|
Valkira
z wielkim zadowoleniem przyglądała się swojemu odbiciu
w wielkim lustrze.
„Fajna ze mnie laska, figura pierwsza klasa
– pomyślała – tylko, kto uszczęśliwił
mnie tym imieniem? Pewno był wielbicielem muzyki
Wagnera”. Raz jeszcze obrzuciła krytycznym
spojrzeniem swoje wspaniałe ciało i uśmiechnęła się
w lustrze sama do siebie, prezentując dwa rzędy olśniewających
zębów. Miała powody do zadowolenia. Była już nowym
pokoleniem rodu Tremere, rodu arystokracji wśród Wampirów.
Piękna, świetnie wykształcona i majętna żyła pomiędzy
ludźmi, którzy nie byli świadomi jej pochodzenia.
Musiała się świetnie kamuflować, gdyż dekonspiracja
i ujawnienie prawdy o sobie w najlepszym wypadku,wmękach
zakończyłoby jej życie. Lecz dzisiaj nic nie było
bardziej ważne od spotkania z Księciem Kainitów
Sylwestrem LaCroix. Za wszelką cenę musiała zrobić na
nim wrażenie, aby wstąpić na ścieżkę awansu prowadzącego
na szczyt w hierarchii Klanu. Tam na nią czekała WŁADZA,
coś, czego najbardziej pożądała!

Długo, bardzo długo przyszło czekać fanom gier RPG na
pozycję, którą można frywolnie określić jako
„rasowe granie na monitora ekranie!”. Od
jakiegoś czasu ta kategoria gier, z pokrewnym cRPG jest
w wyraźnym odwrocie. Na świecie królują gry MMORPG,
które zawładnęły siecią internetową. Przykłady
aktualnych liderów: War of Warcraft, czy też Guild Wars
mówią same za siebie. W czasie oczekiwania na premierę„Vampire
Masquerade: Bloodlines”, co jakiś czas pojawiały
się kontrolowane przecieki z okolic producenta gry
Troika Games o kulisach tworzenia gry, jej ewentualnej
fabuły i innych jakże cennych dla rasowych Graczy
informacji. Nie bez znaczenia jest też fakt, że na
rynku mało jest sensownych pozycji z krainy grozy i
szeroko rozumianego zombie – wampiryzmu. W końcu
gra ukazała się na rynku i od razu okazało się, że
jest to Tytuł, który winien być pisany tylko z dużej
litery! To stwierdzenie odnosi się głównie do fabuły
gry i zastosowanego systemu RPG, który czyni z niej jedną
z najciekawszych pozycji wydanych w okresie ostatnich
lat.
Czy wśród nas żyją Wampiry? Odpowiedź na nie do
prostych nie należy. W/g Autorów gry odpowiedź jest
twierdząca i to na niej zbudowano fabułę gry. Otóż w
naszym pokręconym z lekka świecie tuż obok nas żyją
Wampiry. Prawie nie różnią się od nas, chyba, że
uwzględnimy trochę nietypową dietę i sposób odżywiania.
Z uwagi na proces ewolucyjny, który także stał się
ich udziałem nie muszą już sypiać w dzień, aby
aktywność swoją realizować w nocy, lecz tolerują światło
dzienne. Lustra też nie są im straszne, podobnie jak
wiele innych rzeczy, które jeszcze niedawno dla rasy
wampirzej były niedostępne. Czy to oznacza, że teraz są
bardziej bezpieczne? Nie. Wszyscy przedstawiciele tej
nacji nieustannie biorą udział w Maskaradzie, która
polega na maksymalnym zakonspirowaniu i kamuflowania ich
świata. Brak ostrożności powoduje natychmiast reakcję
ludzi, którzy z właściwą sobie zaciekłością
likwidują nieszczęśnika. Tak, więc trwanie jest walką
o życie. Świat wampirów jest podzielony jak społeczność
ludzi. Mamy tutaj klany rodowe, które zajmują swoje
należne miejsce. Każdy z nich charakteryzuje się
innymi cechami mentalno – fizycznymi, oraz miejscem
w hierarchii. Brujah, Gangrel, Malkavian, Nosferatu,
Toreador, Ventrue i Tremere to rody wampirze, które pomiędzy
siebie podzieliły własny świat. Rozpoczynając grę
powołujemy do życia swojego wampira i już ta czynność
daje przedsmak prawdziwej RPG-owej rozrywki. Przydzielając
punkty i zdolności,oraz talenty musimy zaplanować dokładnie
ścieżkę rozwoju naszego bohatera. To bardzo istotne,
gdyż jedna rasa cechuje się wysokim stopniem brutalności,
inna znacznym szaleństwem, a jeszcze inna wysoką
inteligencję. Powiem tylko, że przechodząc grę
przedstawicielką rodu Tremere rozwijałem ją w kierunku
hakerstwa {w grze mogłem sobie na to pozwolić, w realu
w grę nie wchodzi} i talentów niekoniecznie kojarzonych
z grzecznymi dziewczynkami. Proces nauki jest długi i
trwa CAŁĄ grę! Akcja gry osadzona została w czterech
najbardziej znanych dzielnicach Los Angeles. Tu też weźmiemy
udział częściowo w sposób niezamierzony w politycznej
rozgrywce wewnątrz hierarchii rodowej, która miała wyłonić
nowych liderów ich świata. W trakcie gry wykonamy
zadania ściśle związane z fabułą gry, jak i questy
poboczne. Niestety, tych drugich jest jak na mój gust o
dużo za mało, a szkoda, bo dodatkowe punkty za ich
wykonanie pomogłoby w kształtowaniu naszej postaci. W
trakcie gry szczególnie trzeba uważać prowadzone
rozmowy, z uwagi na możliwość dekonspiracji, lub, co
gorsza na spowodowanie jawnej wrogości innych klanów.
