W każdym razie próbujesz. Próbujesz zatopić się w świat dziwnej Pustki i Niebytu. Świat snu i onirycznych wizji, wizji tych pozbawionych. Spoglądasz na krainę, pośrodku której stanąłeś nagi i bez pamięci. Co tutaj robisz, nie masz pojęcia. Wśród delikatnych odgłosów odmętu spotykasz Ją - Siostrę. Równie nagą jak ty. Strażniczkę Barw, żywy Klucz. Powierzycielkę Serc.
I tak zaczyna się twoja przygoda w świecie Niebytu, w którym nic nie jest istotne poza Barwami, nadającymi mu sens i żywot. Bez barw wszystko umiera, tonie w nicości. Umierasz i Ty, skazany na nieustającą walkę z czasem i… znużeniem, zakrapianym psychodelicznym sosem.
Tension kreowany był na swoiste wydarzenie roku w przygodówkowym światku. Grę pełną filozoficznych aluzji, przepełnioną poezją Maksymiliana Wołoszyna i klimatami ocierającymi się o międzywojenny surrealizm. Erotyczny survival horror połączony z zaawansowanym randkowaniem z wyżej wymienionymi Siostrami. Co z tego pozostało? W sumie niewiele.
"Turgor" rosyjskich twórców Psychodelic nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Jest cieniem samego siebie w jeszcze większym stopniu niż Spore czy Fable. W zasadzie stanowi pozycję kompletnie niegrywalną i przeznaczoną dla wyjątkowo wąskiego grona odbiorców, dla którego szczytem ekscytacji jest przemierzanie pustych krain wśród paskudnych tekstur w poszukiwaniu równie pustych wrażeń.
Indziej gdzieś śnimy i przemijamy, czas powiekom naszym przydaje zwidzenia. Nieboskłon sny spija i wizje przywdziewa, świat wciąż nowymi widzisz barwami.
Tyle jeżeli chodzi o Luisa de Camoesa. Przepiękny poemat w wykonaniu głównej narratorki przybiera postać patetyczną na wskroś przypominającą recytacje z peerelowskich szkolnych apeli, podczas których młodzież z bożą iskrą w piersi dumnie recytowała Puszkina. Prawdziwej Poezji bowiem w Tension nie ma. Jest jedynie iluzja. Złudzenie.
Świat, który przemierzamy, niestety nie wciąga i nie pochłania. Prawdziwa magia drzemie obecnie w takich tytułach jak najnowszy Prince of Persia, którego sama oprawa stanowi majstersztyk, a animacja sięga doskonałości. W Tension w zasadzie nie dzieje się nic wartego uwagi.
Zbieranie barw i ich przetwarzanie w specjalnych sercach, a następnie przenoszenie tak wytworzonej kolorowej limfy do Barwnicy jest cokolwiek irytujące i nużące. Malowanie grafemów opartych o gesty myszy mogło być ciekawe, gdyby zostało lepiej wykonane i zaaplikowane w mechanikę świata. Samo wpadnięcie na to, jak nabarwić drzewo w ogrodzie, zajęło mi kilkanaście podejść.
Przemierzamy więc świat, który miast poezją napełnia nas irytacją i pogłębiającą się frustracją. Spotykamy kolejną Siostrę, a jej równie patetyczne jak wcześniej monologi przyprawiają nas o ziewanie. My oczywiście słowa wypowiedzieć nie jesteśmy w stanie.
Wzmiankowane Siostry stanowić miały jeden z najmocniejszych punktów produkcji Ice-Pick Lodge, niestety, pogrążają go jeszcze bardziej. Modele postaci wykonane są wręcz archaicznie, przy mówieniu nie poruszają ustami, zamiast porażać pięknem - momentami porażają swoją brzydotą.
Na czym polega konwersacja z tymiż to lubieżnymi w cudzysłowie istotami? Na napełnianiu ich barwami. Czytaj: zbieraniu kolorów, przetwarzaniu ich, a następnie wykonywaniu odpowiednich gestów myszy nad rozciągniętą na różanym posłaniu lub w innym miejscu dziewoją. Brzmi ekscytująco…
Sama oprawa jest równie ascetyczna, co mechanika rozgrywki. Dominują szarości i brudne tekstury. Zdarzy się również jakaś czerń i odrobina brązu. No bo w końcu przemierzamy świat mrocznej otchłani snu. Oczywiście zdarzają się komnaty bardziej kolorowe, osnute złotem lub błękitem, nie zmienia to jednakże faktu, że sama oprawa do gry zbyt optymistycznie nie nastraja.
Na uwagę zasługują głosy lektorek. Techland znany jest ze świetnych lokalizacji (vide: eXperience 112), tym razem jednak do końca nie wyszło. Głosy - zamiast budować klimat - burzą go nazbyt poważnym i emfatycznym podejściem do odczytywanych kwestii. Można by rzec - standard. Zdecydowanie na plus przemawia za to jakość wydania. Kolorowa instrukcja, poradnik i tomik wierszy. Do tego dodatkowa płyta audio z ponad godziną utworów muzycznych.
Tension ma w sobie potencjał. Zawiera iluzję dzieła niespotykanego i ponadczasowego, jakby podróży w inny wymiar naszej egzystencji. I być może znajdą się osoby na tyle cierpliwe i wytrwałe, które tytuł ten pochłonie bez reszty. Niestety, w moim przypadku zamiast dzieła wybitnego otrzymałem pseudopoetycki i kompletnie niegrywany pasztet na granicy kiczu. Czyli swoistą, grową wersję Inland Empire.
