Recenzje

Autor tekstu: Papkin
Gatunek: przygodowa
Producent: Niko
Dystrybutor: LEM
Wymagania:
???

Crazy Frog Racer

Jak śpiewała żaba Monika „Kulfon, Kulfon co z Ciebie wyrośnie, marti się już od tygodnia”
Jak śpiewała żaba Rodowicza „Kolorowych Jarmarków, Ratatata”.
Jak śpiewała żaba Szalona „Don, dong, dong…”.


Fragment książki „Płazy w Polsce i na świecie”.


Jaki jest każdy widzi- mały, denerwujący, a do tego ma liczne braki w uzębieniu. Jak niepozorny irytant stał się idolem nastolatek i gwiazdą komórek, nie wie nikt, prócz, rzecz jasna, specy od marketingu. Teledysk krążył po telewizji jak pocisk wystrzelony z karabinu maszynowego ku gumowym ścianom. Żabon uciekał przed robotem na swym niewidzialnym… hmmm… ścigaczu, wesoło podrygując. Materiał na przebój?

Może i tak, bowiem Frogomania uderzyła niby taran we wrota, nawet w nasz, komputerowy rynek, czego owocem jest gra Crazy Frog Racer (tu oklaski). Idea była prosta jak konstrukcja cepa- stworzyć wyścigi pełne zakręconych postaci, krętych tras, rozmaitych znajżdżek, no i przyozdobić całość wizerunkiem Szalonego. Jednak samo wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

 


Crazy Frog Racer to gra, którą znasz na wylot po minucie, a po półtorej modlisz się, aby o niej zapomnieć. Właściwie już po kilku chwilach chętnie spłodził bym reckę, ale, redaktorski obiwązek, trzeba było mi poprzerywać w towarzystwie Ellie, Grima, Froga i spółki dłużej, dura lex, sed lex. Postaci jest raptem kilka, do tego niezbyt imponujących. Różnią się jednak pewne statystyki. Nie wiem jednak, co za „geniusz” powymyślał te potworki. Dość powiedzieć, że Frog jest t jedną z mniej poronionych sylwetek. Oprawa przypomina to, co widzieliśmy u przeciętniaków parę ładnych lat temu. Kanciaste modele, ubogie mapy… Aż się, że tak powiem, rzygać chce na widok niektórych „cudów” wysmażonych przez mądrych inaczej programistów. Systemu kolizji, oczywiście brak. Gdy uderzysz w Szaloną krowę Martę, czy Bobo- wielkiego murzyna z zamiłowaniem do biżuterii, tudzież innego zawodnika, usłyszysz jedynie jęk i twój bolid „zsunie się” nie robiąc nikomu krzywdy. Sam dźwięk brzmi zresztą tak głupio, że miałem ochotę walnąć się młotkiem w głowę i skrócić swoje męczarnie z grą.

Hucznie zapowiadane powerupy, możemy podzielić na trzy grupy. Są więc rozmaite przeszkadzajki, które rozstawiamy po planszy i które sprawiają, że wróg na chwilę traci sterowność, rakiety i pociski, używane w wiadomym celu no i bonus podnoszący naszą szybkość, ażebyśmy zostawili przygłupawą konkurencję w tyle (tu znów autor kieruje subtelną aluzję w stronę AI)… Nie za dużo tego, a i tak uzbrojeniu brakuje ikry. Poza tym ma się wrażenie, że nie ma ono realnego wpływu na rozgrywkę. Owszem, może na chwilę opóźnić konkurencję, ale… to naprawdę krótki moment.


Trasy są równie różnorodne, jak fryzury braci Kaczyńskich. Stylistyką nawiązują do słynnego teledysku, ale zdecydowanie mało różnią się od siebie. Nowalijki na kolejnych torach są skrzętnie ukryte.. Jesteśmy skazani na jazdę po brzydkim mieście przyszłości, pełnym zakręconych ulic. Swoją drogą jest też w grze (kolejna) bardzo irytująca rzecz- mianowicie często trasa nie ma barierki, tudzież w locie musisz trafić na odpowiednią drogę. Bardzo łatwo wówczas z toru „wypaść”, co kończy się utratą pozycji i zaczynaniem z zerowej prędkości na jednym ze skrawków mapy. Mało tego, jakoś wróg wykazuje się olbrzymim poczuciem równowagi i nigdy w ten sposób nie wypadnie, no, chyba, że naprawdę pozostawisz mu jakieś zatrzęsienie pułapek blisko rozpadliny…

Do „Poczetu wad Crazy Frog Racer” należy doliczyć także, o zgrozo, fatalną muzykę. Jak w grze opartej na takim bohaterze mogą występować gniotki, sprawiające, że ma się ochotę wyłączyć głośniki, nie rozumiem. Podczas rajdu towarzyszą nam skoczne, zapętlające się melodyjki, które mogłyby z powodzeniem zastąpić słynną, chińską torturę wody… Brrr- a te odgłosy wydawane przez naszych zawodników? Aż idzie odinstalować grę za same jęki i stęki takiej Ellie. Gra na podzielonym ekranie, czy znana w telewizji ucieczka przed robotem nie ratują sytuacji.

Naturalnie w całej tej beczce dziegdziu udało mi się upatrzeć kilku, o zgrozo, zalet. Tak więc… Ekhm… (wyciąga maleńką karteczkę). Na plus należy zaliczyć tryb Jukebox, w którym możemy odsłuchać kilku fajnych utworów i zobaczyć tańczącą w ich rytm postać Froga (niestety, cały czas wykonuje on te same ruchy i nie ma specjalnego tańca dla każdej z melodi, przez co często gubi rytm). Poza tym… No, niech będzie, raz czy dwa, gdy zapomnieć o licznych niedoróbkach dało się nawet jakoś grę ścierpieć. Czy wspomniałem o ładnym menu?

Ręce i wszystko inne opada. Chciałem recenzję napisac w sposób zabawny-, niestety, nie wyszło. Chciałem w wesoły – też nie. Oferuję więc wam tutaj przygnębiający ton zawiedzionego recenzenta… Masz wolne 50 złotych? Wydaj je na cokolwiek innego, byle nie na Crazy Froga…

  

 Crazy Frog Racer

ocena

 grafika 4  muzyka 4  grywalność 2

2


+ Hahahaha! Plusy?

- Obawiam się, że zabrakloby mi miejsca na wypisanie wszystkich.