ElMundo: Grupa A miała tylko jednego faworyta: Portugalię. Ekipa Luisa Felipe Scolariego miała gładko wygrać pierwsze trzy mecze i spokojnie myśleć o ćwierćfinałach. Plan został wypełniony prawie w całości, chociaż wynik meczu ze Szwajcarią nie był istotny po wcześniejszych zwycięstwach nad Turcją 2:0 i Czechami 3:1. Drugie miejsce w grupie zajęła niespodziewanie Turcja. Początek turnieju nie zapowiadał końcowego sukcesu. Po porażce z Portugalią w meczu inaugurującym podopieczni Fatima Terima grali mecz o wszystko ze Szwajcarią, szczęśliwie wygrany w ostatniej minucie po strzale Ardy Turana. W meczu z Czechami, który miał zadecydować o zajęciu przez jedną z tych drużyn drugiego miejsca, znów dopisało niebywałe szczęście. W ostatnich minutach po fatalnym błędzie Petra Cecha i kapitalnym strzale Nihata Kahveciego Turcy zwyciężyli 3:2 i awansowali dalej. Czesi są wielkimi przegranymi tej imprezy. Po zwycięstwie nad Szwajcarią podopieczni Karela Brucknera byli już prawie pewni awansu, ale jak wiadomo dopóki piłka jest w grze, dopóty wszystko jest możliwe. Nasi południowi sąsiedzi przegrali kolejne dwa mecze i pożegnali się z Euro. Z kolei Szwajcaria, mimo że była współgospodarzem imprezy, od początku była uważana za czerwoną latarnię w tej grupie i na ostatnim miejscu zakończyła udział w mistrzostwach. Chociaż kto wie, jak mogłaby się potoczyć sytuacja, gdyby nie kontuzja czołowego snajpera zespołu prowadzonego przez Jakoba Kuhna, Alexandra Freia.
Adamoo: Moim zdaniem, najsłabsza grupa. Nie mieliśmy w niej żadnego ciekawego meczu, który od początku do końca mógł zachwycić. Portugalia bez wysiłku wyszła z grupy, Czesi zawiedli na całej linii nie pokazując nic ciekawego, Szwajcaria, która może i grała ambitnie, ale na Euro to jednak za mało, no i na koniec Turcja, która swoje mecze wygrała tylko i wyłącznie dzięki błędom przeciwnika. W pierwszym meczu Portugalia błędów nie popełniała, wszystkie swoje sytuacje wykorzystała - jaki efekt? 2:0 dla ekipy Scolariego. Później Turkom pomogło szczęście, Szwajcaria w meczu na wodzie nie wykorzystała kilku setek, w tym kontry, kiedy na bramkę strzeżoną przez Volkana Demirela ruszyło czterech (czterech!) Szwajcarów, a przeszkadzał im tylko jeden turecki obrońca. Ostatni mecz to przede wszystkim ogromne frajerstwo naszych południowych sąsiadów, którzy prowadząc 2:0, stracili 3 gole. Ktoś powie, że szczęście sprzyja lepszym - być może. Najgorsze jest to, że to "szczęście" trzymało się jeszcze Turków długo…
ElMundo: Grupa B miała być Nasza. Polska. Zwycięska. Jaka była w rzeczywistości? Porażką, wstydem i hańbą. Polacy zagrali chyba najmniej widowiskową piłkę na tych mistrzostwach. Sprezentowali nam anty-futbol. Na nic zdadzą się narzekania na decyzje kultowego już w kręgach polskich kibiców arbitra Howarda Webba. Biało-Czerwoni po raz kolejny na wielkiej imprezie ponieśli sromotną klęskę. Najpierw nasze nadzieje szybko zweryfikowali Niemcy, a konkretnie Podolski. Drugi mecz to koncert brytyjskiego arbitra Webba, któremu polscy kibice wróżą szybką śmierć przez rozstrzelanie. Angielscy funkcjonariusze do tego stopnia wzięli sobie te pogróżki do serca, że zapewnili temu panu ochronę. Wiadomo, do czego Polak jest zdolny. Trzeci mecz to spotkanie o honor, chociaż nikła szansa na awans była. Ale teraz z ręką na sercu: kto wierzył w to, że Austria wygra z Niemcami? Chyba nikt, bo takie coś musiałoby być rozpatrywane w kategoriach cudu nad Woerthersee. Bóg nie pomógł, Polacy spakowali walizki i bez krzty honoru rozjechali się po klubach zamiast wspólnie powrócić do domu wyczarterowanym samolotem. Jednak to nie jedyne kontrowersje związane z występem Polaków na Euro. Prawda, Adamoo?
