|
Papkin:
Recenzja filmu winna zaczynać się
leadem zachęcającym czytelnika (czyli Ciebie.
Pozdrawiam raz jeszcze ;)) do lektury. A że mi
przypadł zaszczyt rozpoczęcia "Wielkiej
pogadanki o Opowieściach z Narnii" by załoga
PB, wypadąłoby machnąć jakiś wstęp.
Skromnie- Proroctwo mówi, że trzej synowie Adama
(oj brak nam pań w redakcji, oj brak), kolejno będą
pluć się i ślinić, aby przekonać wszystkich,
że kinowa adaptacja arcydzieła mistrza CS jest
doskonała*. Niech więc będzie...
* no dobra, Kroenen uważa Narnię za gniot
nieprzeciętny, a Szarik za produkcjęprzeciętną,
ale to mój wstęp, prawda?
Rozpocznę więc tak nietypowo, od końca, od
muzyki i efektów specjalnych, zaś najmocniejsze
karty zachowam na inne rozdanie. Nie wypada mi
marnować ich na początek partii. Cóż, kiedy
miesiąc temu piałem z zachwytu nad King Kongiem,
nie znałem jeszcze Narnii... Utwory muzyczne
niekiedy naprawdę wywołują ciarki na plecach,
innym razem wprawiają w nastrój niepokoju.
Przeważają mistyczne i piękne brzmienia, których
słuchanie jest, zaprawdę, ucztą dla uszu. Raz
zaś po prostu zamarłem z wrażenia słysząc...
coś na kształt tych tandetnych, musicalowych
melodyjek, jakich pełno w filmach i słuchowiskach
z lat 60. Doskonale kontrastowało to z sytuacją,
kiedy trójka uroczych berbeci szukała miejsca w
którym mogłaby się ukryć (naturalnie bawili się
w chowanego, nie miało to nic wspólnego z
patologią w rodzinie, czy innymi opowieściami...).
Mocne.

Choć starano się z Narnii zrobić drugiego Władcę
Pierścieni, dzieło wcale nim nie jest. Potyczek
jest mniej (dość wspomnieć, że Zuzanna tylko
raz w całym filmie strzela z łuku!) i nie dorównują
rozmachem tym z dzieła Petera Jacksona. Jest za
to kolorowo. Zamiast brudnego, złego świata mamy
baśniową, mityczną krainę, gdzie ścierają się
centuary, bykoludzie, coś na kształt harpii,
stwory z lasu i masa, masa innych pomysłowych
bestii. Projekty potworów to zresztą kolejny
plus. Graficy nie popisali się może aż tak przy
ilości stworów, bowiem armie są, w porównaniu
z tymi "Pierścieniowymi" skromne, ale
nic to.
Nie mam nic do zarzucenia ani odgłosom otoczenia,
ani polskiemu dubbingowi. No, może ciut sztucznie
brzmią krzyki, jakie wydobywa z siebie Biała
Czarownica motywując swe wojska do walki. W
zasadzie, w brodę sobie pluję, złego słowa tu
nie napiszę. Zachowano charakter powieści i
basta. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby nagle na
półkach pojawił się soundtrack, bowiem wyniosłe
motywy wprawiające w zadumę to coś, co tygrysy
lubią najbardziej...
Pierwszy as wyrzucony, czekam na karty pozostałych
graczy...
Szarik:
Hmmm....może ja zrobię też i swój mały wstępik.
Czyż nie każdy z Was, będąc dziekiem marzył o
szafie, która przeniosłaby go do zupełnie
innego świata. Do miescja w którym postacie baśniowe,
są zupełną normalnością. Ach, na pewno tak, i
właśnie dlatego skusiłem się na obejrzenie
filmu. Chciałem znów poczuć to co dawno za mną,
to co odległe i ledwo już tylko namacalne.
Papkin zaczął konwersjację na temat filmu od
"dupy strony" (przepraszam za wyrażanie),
ale wcale mu się nie dziwie. Gdy wyszedłem z
kina, zanim zacząłem dokładnie analizować dzieło
bazujące na książce CS, w głowie, a w zasadzie
w uszach brzęczała, mi świetna ścieżka dźwiękowa.
