|
Ciemno
i zimno. Spoczywając w pozycji horyzontalnej czułem
niemal odrętwienie moich pleców z chłodu. W dodatku to
coś, na czym spoczywałem było twarde, jak ławka w
parku. Do tego cisza, tak przeraźliwa, że aż wkręcająca
się w sam środek mózgu! Nawiasem mówiąc narząd ten
pracował na wybitnie zwolnionych obrotach, co spowodowało,
że większość pytań, które sam sobie zadałem w ciągu
ostatnich pięciu minut zostało bez odpowiedzi.
Delikatnie
poruszyłem rękoma i nogami, aby sprawdzić, czy moje
ciało jest w stanie zbliżonym do normalnego i okazało
się, że coś mnie ogranicza szczelnie otulając. To coś
było zimne i śliskie w dotyku, natychmiast skojarzyło
mi się z plastikową folią. Po chwili na wysokości
twarzy namacałem drobny przedmiot, który okazał się wózeczkiem
zamka błyskawicznego i pociągnąłem go w dół. To
wystarczyło i ciemność ustąpiła półmrokowi, w którym
po chwili zacząłem rozróżniać kształty. To coś, w
czym leżałem okazało się tzw. trupim workiem na zwłoki,
a ja siedziałem sobie na szpitalnych, metalowych
noszach. Obok na takich samych noszach spoczywały
podobne worki, także z zawartością. Chwilę patrzyłem
otumaniony na ten obraz, ale wreszcie prawda przedarła
się do szarych komórek. Byłem w PROSEKTORIUM! Tylko skąd
ja się tu wziąłem do diabła?!
„Midnight Nowhere” jest grą ciekawą z kilku
względów. Rozpoczynając grę jesteśmy przekonani, że
będzie to krwisty i mroczny horror. Wejście naprawdę
jest mocne – intro z zasuwakiem worka na zwłoki w
roli głównej jest mocne i nieszablonowe!– No i
chwatit – mawiają moi przyjaciele Rosjanie, po
naszemu wystarczy. Gra zamiast zmierzać w tym kierunku
wykonuje woltę i staje się klasyczną przygodówką z
serii „point and click”. Niestety, efekt ciał
w różnym stopniu zdekompletowanych po upływie kilku
godzin w grze powszednieje i ja w pewnym momencie zacząłem
marzyć o spotkaniu jakiejkolwiek żywej istoty. Nic z
tego! Dlaczego? O tym poniżej.

Fabuła opowiada o mieście gdzieś w Rosji {stąd
zapewne w tytule słowo Nowhere}, w którym grasuje
seryjny morderca zwany Egzekutorem. Kolejne ofiary i
bezradność organów ścigania i lokalnej powodują, że
miasto zostaje ogrodzone wysokim murem i kordonem sił
porządkowych. Ci ludzie, którzy pozostali w tym
„kotle” nie są w stanie powstrzymać
bandyty. Jedynym celem mieszkańców jest przetrwanie i
obudzenie się następnego dnia rano. Zbrodnia i Terror w
najlepsze hulają po mieście! Jak wspomniałem, bohater
nasz wchodzi do akcji w sposób delikatnie rzecz ujmując
nieszablonowy, czyli prosto z „trupiego
worka”. Przebudzenie w Prosektorium samo w sobie
zabawnym nie jest, a jeżeli do tego jeszcze następuje z
olbrzymią luką w pamięci to w efekcie splotu tych
okoliczności może spowodować zupełną dekompozycję
układu nerwowego każdego człowieka. Nasz bohater
jednak nie wymięka, jak to teraz młodzi mówią. Ba!
Obdarzony jest specyficznym poczuciem humoru, który słusznie
zresztą nosi przydomek „wisielczy”. Co niektóre
komentarze w trakcie marszu na wolność powalają na
ziemię i nie pozwalają wstać. Pierwsze zadania związane
z opuszczeniem mało sympatycznej kostnicy stosunkowo są
łatwe, ale im dalej tym będzie weselej, a i nieraz
nasza „czaszeczka” przydymi okrutnie! Powiem
bez ogródek: weterani gier zbliżonych do obu
„Syberii”, „Najdłuższej Podróży”
i „Still Life-a” będą mieli fory dzięki
zdobytemu wcześniej doświadczeniu. Wielość zamkniętych
drzwi na zamki wszelkich systemów, od tradycyjnych
zaczynając, a na wyposażonych w identyfikację
daktyloskopijną zmusza do bezustannych poszukiwań
sposobu na ich otwarcie. Z pozoru nieprzydatne przedmioty
znalezione w przysłowiowym „kibelku” mogą
okazać się niezbędne do otwarcia kasy pancernej.
