|
Obolałe
palce, zakwasy w mięśniach rąk, ból pleców, czerwone
oczy, kilka zarwanych nocek... To wszystko jest wynikiem
gry w najnowszą bijatykę przeznaczoną na domowe PeCety,
Guilty Gear X2 Reload. Czy na pewno gry komputerowe są w
zupełności nieszkodliwe dla naszego dobra? Po kilku
dniach spędzonych nad tym tytułem mam pewne wątpliwości.
Może zacznijmy od początku. Guilty Gear jest bijatyką,
czyli reprezentuje gatunek, który zgoła został
zapomniany przez posiadaczy blaszaków, a jeszcze gorzej
przez producentów. Nie chodzi tutaj o zwykłą sieczkę
zwaną także grą akcji, gdzie komputer wypluwa pod
nasze nogi stwory przeróżnej maści, tylko najczystszą
bijatykę gdzie na ekranie mogą naprzeciwko sobie stanąć
gracze i zmierzyć się w wirtualnym świecie. W
korzennej bijatyce, tak naprawdę kwintesencję całości
stanowił właśnie ten tryb. I tutaj wracamy się do
początków historii, czyli do pamiętnego Mortal Kombat.
Zresztą jeszcze oprócz Virtua Fighter, czy Mugen
(darmowy system do swobodnego tworzenia bijatyk poprzez
kompletowanie zawodników oraz plansz) na PC żadnej
innej dobrej gry nie było... Aż do dziś.

Omawiany tutaj Guilty Gear łączy w sobie wszystko, co
najlepsze w bijatykach. Należy wspomnieć, że jest to
także następca dosyć dobrze znanej serii Street
Fighter. I takim sposobem jest to gra, która zaczerpnęła
podstawy rozgrywki od najlepszych, dodając do tego mnóstwo
nowych pomysłów oraz bardzo ciekawych bohaterów, których
prowadzenie jest nad wyraz przyjemne, oraz, niestety muszę
użyć tego słowa: fajne!
Mamy do wyboru 21 postaci, a każda z nich jest inna, ale
zarówno ciekawa. Pomimo tego, że reprezentują zupełnie
inne siły oraz żywotność, każda w rękach wprawnego
gracza jest równo niebezpieczna dla przeciwnika. Po
prostu trzeba sprawdzić każda z nich po kolei, aby się
o tym przekonać: a mamy tutaj galerię takich postaci
chociażby jak zwykli, tradycyjni wojownicy, robot,
wampir, facet władający kijem bilardowym równie dobrze
jak mieczem, kobieta z jo-jo, potężny człowiek skała,
czarownica z gitarą a nawet świr z papierową torebką
na głowie i kijkiem w ręce. Nie dość, że każda ma
inny zestaw ciosów i naprawdę bardzo dobrze gra się każdą
z nich, to dodatkowo można dosyć często ze śmiechu
opluć monitor.
Sedno tego gatunku stanowi rozgrywka dla wielu graczy,
jednak tutaj także nie zabrakło trybu single. Do tej części
zabawy podchodziłem jako do małego dodatku, który miał
tylko służyć przed wstępem do właściwej gry. Jednak
byłem pozytywnie zaskoczony, albowiem producenci gry
umieścili całkiem obszerne tryby dla jednego gracza. Między
innymi znalazły się takie jak arcade, survival, mission,
training oraz vs cpu. Gra się całkiem dobrze, chociaż
i tak wiadomo, że komputer nigdy nie zastąpi żywego
rywala. Jednak właśnie w tych trybach najlepiej poznawać
każdego wojownika czy wojowniczkę po kolei. W przeciwieństwie
do trybu multi mamy tutaj możliwość spokojnego
sprawdzenia wszystkich combosów oraz nauczenia się
pewnych zabójczych sekwencji uderzeń.
Wszystko pięknie tylko jednej jedynej rzeczy mi brakowało
do pełni szczęścia. Możliwości gry przez internet.
Już sobie wyobrażam te turnieje organizowane przez nałogowych
zapaleńców ;)
Sama technika gry jest dobrze wyważona oraz nie sprawia
problemów. Przeciwnicy są sobie równi i żaden z nich
nie przeważa nad innym. Podczas pojedynków brak
jakichkolwiek zacięć, za co chwała twórcom. Nie ma
nic gorszego, kiedy podczas wyprowadzania bardzo
skomplikowanego ciosu nagle „zamarza” ekran.
Nawet gra dwóch graczy na jednej klawiaturze nie
przysparza problemów i żaden klawisz nie ma prawa się
zablokować (chyba, że to będzie wina tylko i wyłącznie
sprzętu). Pomimo tego, że na zwykłych klawiszach gra
się w miarę wygodnie, to jednak do pełni szczęścia
potrzebny jest pad. Chociaż i pod tym względem opinie
graczy są podzielone.
Gra jest umieszczona w środowisku 2D. I bardzo dobrze...
Nie wyobrażam sobie tego tytułu inaczej. Wiele osób może
także narzekać na jakość grafiki. No, ale w końcu
nie ważna jest tutaj grafika tylko dobra zabawa.
Wystarczy spojrzeć na wielbicieli Mugena, gdzie ludzie
wpatrują się godzinami w ekran, na którym skacze kilka
pikseli. Ale wracając do Guilty Gear, grafika tworzy
pewien klimat. Bitmapy umieszczone w tle są bardzo
estetyczne i jedyne w swoim rodzaju. Współczesna
grafika nie potrafiłaby nawet w połowie oddać piękna
tego programu.