Czym predzej skoczyłem do sklepu z muzyką, który
od kina jest dość blisko, i wydałem osatatnie
50 zł jakie miałem na moje przyjemności
przeznaczone na styczeń. Genialne dobrane dźwięki,
połączone w jedną całość - za sprawą
Harrego Gregsona - powodują, że z chęcią chce
się wrócić do kina. W chwilach mających
wzbudzić szybsze bicie serca, muzyka jest ciężka
i gwałtownie zmieniająca nuty, podczas potyczek
wojennych (o tych za chwilkę) wydaję się raz
cichnąć, raz wzmacniać swoje dźwięki, jakby
stanowiła jedną z walczących stron. Raz pod
wozem, raz na wozie. I przyznać trzeba, że
soundtrack to nie jedyny plus tego filmu. Bardzo
dobrze wypadły też efekty specjalne, których
moim zdaniem było trochę za mało. W
dzisiejszych czasach, dorobienie komuś nóżek
kozy, czy wykreowanie gryfa to żadna trudność
dla grafików. Ot co, jest to na porzadku dziennym
(filmowym).
Pozostawiając na razie inne cześci filmu jakie
wartałoby postanowiłem nakreślić kilka zdań o
grze aktorów i dubbingu. Ta pierwsza część
wypadła dobrze. Ogromne wrażenie wywarła na
mnie mała Łucja, dziewczynka zaledwie 8 letnia,
która filmowi nadawała jeszcze większej dziecięcej
rozkoszy, tego baśniowego rodowodu. Dubbing
skolei uważam za niewypał. Może twierdze tak
dlatego, gdyż poprostu nie lubię filmów
zagranicznych z polskimi kwestiami mówionymi, i właśnie
też ta cześć filmu nie przypadła mi do gustu.
Przez ponad 90 minut zmuszony byłem słuchać
tych pisków takie wydawali z siebie kolejno
Piotr, Edek i Zuza.
Bardzo cieszy mnie natomias fakt, że reżyser nie
starał się zrobić z filmu jesieni średniowecza.
W przeciwieństwie do Papkina małą ilość
potyczek militarnych uważam za duży plus. Opowieści
z Narnii jest to przecież film dla dzieci i młodzieży,
a nie tak jak Władca Pierścieni kierowany raczej
do starszej ciut publiki. A ponieważ, że bitew
jest mało to uważam, że możnabyło zrobić je
znacznie lepiej. Nakręcono je
bardzo...hmm...nudnie

Jak napisał Papkin - "armie są, w porównaniu
z tymi "Pierścieniowymi" skromne"
A widział pan może Ostatniego Samuraja. Tam również
mimo małej liczebnośći wojsk, sceny wojenne są
nakręcone na najwyższym poziomie, w sposób
taki, że chce się oglądac i wyczekuje sie
kolejnego starcia. W Narnii tego brak.
Kroenen:
Wypadałoby od czegoś zacząć... Oszczędzę wam
bredni typu "zawsze marzyłem o..." czy
też "czy każdy z nas nie chciałby być
bohaterem magicznej krainy?" tylko walnę
prosto z mostu. Poszedłem na ten film z przyjaciółmi,
ponieważ było o nim w mediach głośno i
pozytywnie. Jednak już w pierwszych minutach
filmu poczułem się zawiedziony.
Kreowane przez mass-media "Opowieści z
Narnii" na hit roku i odpowiednik "Władcy
Pierścieni" okazały się wręcz nie dorastać
mu do pięt. Klimat jest, i owszem, ale rodem z
tandetnej bajki wymyślonej na poczekaniu (nie chcę
urągać twórczości Lewisa, ale takie jest moje
zdanie) gdzie mamy wszystko. Począwszy od Królowej
Śniegu (jakby od Andersena wzięte, nie uważacie?)
przez mitologię grecką aż po gadające zwierzęta.
Robi się niedobrze. Mnóstwo tutaj niepotrzebnego
patosu, niekonsekwencji i nielogiczności. Co
bowiem robi tam Świety Mikołaj (sic!). Zakrawa
to na groteskę.
Jeśli chodzi o grę aktorską powiem krótko i
zwięźle - nie jest źle. Edmund dobrze wychodził
w roli pyskatego gnoja, a Piotr opiekuńczego
brata. Niestety żeńska część obsady nie
popisała się. Łucja gra jakby wszystko ją bawiło
(taki wyraz twarzy ma kretyński, moim zdaniem), a
na dodatek jak na 8 latka jest wyjątkowo
elokwentna. Zuza za to ni go w mordę, ni go w
oko. Nie wiadomo co robi w tym filmie, bo jak się
już odezwie to gęga, a tak poza tym to nic. Taka
na doczepkę osoba. Królowa Śniegu za to kusi
dzieciaka w początkowych scenach filmu, by nagle
dać się ponieść emocji, gdy prosi on o
kolejnego cukierka. Niekonsekwencja totalna.
Efekty specjalne i muzyka... Poprzednicy pieją z
zachwytu, ja może się doczepię Papkina - w
scenie, w której dzieciaki grały w chowanego nie
grają tandetnych kawałków z lat 60 (?!). Trwa
wojna, a muzyka ta jest wybitnie jazzowa, wniosek?
