Arkanoid 2: Revenge of Doh
Producent: Taito
Rok wydania: 1988
Jedna z najstarszych gier w historii doczekała się sequela. Mimo że istota rozgrywki pozostała niezmieniona, gra nadal bawi, cieszy i wciąga. Mimo że grafika jest okropna.
Włączając tego Arkanoida, w pierwszej chwili mnie odrzuciło. Wizualnie ta gra nadaje się do antykwariatu, specjalnie opakowana i z nalepką "Ruszać tylko w stanie nagłej potrzeby". Jeśli jednak pokonamy początkowe przeciwności, znów będzie nam dane przeżyć kilkanaście magicznych minut, w których gracz zapomina o bożym świecie i wtapia się w ekran monitora. Odbijanie piłeczek i zdobywanie kolejnych profitów ruszając deseczką jest zajmujące, ale nie na dłuższą metę. Wykonanie, wtedy pierwsza liga, teraz skutecznie odstrasza potencjalnych graczy. Ale tak samo powiemy za piętnaście lat o Crysisie, to naturalna kolej rzeczy. Jeśli dla kogoś nie jest ważne to, co widzi - może spróbować.
Assault Trooper
Producent: Webfoot Technologies
Rok wydania: 1997
Czy ktokolwiek z Was pamięta grę Cannon Fodder? Jeśli tak - wiecie o co chodzi. A jeśli nie, to spieszę z wyjaśnieniami.
Ta gra to nic innego jak buszowanie po pustyniach i innych lokacjach z kałaszem w ręku i odstrzelanie kacz… ludzi. Poruszamy się zlepkiem pikseli, który za wszelką cenę musi wyeliminować każdą jednostkę, która się rusza. Ale są też takie misje, które wymagają odrobiny sprytu. Musimy odbić jednego z zakładników czy załatwić bossa, który czai się niczym świętej (?) pamięci Saddam Husajn. Gra technicznie prezentuje dno, mimo że powstała stosunkowo niedawno, bo jedenaście lat temu. Nie dziwne, że tak szybko uzyskała status abandonware, bo zainteresowanie nią było znikome. Ale w Assault Troopera momentami gra się całkiem nieźle, a zadania potrafią być wyzwaniem. W wolnych chwilach i z braku gier - warto spróbować.
ElMundo
Winter Challenge
Producent: Mindscape Inc.
Rok wydania: 1991
Na dworze skwar sączy się z nieba, zupełnie jakby bogowie chcieli się na nas zemścić za protesty w Tybecie, dziurę ozonową i wysoką inflację na Bliskim Wschodzie. Słowem - Antonio, facaldo! Może zimnej herbatki? Nie, tu pomóc może tylko zimno francuskiego Albertville - czas na igrzyska! Szkoda, że ten lód jest jedynie wirtualny - chętnie bym się do niego przytulił albo chociaż wystawił na śnieg sypiący się spod nart sportowców.
Twórcy oddali nam do dyspozycji może niezbyt liczną, ale w zupełności wystarczającą reprezentację dyscyplin - mamy więc możliwość wystartowania w zjeździe, supergigancie, bobslejach, saneczkarstwie, sprincie narciarskim, biathlonie, łyżwiarstwie szybkim oraz, oczywiście, skokach narciarskich. Sterowanie, oparte na kursorach i klawiszu enter, jest niezwykle proste i intuicyjne, już po paru próbach łatwo się przyzwyczaić. Ale już osiągnięcie mistrzostwa to w niektórych z nich karkołomne zadanie. Szczególnie trudne jest w biathlonie, bo strzelanie zostało, według mnie, niepotrzebnie utrudnione przez chory na Parkinsona celownik.
Dzięki znakomitej jak na tamte czasy oprawie graficznej, niektóre dyscypliny przynieść nam mogą naprawdę mnóstwo radości, szczególnie zjazd i slalom - oczywiście, nie ma co porównywać wrażenia pędu z tym np. z Winter Sports 2008, ale nie jest źle. Grafika, choć kanciasta, cieszy oko. Tylko skocznia wygląda, jakby była usypana w przeddzień zawodów, ale to drobnostka.
I po co wydawać te 100 zł na nowy produkt, skoro "stare-ale-jare" bronią się od ponad 15 lat? Sam w podsumowaniu mojej recenzji wspomnianego Winter Sports napisałem, że polecam gry sprzed ponad dekady, o ile ktoś nie rzyga nie widok pikseli. Moje słowa wciąż są aktualne.
Dyna Blaster
Producent: Hudson Soft Company, Ltd.
Rok wydania: 1992
Kto z Was nie grał w Dyna Blaster, niechaj rzuci we mnie kamieniem. Ała! No dobrze, inaczej - kto z Was nie zna tego tytułu, chociażby po screenach? Tak też myślałem.
Tak więc nasz pulchny towarzysz, ubrany w dziwny kombinezon, wyrusza w świat, by uratować swą dziewczynę, porwaną przez... (złowroga cisza)... SMOKA. Oryginalnie, nieprawdaż? Najciekawsze jednak jest to, jak wygląda jego wyprawa. Otóż bohater trafia na dziesiątki, o ile nie setki, poziomów, wypełnionych po brzegi klockami do wysadzenia i potworami, też do wysadzenia. Cała filozofia polega na tym, że musimy spacyfikować wszystkie stworzenia na mapie oprócz nas samych, odkryć pod gruzami zniszczonych przez nas klocków portal i ewentualnie jakieś bonusy (np. zwiększające zasięg podkładanych bomb czy naszą szybkość poruszania się). Że niby to filozofia żadna? Nic bardziej mylnego - na dalszych etapach w ferworze walki łatwo o prosty błąd, który wystawia nas na szkodliwe działanie ładunków wybuchowych czy pcha wprost w objęcia sympatycznego (z pozoru) stworka. Ruszać się trzeba żwawo i ostrożnie, acz szybko podejmować decyzje.
Dzięki miłej dla oka grafice tytuł wciąga z miejsca i nie daje odejść od komputera. Jedna z najlepszych tego typu gier, jaka została wydana na PC (i nie tylko). Grać, nie umierać.
sylveck