Należy przyznać, że fabuła wampirzej opowieści
świetnie została zaplanowana i trzeba mocno pogłówkować,
przed podejmowaniem kluczowych dla przebiegu gry decyzji,
jak chociażby kwestia przyłączenia się do konkretnego
klanu, lub też, co jest tutaj możliwe pozostanie z dala
od nich. Ta decyzja całkowicie suwerennie do Gracza należy!
Warto też wspomnieć, że w trakcie gry,że oprócz
rozwijania zdolności umysłowych, będziemy też kształtować
umiejętności walki. Możliwości tu są olbrzymie, od
walki białą bronią z japońską kataną na czele, a kończąc
na sporej ilości wszelkiej maści i rodzaju sprzętu
strzelającego. Tu także czasami pojawi się problem,
jakich „zabawek” użyć, aby wyeliminować
przeciwnika, gdyż tu nie ma baranków dobrowolnie
maszerujących na śmierć. Gwarantuję, nie raz Szanowni
Gracze ciśnienie podskoczy Wam gwałtownie, a i słowo
nieobyczajne z ust wyrwać się może. Zadania zlecone do
wykonania, jak i questy poboczne są znacznie zróżnicowane
pod względem trudności. Obok banalnie prostych są także
zadania tak „przybite”, że parę razy
zastanawiałem się, czy kontynuowanie gry jest celowe, z
uwagi na stan własnego systemu nerwowego. Faktem jest,
że „Vampire Masquerade: Bloodlines” przeszedłem
do dnia dzisiejszego dwa razy, a zamierzam jeszcze trzy.
Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, gra posiada nieliniową
fabułę i pięć zakończeń. W tej chwili już wiem, że
niektóre wątki można wyjaśnić w 100% tylko w wypadku
„trafienia” na właściwą ścieżkę ściśle
określoną przez Autorów gry. I to właśnie jest Piękne!
Co jeszcze można dodać? Ano, że lokacje są obszerne i
naprawdę jest, po czym chodzić, sporo jest postaci, które
jeśli nie są nawet pierwszoplanowe, to mogą mieć
znaczny wpływ na przebieg fabuły. I na koniec
przestroga: kierujcie się zasadą nieufności. Zdrada tu
jest dość powszechnym sposobem na załatwianie własnych
spraw, tak, więc nie bądźcie zdziwieni, gdy ktoś Was
„wystawi”! Pisząc ten materiał starannie
unikam konkretów o fabule. Wielokrotnie już to wyjaśniałem
i na tym poprzestanę. Tym z Graczy, którzy sięgną po
ten tytuł GWARANTUJĘ, – gdy kończyć będziecie
grę, żałować będziecie, że to JUŻ KONIEC!

Jak gra została wykonana? Delikatnie, bardzo delikatnie
ująłbym to tak: piekielnie nierówno. Soundrack gry
jest momentami genialny, ściśle związany z klimatem
fabuły. Zróżnicowanie muzyki też jest bardzo
szerokie, od hip – hopu, poprzez progresywny rock
do tak miłego mojemu sercu rasowego metalu. Pozostałe
elementy oprawy dźwiękowej też są na wysokim
poziomie. Głosy bohaterów, postaci, odgłosy otoczenia
to wszystko jest na najwyższym poziomie.
I to by było na tyle, jak mawiał profesor mniemanologii
stosowanej Jan Stanisławski. Oprawa graficzna to jest
historia nie z tej ziemi, pytanie tylko, z której? Gra
bazuje na engine Half – Life 2. Może to sugerować,
że wszystko jest ok. Pięknie wykonane modele postaci, z
dużą dbałością opracowane lokacje, gra cieni,
wszystko „górna półka”! Rosjanie mawiają
„No i chwatit” i to jest adekwatne określenie
sposobu efektywnego działania grafiki. Elementy piękne,
a jak przychodzi do konkretów to „starczy i
koniec, end, finito! Bez zainstalowanych patchy nawet nie
próbujcie grać w „Vampire Masquerade: Bloodlines”.
