili na wysokości twarzy namacałem drobny przedmiot, który okazał się wózeczkiem zamka błyskawicznego i pociągnąłem go w dół. To wystarczyło i ciemność ustąpiła półmrokowi, w którym po chwili zacząłem rozróżniać kształty. To coś, w czym leżałem okazało się tzw. trupim workiem na zwłoki, a ja siedziałem sobie na szpitalnych, metalowych noszach. Obok na takich samych noszach spoczywały podobne worki, także z zawartością. Chwilę patrzyłem otumaniony na ten obraz, ale wreszcie prawda przedarła się do szarych komórek. Byłem w PROSEKTORIUM! Tylko skąd ja się tu wziąłem do diabła?!

„Midnight Nowhere” jest grą ciekawą z kilku względów. Rozpoczynając grę jesteśmy przekonani, że będzie to krwisty i mroczny horror. Wejście naprawdę jest mocne – intro z zasuwakiem worka na zwłoki w roli głównej jest mocne i nieszablonowe!– No i chwatit – mawiają moi przyjaciele Rosjanie, po naszemu wystarczy. Gra zamiast zmierzać w tym kierunku wykonuje woltę i staje się klasyczną przygodówką z serii „point and click”. Niestety, efekt ciał w różnym stopniu zdekompletowanych po upływie kilku godzin w grze powszednieje i ja w pewnym momencie zacząłem marzyć o spotkaniu jakiejkolwiek żywej istoty. Nic z tego! Dlaczego? O tym poniżej.



Fabuła opowiada o mieście gdzieś w Rosji {stąd zapewne w tytule słowo Nowhere}, w którym grasuje seryjny morderca zwany Egzekutorem. Kolejne ofiary i bezradność organów ścigania i lokalnej powodują, że miasto zostaje ogrodzone wysokim murem i kordonem sił porządkowych. Ci ludzie, którzy pozostali w tym „kotle” nie są w stanie powstrzymać bandyty. Jedynym celem mieszkańców jest przetrwanie i obudzenie się następnego dnia rano. Zbrodnia i Terror w najlepsze hulają po mieście! Jak wspomniałem, bohater nasz wchodzi do akcji w sposób delikatnie rzecz ujmując nieszablonowy, czyli prosto z  „trupiego worka”. Przebudzenie w Prosektorium samo w sobie zabawnym nie jest, a jeżeli do tego jeszcze następuje z olbrzymią luką w pamięci to w efekcie splotu tych okoliczności może spowodować zupełną dekompozycję układu nerwowego każdego człowieka. Nasz bohater jednak nie wymięka, jak to teraz młodzi mówią. Ba! Obdarzony jest specyficznym poczuciem humoru, który słusznie zresztą nosi przydomek „wisielczy”. Co niektóre komentarze w trakcie marszu na wolność powalają na ziemię i nie pozwalają wstać. Pierwsze zadania związane z opuszczeniem mało sympatycznej kostnicy stosunkowo są łatwe, ale im dalej tym będzie weselej, a i nieraz nasza „czaszeczka” przydymi okrutnie! Powiem bez ogródek: weterani gier zbliżonych do obu „Syberii”, „Najdłuższej Podróży” i „Still Life-a” będą mieli fory dzięki zdobytemu wcześniej doświadczeniu. Wielość zamkniętych drzwi na zamki wszelkich systemów, od tradycyjnych zaczynając, a na wyposażonych w identyfikację daktyloskopijną zmusza do bezustannych poszukiwań sposobu na ich otwarcie. Z pozoru nieprzydatne przedmioty znalezione w przysłowiowym „kibelku” mogą okazać się niezbędne do otwarcia kasy pancernej. Gwarantuję także, że ilość koniecznych kodów cyfrowych przebija wszystko, w co ostatnio grałem. Brak czynnika, że tak go określę „żywego” powoduje, że mnie po jakimś czasie rozgrywka lekko znużyła. Wigor mi wrócił, jak po wielu perypetiach opuszczając nieprzyjazny szpital mój bohater po zatrzymaniu przez Policję „ląduje” w areszcie. I znowu trzeba doprowadzić do uwolnienia swojej osoby,  temu ma służyć współpraca z nowymi kolegami „pod celi”, jak mawiają wszyscy byli i obecni pensjonariusze zakładów niekoniecznie rekreacyjnych. I tak do końca. Szkoda wielka, że Twórcy gry nie poszli w stronę formy bardziej „ostrej” – horroru na ten przykład. Fabuła ulega spłaszczeniu, a momentami staje się piekielnie płytka i miałka. Nie ratuje treści gry wielość zagadek i możliwości kombinacyjnego ich rozwiązywania, po prostu nawet grze przygodowej potrzebna jest odrobina żywotności. Inaczej robią się z tego klimaty bliskie elektrycznym szachom podwodnym. Cokolwiek w tym miejscu nie powiem i tak najlepiej opinie zweryfikują Ci Gracze, którzy sięgną po ten tytuł.



