|
Jasnym
jest, że Opowieści z Narnii, film kreowany na drugiego
„Władcę Pierścieni”, prócz kubeczków,
koszulek i mnóstwa reklamowanego śmiecia musiał
doczekać się i gry.
Dzieło
Lewisa opowiadające o czwórce dzieci, które na czas
zimnej wojny musiały zamieszkać u starego profesora,
gdzie odkryły niezwykłe przejście do innego świata
zostało ciepło przyjęte przez czytelników, jak i,
wiele lat później, kinomanów. U nas w redakcji sam
obraz wywołał małą „burzę”. Pojawił się
pomysł spisania zbiorowej recenzji i na początku
wszystko szło dobrze, ale później… Zaczęły się
bluzgi, kłótnie i wyzwiska, opisu czego zresztą wolałbym
wam oszczędzić. Za to jedno jest pewne. O ile filmowe
Opowieści podzieliły wszystkich, to każdy zapewne o
grze wyrobi sobie dość pochlebne zdanie. Mamy do
czynienia bowiem z produkcją udaną, może nie bardzo
ambitną, ale doskonale pokazującą jak powinno wyglądać
przeniesienie filmu na pecety i konsole.

Miesiąc temu opisywałem Hardego Pottera i Czarę Ognia
(jakoś nie poleciało zbyt wiele pochlebstw, żeby była
jasność), do którego grze o przygodach rodzeństwa
Pevensie najbliżej. Porównać trzeba, choć to tak,
jakby postawić obok siebie Joannę Senyszyn i J(r)enifer
Aniston. Nie potrwa to długo, bo jakoś nie lubię kopać
leżącego (czego dowodem jest recenzja Crazy Frog Racer,
gdzie litościwie puściłem żabę bardzo szybko). W obu
tytułach sterujemy jednym z kilku bohaterów, kamera
umiejscowiona jest gdzieś w punkcie, z którego wszystko
widać jak na dłoni, zaś ani Hermiona, ani Łucja, ani
nikt inny z całej siódemki nie potrafi skoczyć nawet
na pół metra wzwyż. Jest jednak kilka różnic. W HP
na początku poziomu wybieramy jednego z trójki
czarodziejów ,a następnie przydzielamy wszystkim karty,
które podnoszą wybrane umiejętności. W Narnii nie dość,
że możemy zagrać w kilka osób na jednym komputerze
(co, dzięki wygodnemu sterowaniu staje się znakomitą
zabawą!), to jeszcze wraz z postępami w grze (i
rozrostem bogatego zbioru monet tu i ówdzie
porozstawianych po mapie) Łucja, Piotr, Edmund i Zuzanna
poznają nowe umiejętności. Mi ten drugi system podoba
się o stokroć bardziej.
I tak po kilku etapach (z piętnastki, które zwiedzamy w
całej grze) Zuza zamienia piłki tenisowe, którymi początkowo
miota, na śnieżki, zaś później- na łuk, Edmund i
Piotr poznają nowe kombinacje ciosów, co grę upodabnia
choćby do Return of The King, zaś Łucja uczy się
dosiadać wilki i inne stwory, przy okazji lecząc drużynę.
Nie da się ukryć, że wyraźne różnice między całą
czwórką tworzą naprawdę miłe wrażenie. Dzięki
kilku patentom cały czas trzeba współpracować. I tak
na przykład raz Łucja kieruje się w dół doliny i
walczy w zwarciu, a Zuzanna z góry zasypuje wrogów
gradem strzał. Gdy sytuacja nieco się uspokoi,
rozkoszny maluch przechodzi przez tunel i, wywołując
lawinę, toruje siostrze drogę do miejsca, gdzie ta może
uśpić olbrzymiego ogra zagradzającego przejście.
Takich sytuacji jest dużo więcej i nie raz trzeba
korzystać ze zwinności Edmunda, czy siły Piotra. W
trybie gry dla wielu graczy, podczas poziomów
rozgrywanych na lodowych krach (kiedy pędzimy wraz z prądem
po małej rzeczce), dzięki współpracy jesteśmy w
stanie zdobyć więcej znajżdżek, gdyż rozbicie samemu
dwóch lodowych ścian położonych równolegle jest
niemal niemożliwe.
Skoro o zbieraniu mowa- jak przystało na grę twórców
Lego Star Wars (tak!), sporo tutaj rzeczy, na których
widok kolekcjonerom mocniej biją serca. Przede
wszystkim- monety, jest tu cała masa bilonu unoszącego
się około pół metra nad ziemią (choć nie zawsze, bo
część zbierzemy na przykład jako Łucja poruszająca
się na… śnieżnej kuli…). To zań kupujemy
kolejne zdolności. Początkowo jest nawet z tym małe
szaleństwo- w domu profesora i mieszkaniu Pevensich każdy
mebel, szafa, stolik, zbroja, ścianka, nie ścianka i pół
ścianka ma wewnątrz tyle szmalu, że stoimy tylko i
nieprzytomnie uderzamy w klawisze. Później, Bogu dzięki,
sytuacja się trochę uspokaja.