Będą przy kwestiach wizualnych, nie wypada by nie
wspomnieć o bardzo ciekawym intro. Nie zawsze oglądam
wstęp za każdym włączeniem gry, ale w tym wypadku
zdarzało mi się to dosyć często. Gdy pierwszy raz je
zobaczyłem, pierwsze skojarzenie było powiązane z
Final Fantasy.
Muzyka oraz dźwięki wydawane podczas walki są bardzo
dobrze zrealizowane. Muzyka z grubsza rockowa, chociaż
czasami zdarzają się także inne kompozycje, idealnie
współgra z akcją gry. Walczy się nad wyraz przyjemnie
przy takich dźwiękach.
Okrzyki bohaterów również są bardzo ciekawe, a
czasami potrafią wywołać salwę śmiechu. Szkoda
tylko, że niektóre kwestie mówione nie są po
angielsku, tylko w dosyć egzotycznym języku, jakim jest
chiński. Niestety zdecydowana większość graczy nic, a
nic z tego nie zrozumie. Tłumaczeniu na angielski nie
uległa także pewna część tekstów, co mnie bardzo
irytowało, kiedy byłem czegoś ciekawy, a jedyną
barierę stanowił język.
Wielki plus dla gry, chociaż tak naprawdę to od niej
nie zależało, albowiem chodzi tutaj o polskie wydanie.
Oczywiście jak zawsze nasz kraj jest z tyłu i gdyby nie
pewne czasopismo, któremu jestem bardzo wdzięczny, to
byśmy o tej grze nawet nie usłyszeli, a przynajmniej
osoby niewtajemniczone. Cena gry razem ze słowem
drukowanym (powinno być raczej odwrotnie, ale to szczegół)
jest na tyle niska, że każdy może sobie pozwolić na
zakup. Dodatkowo gra stawia małe wymagania sprzętowe,
przez co nikt nie powinien mieć problemów z za słabym
procesorem, czy kartą graficzną.

Podsumowując, byłem gotowy tej grze wystawić nawet
ocenę najwyższa z małym minusikiem. Lecz po dłuższym
namyślę podszedłem do wystawienia stopnia bardziej
surowo. Pragnę jednak wspomnieć, że ocena grafiki, nie
wpływała znacząco na ogół, a dlaczego, to pisałem
wcześniej. Pomimo małych błędów, czasami denerwującego
klawisza „esc” (akurat tutaj wina moich
przyzwyczajeń) grało się nad wyraz przyjemnie i
obecnie jest to jedna z najlepszych bijatyk
przeznaczonych na inne platformy niż konsole. Dobra kończę
to czcze gadanie i idę grać dalej.
Pozdro dla Fancarsa i Jaśka, dzięki za wspólną grę.
|