Skool Daze: Klass of 99
Producent: Microsphere
Rok wydania: 1999
Czy ktoś z Was w ogóle pamięta jeszcze coś takiego jak Skool Daze? To ten tytuł, w którym wcielamy się w rolę niezbyt posłusznego ucznia pewnej szkoły, który za wszelką cenę próbuje włamać się do szkolnego komputera i wymazać stamtąd wszelkie negatywne uwagi o swym zachowaniu. Pierwowzór został wydany jeszcze w latach 80. na ZX Spectrum, zaś opisywana gra to jej remake.
Pomysł jest ten sam, zasady również podobne. Musimy odnaleźć hasło dające dostęp do bazy danych. Jak? A tu jest problem - wiadomo jedynie, że litery przyporządkowane są odpowiednim nauczycielom i są porozrzucane po szkole. Wszelkie chwyty dozwolone (łącznie z biciem uczniów, strzelaniem z procy i podkradaniem bomb z kanciapy woźnego), lecz pamiętaj - nauczyciele bacznie Cię obserwują i za każde zauważone przewinienie dostaniesz karę kilkuset linijek do napisania. A 10 tys. oznacza wywalenie ze szkoły. Dla ułatwienia dodam, że istnieje sposób na zmniejszenia tej liczby.
Jeśli wciąż musisz użerać się z nauczycielami i wcale za tym nie przepadasz - uruchom Skool Daze i daj im popalić. Jeśli masz to już dawno za sobą - zrób to samo i przypomnij sobie czasy młodości. Swoją drogą - gra bardzo na czasie w momencie, gdy wyszedł Bully w wersji na pecety.
Rockstar
Producent: Wizard Games
Rok wydania: 1989
Któż z nas nie chciał kiedyś (lub nadal nie chce) zostać gwiazdą rocka? Mało takich, którym nie marzy się niekończąca się impreza, koncerty, fani, napalone groupies i hektolitry alkoholu. Ta gra daje możliwość sprawdzenia, czy taka kariera jest nam pisana. Ujmę to w ten sposób - jeśli przeżyjesz w tej grze więcej niż 5 lat, nadajesz się.
Grę zaczynamy właściwie od zera. Mamy swoją kapelę i robimy wszystko, żeby się wybić. Dzięki odpowiedniemu gospodarowaniu kasą oraz nagrywaniem i wydawaniem płyt w jak najlepszych momentach naprawdę da się osiągnąć sukces. Na początku na swoim podwórku, ale z czasem stajemy się coraz sławniejsi na całym świecie.
Do sukcesu potrzebna jest też kreatywność, a tę można odpowiednio stymulować - za pomocą używek. Bez nich wprawdzie nasz avatar jest w świetnej kondycji psychofizycznej, ale nie ma co liczyć, że będzie pisał utwór za utworem. Gorzej jak przeholujemy w drugą stronę - bo wtedy po prostu umieramy. Śmiercią rockandrollowca. Ewentualnie trafiamy na odwyk.
Mimo że Rockstar to gra… tekstowa to warto się z nią zapoznać. Może będzie motywacją dla ambitnych, ale nieśmiałych zespołów? No cóż, teraz raczej nie, ale w dniu premiery musiało działać na wyobraźnię.
Alien Breed: Tower Assault
Producent: Team 17
Rok wydania: 1995
Całkiem niedawno studio Team 17 ogłosiło, że postanawia wskrzesić serię Alien Breed. Wielu wyraziło zdziwienie z zaistniałej sytuacji, ba, niektórzy o tej grze nawet nie słyszeli. Śpieszę więc z pomocą!
Alien Breed to nic innego jak oldschoolowa strzelanka w klimatach kultowych już filmów "Alien". Gra jest okropnie długa, czeka n nas blisko pięćdziesiąt poziomów, które możemy przejść - według twórców - na ponad 250 sposobów. Tower Assault to shooter zrealizowany w konwencji 2D, dlatego też naszego bohatera widzimy z góry, jednak to w niczym nie przeszkadza, bo grafika jak na tamtejsze czasy jest bardzo ładna i czytelna. Jednak Alien Breed serwuje nam nie tylko możliwość wpakowania we wrogów wiader ołowiu, ale także rozrywkę dla naszego umysłu. Są to jednak raczej nieskomplikowane zagadki, czasem także trafiają się zadania typu "znajdź jakiś przedmiot bądź osobę", co urozmaica i tak już ciekawą rozgrywkę.
Co tu dużo mówić: Alien Breed: Tower Assault to klasyka przez duże "k". W tą produkcję po prostu trzeba zagrać. Mimo trzynastu lat na karku w sieci wciąż można znaleźć niemałą grupę zapaleńców po raz pięćdziesiąty pokonują plansze, odkrywając zawsze coś nowego. Naprawdę warto!
Lode Runner: The Legend Returns
Producent: Pressage Software
Rok wydania: 1994
Pamiętam tą grę jeszcze z nie tak zamierzchłych czasów, kiedy na wielu polskich bazarach można było dostać poczciwego Pegasusa za kilka złociszy. Praktycznie na każdym kartridżu do tej konsolki można znajdowała się Lode Runner, jedna z najlepszych gier sprezentowanych dla NES-ów. Co się jednak okazuje: na Pececie ta produkcja jest jeszcze lepsza!
Na czym to polega? Nic prostszego: mały człowieczek ma za zadanie zebrać wszystkie walające się po całej planszy kosztowności. Próbują mu w tym przeszkodzić liczne zastępy przeciwników, przed którymi bohater musi uciekać albo wpędzić je w pułapkę. Do tego celu używa lasera-wypalacza podłoża, do których głupiutkie stworki wpadają i zostają tam na wieki wieków. Chyba że zdołają wyskoczyć.
W odnowionej przez Pressage Software wersji wielkiego hitu z Commodore'a daje się zauważyć przede wszystkim poprawioną grafikę wyświetlaną w wysokiej rozdzielczości, dzięki czemu przygody Lode Runnera stają się jeszcze bardziej przystępne dla współczesnego gracza. Naprawdę warto ściągnąć i zobaczyć, dlaczego ta niepozorna produkcja była kiedyś wielkim hitem.
Opisywali: Piotr ‘sylveck' Selwestrowicz i Amadeusz ‘ElMundo' Cyganek