Gwarantuję także, że ilość koniecznych kodów
cyfrowych przebija wszystko, w co ostatnio grałem. Brak
czynnika, że tak go określę „żywego”
powoduje, że mnie po jakimś czasie rozgrywka lekko znużyła.
Wigor mi wrócił, jak po wielu perypetiach opuszczając
nieprzyjazny szpital mój bohater po zatrzymaniu przez
Policję „ląduje” w areszcie. I znowu trzeba
doprowadzić do uwolnienia swojej osoby, temu ma służyć
współpraca z nowymi kolegami „pod celi”,
jak mawiają wszyscy byli i obecni pensjonariusze zakładów
niekoniecznie rekreacyjnych. I tak do końca. Szkoda
wielka, że Twórcy gry nie poszli w stronę formy
bardziej „ostrej” – horroru na ten
przykład. Fabuła ulega spłaszczeniu, a momentami staje
się piekielnie płytka i miałka. Nie ratuje treści gry
wielość zagadek i możliwości kombinacyjnego ich rozwiązywania,
po prostu nawet grze przygodowej potrzebna jest odrobina
żywotności. Inaczej robią się z tego klimaty bliskie
elektrycznym szachom podwodnym. Cokolwiek w tym miejscu
nie powiem i tak najlepiej opinie zweryfikują Ci Gracze,
którzy sięgną po ten tytuł.

O treści, czyli fabule pogwarzyliśmy chwilę wobec tego
słów kilka o grze od strony technicznej. Grafika
prezentuje się na przyzwoitym poziomie. Środowisko i
lokacje wykonane są dwuwymiarowo, natomiast postać
bohatera w pełnym 3D. Sterowanie oparte na systemie
„wskaż i kliknij” i pozostała część
„klawiszologii” skonstruowana jest w sposób
wielce przyjazny dla Gracza, gdyż pozwala w sposób
niemal intuicyjny na obsługę gry. Same lokacje zrobione
są w sposób ściśle korespondujący z treścią gry.
Bałagan panujący w poszczególnych pomieszczeniach działa
na podświadomość. Po wejściu do takiego pomieszczenia
automatycznie niemal myśli się o rzeczach niekoniecznie
przyjemnych. Wrażenie to potęguje ścieżka dźwiękowa,
która jest naprawdę niezła. I rzecz naprawdę godna
podkreślenia! Świetna wręcz wersja PL, z doskonale
dobranym głosem głównego bohatera, świetnymi
kwestiami przez niego wypowiadanymi w klimacie „wisielucha”
z domieszką erotyzmu. To jest to! Niestety i tej grze
przytrafiły się błędy. Niejako standardem przy
sterowaniu „wskaż i kliknij” jest bardzo dokładne
„obmacywanie” wszystkiego wokół bohatera.
Zdarza się jednak, moim zdaniem o wiele za często, że
można „zaklikać” się na śmierć, zanim
namierzy się poszukiwany i niezbędny dla przebiegu gry
przedmiot. W paru miejscach mój system nerwowy był
piekielnie blisko niekontrolowanej erupcji!
Czas na podsumowanie. Myślę, że warto je rozpocząć
od stwierdzenia, że mapa Twórców, Producentów i
Dystrybutorów gier komputerowych na Świecie zaczęła
się zmieniać. Prymat pracowni i studiów projektowych
Japończyków głównie, potem Amerykanów i innych
nacji, które jeszcze całkiem niedawno uważały się za
władców komputerowego imperium odszedł w przeszłość.
Idą do przodu studia komputerowe z Rosji, Ukrainy, Czech
i innych krajów, które były traktowane tylko jako
odbiorcy końcowi gier i oprogramowania. No i to, co głaszcze
i nas! Polscy Twórcy w tym towarzystwie też zaczynają
się liczyć.
„Midnight Nowhere” jest grą, w którą warto
zagrać. Nie jest to pozycja z samego szczytu, niemniej
dla miłośników gier przygodowych jest to gratka. Mnogość
możliwości łamania głowy jest tu naprawdę spora.
Moim zdaniem słabością tej gry jest fabuła, którą
można było zdecydowanie lepiej „rozegrać”,
no, ale to jest problem Twórców. Wizualnie i jakością
ścieżki dźwiękowej nie odstaje wyraźnie od tytułów,
które aktualnie są dostępne na rynku. Werdykt
jednoosobowej Ławy brzmi: pozycja godna polecenia, na
solidnym średnim poziomie.
Kto z Szanownych Graczy skusi się na grę w „Midnight
Nowhere” nie będzie tego żałował i to chodzi właśnie!
|