To utwór rodem z lat 30 poprzedniego wieku. Oj,
Papkin, na muzyce to ty się nei znasz . W
zestawieniu z muzyką filmu, ten jazzowy kawałek
był najlepszy. Soundtrack jako taki w ogóle nie
zrobił na mnie wrażenia, w zasadzie to go nie słyszałem.
Nie został mi on także w głowie po obejrzeniu
filmu. Co do efektów specjalnych - było dobrze,
ale nie genialnie. Dla mnie liderem w tej
dziedzinie są nadal ostatnie Gwiezdne Wojny.
Scena przy zamrożonym wodospadzie - wybitnie
niedopracowane efekty.
Kończąc ten wywód podsumuję ten film. Za długi
i nudny jak flaki z olejem, a przy tym głupi i
infantylny. Nie polecam.
PIRX:
Witam! Jako
recenzent lobbujący za tym tytułem nie zarobiłbyś
grosza! Ale
Uczciwa i Szczera ocena jest zawsze subiektywna i
przez to cenna.Od marketingu i sprzedaży są inni
ludzie.Przyznaję,że do chwili obecnej
nie obejrzalem "Opowieści z Narni" z
prozaicznej przyczyny - po pierwsze
nie mialem autentycznie czasu,a po drugie - ja
bardzo nie lubię nachalnej reklamy i produkt zbyt
namolnie mi narzucany odruchowo odrzucam.Nie
wykluczam,że pod wpływem Twojego głosu obejrzę
go w najbliższmym
czasie.Jestem fanem "Władcy Pierścieni"
i wszystkiego co się z tym wiąze,więc film
oparty na koncepcji bajki z "loopem"
/czas obecny i magiczne przejście w inny wymiar w
tym samym czasie/ odpowieada mi mniej niż średnio.Niemniej
jednak jestem pod wrażeniem stylu w jakim ten głos
zabrałeś ! Rzeczowy,kompetentny i konkretny robi
wrażenie ! .Jak wspomiałem jest to Twoja
subiektywna ocena i ja nigdy nie będę dyskutowal
o gustach.Niemniej jednak podejrzewam,że czeka Cię
ostra polemika ze zwolennikami "Opowieści z
Narni" - wiec tym razem będę /mam nadzieję/
Obiektywnym obserwatorem,a dopiero po obejrzeniu
filmu / o ile mi się to uda/ zabiorę w tej
sprawie swój glos.
Krótko mówiąc - podoba mi się bardzo Twoje
zdanie i tak trzymać !
Indywidualizm to cecha,która należy pielęgnować,lbo
pomiędzy nami są i tacy,którzy Świat
przerobiliby na modłę Orwella /MYŚLĘ tu o
cholernych
co niektórych "politykach",a nie broń
boże Szanownych Kolegach z Redakcji - proszę o
szczególne zwrócenie uwagi na to stwierdzenie
!!/
Kurza stopa ! ! Mialem napisać kilka slów o
moich wrażeniach,a znowu wyszedł POŚCIUR !!
Izwienitie Druzja!! Serdecznie Pozdrawiam,a
Tobie Kroenen kibicuję,bo czuję,że dyskusja będzie
zajadła !!
Ps.Dla pełnej jasności - nie lubię stosowania
metody jak ją określilem
"loop' w filmach,zresztą widzialem parę
superknotów.Ta moje niechęć NIE dotyczy
gier,gdzie wręcz odwrotnie - uwielbiam takie
akcje,jak chociażby
moja ulubiona "Najdłuższa Podróż",rzecz
dla mnie absolutnie wielka.
Pozdrawiam !!
Szarik:
Kroenen a co sądzisz o grze aktorów? Jak Twoim
zdaniem wypadli na tle całego filmu? Ciekawi mnie
natomiast jeszcze jedna rzecz, skąd u Ciebie tak
potworne zniesmaczenie do filmu. Piszesz, że tu i
tu jest dobrze tym bardziej powiedziałeś, że te
produkcje uważasz za totalną klapę. Nie widze w
tym logiki.
Kroenen:
Ja w swojej wypowiedzi nie widzę piania z
zachwytu. Bynajmniej nie napisałem o tym filmie
przychylnie, dowód? Chociażby pierwszy akapit.