Gra funkcjonuje w sposób koszmarny, tak jakby w trakcie
prac końcowych wszyscy odpowiedzialni za ten rozdział
wykonania poszli na chorobowe! Zawieszenia systemu,
„zatrybienie” postaci o jakiś element w
lokacji, czasami wystarcza wejście za krzesło w barze i
można spokojnie resetować grę, tekstury, które
pojawiają się po to, aby zniknąć i na koniec to, co
najbardziej żałosne: czas doczytywania obszarów. To
jest klęska przy podniesionej kurtynie fachowców z od
grafiki Troika Games i dalej po prostu szkoda kontynuować
ten temat.
Biorąc pod uwagę ostatni segment tej recenzji można
postawić pytanie o celowość zakupu, a potem użytkowania
tej gry. Otóż warto i to bardzo, ponieważ, po
zainstalowaniu patcha bolączki opisane powyżej w
stopniu znacznym się redukują. „Vampire
Masquerade: Bloodlines” to naprawdę świetna gra z
doskonałą i co podkreślam nieliniową fabuła, doskonałą
muzyką i wielością możliwości ukończenia na różne
sposoby gry. Dla Fanów gatunku RPG jest to pozycja obowiązkowa
i nawet nie będę uzasadniał, dlaczego. W ciągu
ostatnich kilku lat wyszło niewiele gier mogących
konkurować z „ wampirzą maskaradą” i
to jest fakt niezaprzeczalny. Gra ta powinna tez przyciągnąć
zwolenników „mrocznych” klimatów”.

Niestety z opisywaną pozycją jest jeszcze jeden kłopot.
Długo zastanawiałem się, czy w ogóle poruszyć ten
temat, ale ostatnia wizyta moja w „Empiku”
przełamała moje wątpliwości. Otóż zobaczyłem na półkach
pudełka z „Vampire Masquerade:Bloodlines”.
Zakurzone,zszarzałe o wyblakłych kolorach Straszyły! Głównie
ceną: o ile pamiętam 144 PLN, lub coś blisko koło
tego. Dla porządku przypomnę, że w dniu premiery
– 26 listopada 2004 r. ta gra kosztowała 169 PLN.
Teraz mamy luty 2006 r. tak, więc z prostego działania
matematycznego wynika, że gra w ciągu bez mała 1,5
roku staniała „aż” o 25 PLN i dalej
starzeje się w bezruchu na półkach. W tym wypadku
EMPIK jako Dystrybutor wykazał się mentalnością Burka
łańcuchowego co to „sam nie zeżre, ale i
drugiemu nie da!”. Zdumiony jestem taką postawą
Empiku, tym bardziej, że mam o nim jako Instytucji na
naszym rynku medialnym wysokie zdanie. Kto stracił? Na
wskutek zaporowej ceny Gracze, którzy zrezygnowali z
zakupu legalnej gry, oraz sam EMPIK, bo gra jak wspomniałem
leży, zamiast się sprzedawać ku obustronnej radości.
Kto zarobił? PIRACI !!!!!!!!! Rżnęli to grę w przemysłowych
ilościach, bo udało się obejść zabezpieczenia
wykorzystaniem wirtualnego napędu. Pora, by poniektórzy
decydenci w branży medialnej, a szczególnie zajmujący
się dystrybucją gier przyswoili sobie podstawową prawdę,
że komputer PC przestał być wykładnikiem stopnia zamożności
właściciela i to nie dla tego, że Polacy stali się
nagle bogatym narodem. Znakomita większość komputerów
w Polsce kupowana jest „ na raty” i ludzie
latami spłacają ten zakup i czynią to po to, aby
ich dzieci miały lepsze możliwości nauki i dostępu do
informacji. Gry są na samym końcu do wykorzystania.
Myślenie w kategoriach, że salony Empików w całej
Polsce pełne są ludzi chcących zapłacić za grę i to
już lekko starszą prawie 150 PLN jest myśleniem
irracjonalnym i oderwanym od rzeczywistości. To właśnie
jest napychanie kieszeni kasą Piratom wszelkiej maści!
Ten fragment dedykuję Właściwym Osobom do rozważenia,
gdyż jest to PROBLEM Który właśnie ONI winni rozwiązać
z pożytkiem dla potencjalnych klientów.
Tym optymistycznym akcentem kończę, zachęcając Graczy
Wszystkich do wejścia na „wampirzą ścieżkę”,
gdyż tylko tu naprawdę możecie zaistnieć jako ten
zdeklarowanie „zły typ”, a i parę kropel
krwi podobno poprawia krążenie!
|