Poza rozbudowanym systemem walki warto wspomnieć o tym,
że programiści dołożyli wielu starań, aby nam
rozgrywkę uprzyjemnić. Poza kilkoma minigierkami, jak
gra na „rogu” Zuzanny (jak najszybsze
naciskanie odpowiednich, wyświetlonych na ekranie
klawiszy), czy spychanie z drzewa wspinających się po
pniu w górę stworów, dość często trzeba też będzie
znaleźć kryjówkę, aby umknąć oczom co to bardziej złośliwych
bestii (choćby pani McGreddy na początku ;]).
Poziomy są urozmaicone i czasem emocje sięgają zenitu!
W jednym fragmencie trzeba jednocześnie chronić bobra
„przegryzającego” nam przejście, uważać,
aby wilki z drugiego końca mapy nie utorowały sobie
drogi poprzez chaszcze i powstrzymywać małe pokraki, które
gdzieś jeszcze dalej planują zwalić wielki głaz i tym
samym przejść całym plemieniem do naszej „kryjówki”.
Naprawdę mocna rzecz!
Muzyka, podobnie jak w filmie, potrafi oczarować! Zwłaszcza
motyw główny, czy też kawałek puszczany podczas
wyboru poziomu w… szafie. Aż chciałoby się tam
zostać na kilka godzin i wsłuchiwać się w piękne
brzmienia. Widać zaangażowanie i ciężką pracę, co
podsumuję krótkim: jest dobrze.
Za to grafika to inna para kaloszy. Choć nie ma może
Potterowskich efektów, stylistyka bardziej mi leży.
Niestety, zgrozo, widać piętno gier tworzonych jednocześnie
na komputery osobiste i konsole. Postaci mają zbyt mało
szczegółów, co, może przy grze nie razi, ale podczas
licznych cutscenek na silniku potrafi ciut zniesmaczyć.
Policzki Łucji przypominaj parę wielkich pulpetów, do
tego ciut kanciastych. Ale, bez sztucznego przedłużania
recenzji, do czego mam skłonności- oprawa prezentuje się
i tak dobrze.

W ogóle nieco się zdziwiłem, że taką grę upchnięto
aż na cztery płyty CD! Bardzo szybko się okazało, że
w przeciwieństwie do takiej Czary Ognia, czy King Konga,
pełno tutaj scenek znanych z kina i to bardzo dobrych!
Czasem zresztą następuje taki przeskok z materiału
filmowego w grę, co dość boleśnie ujawni wszystkie
niedoróbki enginu. Nie mam nic do zarzucenia polskiemu
wydaniu gry- w pełni zlokalizowano tak napisy jak i również
podłożono odpowiednie głosy. Jedynie fragmenty filmu
pozostały nieruszone.
I to w zasadzie wszystko. Nowy Władca Pierścieni trzyma
fason i choć nie może mierzyć się z najlepszymi, to
stanowi bardzo udaną produkcję. Martwi jedynie długość
gry. Niestety, Opowieści z Narnii są do ukończenia w
dwa, trzy popołudnia… Ale i tak warto do niektórych
poziomów wrócić- ot, dla relaksu.
Bardzo trudno mi grę ocenić. Z jednej strony przemawia
przeze mnie sympatyk prozy Lewisa, z drugiej- fan filmu,
zaś z trzeciej… cóż- podpowiem, że długo
zagrywałem się w Lego Star Wars. Ostatecznie, po
wielkich rozmyślaniach, postanowiłem wystawić wysoką
notę- ósemkę z minusem. Jednak mała uwaga dla tych,
którzy zamierzają grać sami- odejmijcie od tej oceny pół,
góra jedno oczko…
|