Papkin:
W sumie, jakby nie patrzeć, nikt nie powiedział
słowa o fabule, a nie wolno nam pominąć tak
istotnego czynnika. Historia opiera się na największym
dziele C.S Lewisa. "Lew Czarownica i stara
Szafa" spisana została zaraz po tym, jak
autor nawrócił się, do czego notabene przyczyniła
się rozmowa z niejakim Tolkienem i cóż... Tak
oto pisarz do swego dziecka wplótł mnóstwo
aluzji odnośnie... Blibii. Wystarczy tylko uważniej
spojrzeć na ekran, tudzież na papier.
Rodzeństwo Łucja, Piotr, Edmond i Zuzanna
Pevensie, troskliwa matka wysyła na czas zimnej
wojny do dalekiej rodziny, a konkretniej do
pewnego sympatycznego profesora i niesympatycznej
krowy nazwiskiem McGreedy (cóżza wymowne miano,
nieprawdaż?). Podczas jednej z zabaw mała Łucja
odkrywa, że stara szafa w jednym z pokoi prowadzi
do innego świata. Narnii. Któż zdoła wydobyć
z siebie choć złe słowo o fabule, winien zostać
spalony na stosie, zaś jego szczątki rozrzucone
pomiędzy wygłodniałe dobermany i skomlejące w
oddali fanki Dody, do czego się niżej popdisany
chętnie przyczyni (dziewczyny, do mnie!).
Sama gra aktorska podobała mi się, nie powiem,
ale prawdziwy as nad asy to polski dubbing! Ha!
Miał ktoś styczność z angielską wersją
filmu? Po obejrzeniu kilku wstawek przy okazji
recenzowania gry, z dumą powiem, że nasi rodacy
nadali tyle charakteru rodzeństwu, że ręce same
skłądają się do oklasków, zaś Mandaryna
szykuje się do śpiewu (państwo z przodu, zabrać
ją!). Jak napisał imć Szarik- Łucja to teraz
takie rozkoszne dziecko... A i bardziej dorosły
duet- Piotr & Zuzanna brzmią przecież nader
odpowiednio.
Jajem całego filmu jest para bobrów. Mąż i żona
awanturują się, zaś ich rozmowy są okazją do
przełamania kilku małżeńskich stereotypów i
licznych, arcyzabawnych gagów! Bobry na
prezydenta, kaczory do boru (wespół z Cimoszkiem
i jego żubrami). Zaś ich głosy- ach, piskliwy
ton pani bobrowej i głęboki, filmowy mężulka
to po prostu samo w sobie jest przyczynkiem, dla
którego warto film obejrzeć!
Na zakońćzenie sprostowanie co do wypowiedzi
Szarika- wcale nie zarzucam Narnii małej ilości
walk. Ba, uważam to, w pewnym sensie, za plus! Po
wielotysięcznych wojnach orków- klonów przyszedł
czas na zróżnicowane, kolorowe i piękne bitwy!

Kroenen:
Cóż... Moim zdaniem fabuła nie jest jakoś
specjalnie wyszukana. Rzekłbym, że jest niespójna
i nieciekawa. Co bowiem robi tam magiczna szafa?
Dlaczego wszyscy czekają na te rozwydrzone
bachory, skoro cała armia już była gotowa do
walki o Narnię? Właśnie, dlaczego tak bardzo im
zleżało na tych dzieciakach, skoro ich wkład w
bitwę był nikły? Wybacz Papkinie, fabuła jest
denna i infantylna. W sam raz dla dzieci.
Co do twojego asa... Cóż, uważasz, że ludzie
powinni pójść na ten film tylko ze względu na
dubbing? Niezbyt mądre z twojej strony, tak więc
odraczam wszystkim czytelnikom. Filmu nie ratuje
nawet Pan Bóbr genialnego Krzysztofa "Zagłoby"
Kowalewskiego.
Szarik:
Oj tak. Jesli chodzi o watki religijne jest ich
naprawde sporo. Edek zachowaniem przypominał
Judasza, to było widoczne i oczywiste chyba dla
wszystkich, w filmie znjadują się też takie
motywy jak ogniokrzew, czy wodospad któryh do złudzenia
przypominał scenę z biblii w ktorej to Mojzesz
wyprowadzal lud bozy z egiptu poprzez morze
czerwone. No i sama Narnia oznaczać moze Królestwo
Niebieksie.
Papkin:
Pozwolę sobie odpowidzieć na kilka zarzutów...
"Cóż... Moim zdaniem fabuła nie jest jakoś
specjalnie wyszukana. Rzekłbym, że jest niespójna
i nieciekawa. Co bowiem robi tam magiczna szafa?
Dlaczego wszyscy czekają na te rozwydrzone
bachory, skoro cała armia już była gotowa do
walki o Narnię?"
>>> Proroctwo mówi... Innymi słowy-
takie były słowa przepowiedni. Zresztą- bez
tych bachorów by notabene nie wygrali...