O treści, czyli fabule pogwarzyliśmy chwilę wobec tego słów kilka o grze od strony technicznej. Grafika prezentuje się na przyzwoitym poziomie. Środowisko i lokacje wykonane są dwuwymiarowo, natomiast postać bohatera w pełnym 3D. Sterowanie oparte na systemie „wskaż i kliknij” i pozostała część „klawiszologii” skonstruowana jest w sposób wielce przyjazny dla Gracza, gdyż pozwala w sposób niemal intuicyjny na obsługę gry. Same lokacje zrobione są w sposób ściśle korespondujący z treścią gry. Bałagan panujący w poszczególnych pomieszczeniach działa na podświadomość. Po wejściu do takiego pomieszczenia automatycznie niemal myśli się o rzeczach niekoniecznie przyjemnych. Wrażenie to potęguje ścieżka dźwiękowa, która jest naprawdę niezła. I rzecz naprawdę godna podkreślenia! Świetna wręcz wersja PL, z doskonale dobranym głosem głównego bohatera, świetnymi kwestiami przez niego wypowiadanymi w klimacie „wisielucha” z domieszką erotyzmu. To jest to! Niestety i tej grze przytrafiły się błędy. Niejako standardem przy sterowaniu „wskaż i kliknij” jest bardzo dokładne „obmacywanie” wszystkiego wokół bohatera. Zdarza się jednak, moim zdaniem o wiele za często, że można „zaklikać” się na śmierć, zanim namierzy się poszukiwany i niezbędny dla przebiegu gry przedmiot. W paru miejscach mój system nerwowy był piekielnie blisko niekontrolowanej erupcji!

Czas na podsumowanie. Myślę, że warto je rozpocząć od stwierdzenia, że mapa Twórców, Producentów i Dystrybutorów gier komputerowych na Świecie zaczęła się zmieniać. Prymat pracowni i studiów projektowych Japończyków głównie, potem Amerykanów i innych nacji, które jeszcze całkiem niedawno uważały się za władców komputerowego imperium odszedł w przeszłość. Idą do przodu studia komputerowe z Rosji, Ukrainy, Czech i innych krajów, które były traktowane tylko jako odbiorcy końcowi gier i oprogramowania. No i to, co głaszcze i nas! Polscy Twórcy w tym towarzystwie też zaczynają się liczyć.

„Midnight Nowhere” jest grą, w którą warto zagrać. Nie jest to pozycja z samego szczytu, niemniej dla miłośników gier przygodowych jest to gratka. Mnogość możliwości łamania głowy jest tu naprawdę spora. Moim zdaniem słabością tej gry jest fabuła, którą można było zdecydowanie lepiej „rozegrać”, no, ale to jest problem Twórców. Wizualnie i jakością ścieżki dźwiękowej nie odstaje wyraźnie od tytułów, które aktualnie są dostępne na rynku. Werdykt jednoosobowej Ławy brzmi: pozycja godna polecenia, na solidnym średnim poziomie.

Kto z Szanownych Graczy skusi się na grę w „Midnight Nowhere” nie będzie tego żałował i to chodzi właśnie!

  

 Midnight Nowhere

ocena

 grafika 6+  muzyka 6+  grywalność 7+

7


+ niezła grafika i dźwięk, doskonała polonizacja gry, świetne dialogi i kwestie nafaszerowane mieszanką wisielczego humoru i erotyzmu, prosty interfejs gry

- fabuła zredukowana do prostej przygodówki, pomimo drzemiących w niej możliwości, brak nastroju grozy, który po pięknym początku gry ulatnia się bez śladu