"Właśnie, dlaczego tak bardzo im zleżało
na tych dzieciakach, skoro ich wkład w bitwę był
nikły? Wybacz Papkinie, fabuła jest denna i
infantylna. W sam raz dla dzieci."
>>> Wybacz Kroenenie, ale obrażając
dzieło C.S narażasz się mnie. Denna i
infantylna? Zaskakuje, ciągle coś się dzieje,
przez ekran przewijasię mnóstwo postaci! Wszak o
to chodziło!
"Co do twojego asa... Cóż, uważasz, że
ludzie powinni pójść na ten film tylko ze względu
na dubbing? Niezbyt mądre z twojej strony, tak więc
odraczam wszystkim czytelnikom. Filmu nie ratuje
nawet Pan Bóbr genialnego Krzysztofa "Zagłoby"
Kowalewskiego. "
>>> Kichać. Uważam, że dla samych bobrów
warto się wybrać, a Narnia ma tak liczne plusy,
ciekawe swojądrogą, czemu nie wspomniałeś ni słowem
o muzyce, zaś twój pogląd na fabułę jest co
najmniej dziwny. Czytelnicy, co tam Kroe,
biegnijcie do kin!
Szarik:
Kroenen czy ty aby nie przesadzasz? Jako MG
powienieneś mieć ogromną wyobraźnie tymaczasem,
bajkę próbujesz porównywac do świata
rzeczywistego i doszykuwać sie w filmie wszelkich
sprzecznośći z tym co mogło być. A powiedz mi
skąd w NWN smoki? Na tej samej zasadzie była
magiczna szafa. Jeśli chodzi o wojnę, to na
dzieci czekali z powodu proroctwa (kolejne
nawizanie do Biblii). Armie Narnii wierzyły, że
bez dzieci nie uda im się pokonać Czarownicy, można
powiedzieć, że traktowali je jak talizmany szczęścia.
Dubbing....ech....tu się zgodzę, ale tylko ze
względu na moje zrażenie do wszelkich
dubbingowanych filmów. Moja ocena w tej kwestii
jest jak najbardziej subiektywna, wiec nie warto
sie nia kierowac, ale rodzinkę bobrów muszę
pochwalić. Szczegolnie do gustu przypadła mi
bobrzyca. Genialna.
Kroenen:
No z tym Mojżeszem to już przegiąłeś.
Papkinie drogi:
" Efekty specjalne i muzyka... Poprzednicy
pieją z zachwytu, ja może się doczepię Papkina
- w scenie, w której dzieciaki grały w chowanego
nie grają tandetnych kawałków z lat 60 (?!).
Trwa wojna, a muzyka ta jest wybitnie jazzowa,
wniosek? To utwór rodem z lat 30 poprzedniego
wieku. Oj, Papkin, na muzyce to ty się nei znasz
Wink. W zestawieniu z muzyką filmu, ten jazzowy
kawałek był najlepszy. Soundtrack jako taki w ogóle
nie zrobił na mnie wrażenia, w zasadzie to go
nie słyszałem. Nie został mi on także w głowie
po obejrzeniu filmu. Co do efektów specjalnych -
było dobrze, ale nie genialnie. Dla mnie liderem
w tej dziedzinie są nadal ostatnie Gwiezdne
Wojny. Scena przy zamrożonym wodospadzie -
wybitnie niedopracowane efekty. "
Proszę, muzyka.
Czyli uważasz, iż czytelnicy powinni wybrać się
na film ze względu na bobry? Jak dla nie mnie nie
warte to tych 14 złotych, które można lepiej
spożytkować idąc chociazby na Hooligans czy śmiesznego
Kiss Kiss Bang Bang.
Szarik - i tu mnie masz . Aczkolwiek wytłumaczenie
smoków masz w jednej z ksiąd opisujących Faerun,
czyli miejsce akcji NWN, swoistego wirtualnego
odpowiednika D&D .
Wyobraźnię mam, ale nie może ona niestety przyjąć
do wiadomości takiej tandety jaką z całą pewnością
są Opowieści z Narnii.
Podsumowanie:
W tej recenzji przedstawiliśmy wam 3 różne
zdania na temat Opowieści z Narnii- w zachwytach
nie ustawał Papkin, zaś Kroenen nie mógł się
nadziwić głupotom spłodzonym przez filmowców.
Z kolei Szarik zaklasyfikował dzieło jako obraz
najwyżej przeciętny. W między czasie
wypowiedział się też PIRX. A jaka Narnia jest
naprawdę? Myślę, że aby się dowiedzieć, będziecie
się musieli wybrać do kina....
|