Adamoo: A ja z Tobą, ElMundo, się nie zgodzę. Owszem, wynik był taki, jak zawsze - czyli brak awansu z grupy i szybki powrót do domu, jednak gra zdecydowanie lepsza niż na ostatniej imprezie w Niemczech. Z reprezentacją Niemiec graliśmy przez dłuższy czas jak równy z równym, zaś o porażce zdecydował błąd Pawła Golańskiego, który przyczynił się do straty drugiej bramki, brak skuteczności, a także pomyłka sędziego liniowego, który odgwizdał spalonego Ebiego Smolarka, którego, jak się potem okazało, nie było. Wiadomo, gdyby Polacy zagrali świetnie, to o takich drobiazgach nikt by nie pamiętał, ale mimo wszystko postęp jest znaczący. Z Austrią złe było tylko pierwsze pół godziny, potem po zdobytej bramce zaczęliśmy grać znacznie lepiej, mieliśmy ogromną przewagę, ale sędzia Webb po prostu nam zwycięstwo zabrał. Znowu można powiedzieć, że gdybyśmy sami wcześniej strzelili trzy gole, to nie byłoby sprawy, jednak sędzia na takiej imprezie nie może popełniać takich błędów! Mecz z Chorwacją był meczem o honor, ale zagraliśmy najsłabsze spotkanie - bez woli walki, ambicji i chęci. Zastanawiał mnie także fakt, dlaczego zagraliśmy tylko jednym napastnikiem, skoro wiadome było, że musimy atakować?
ElMundo: Tego nawet najstarsi górale nie wiedzą, a po ostatnich wypowiedziach można wywnioskować, że nawet sam Leo Beenhakker nie do końca wiedział, co robi. Efekty mówią same za siebie: 1 punkt, 1 bramka strzelona, 5 straconych. Kto za to odpowiada? Przede wszystkim piłkarze. Zawiódł przede wszystkim nasz motor napędowy z eliminacji, Jacek Krzynówek. Nasz skrzydłowy "imponował" nieskutecznością. Jego strzał, przedtem firmowy znak "Krzynia", teraz szybowały daleko obok bramki przeciwników, czego doskonałym przykładem jest sytuacja z pierwszej minuty meczu z Niemcami, gdy z szesnastu metrów Jacek posłał piłkę w trybuny. Kolejnym negatywnym bohaterem był Mariusz Lewandowski. Piłkarz Szachtara Donieck był cieniem samego siebie. Niedokładne podania, niecelne strzały i brutalne faule. Fatalny występ na boiskach w Klagenfurcie i Wiedniu. Równie słabo zagrała nasza linia defensywna. Mariusz Jop i Paweł Golański w ogóle nie powinni pojawić się w składzie na ME. Zagrali fatalnie i po ich błędach Polacy tracili ważne bramki. Winą za nieudane mistrzostwa należy też obarczyć sztab trenerski, szczególnie panów od przygotowania fizycznego. Duet Hoek-Lindemann inkasował bajońskie sumy, a mimo to Polacy przegrywali każdy pojedynek biegowy, słabo strzelali. Jeśli to było przygotowanie w oparciu o zestawy ćwiczeń z NASA, to boję się myśleć, co biedni kosmonauci musieli cierpieć podczas ekspedycji kosmicznych. Na szczęście w polskiej reprezentacji były też pozytywy…
Adamoo: Niestety tylko dwa. Pierwszy z nich to oczywiście Artur Boruc, który był w kapitalnej formie i udowodnił, że jest jednym z najlepszych bramkarzy na świecie. Jego parady w meczu z Niemcami, szczególnie efektownie obroniony strzał Ballacka, długo pozostaną w pamięci kibiców. Gdyby nie on, w meczu z Austrią, już po 20 minutach przegrywalibyśmy z 3:0. Niestety, Artur sam nam meczu nie wygra. W tym miał nam pomóc nowy Polak, czyli Jasiu Rogerowski (w pewnych kręgach zwany również Rogerem Pereiro ;)). Kiedy pojawił się w drugiej połowie meczu z Niemcami, nasza gra ofensywna wyglądała znacznie lepiej. Roger nie bał się efektownych dryblingów, dobrych podań czy też groźnych strzałów. Chociaż w meczu z Austrią na początku był niewidoczny, to właśnie on nam dał prowadzenie. Niestety, czasami wydawało się, że jego partnerzy nie nadążali za jego grą i tylko stali w miejscu, zamiast pokazywać się na wolnej pozycji.
ElMundo: Ale jak wiadomo, nie samą Polską żyła grupa B. Chorwaci nie byli faworytami, ba, niektórzy skazywali zespół Slavena Bilicia na pożarcie. Tymczasem piłkarze pokazali charakter i wyszli zwycięsko z trzech potyczek, zajmując pierwsze miejsce w grupie. Największym zaskoczeniem było zwycięstwo z Niemcami 2:1, ale trzeba powiedzieć, że w pełni na nie zasłużyli. Zagrali dobrą piłkę w każdym z trzech meczów i to wystarczyło, by z wyjść z pierwszego miejsca. Drugą pozycję zajęli nasi zachodni sąsiedzi, w które ogromny wkład mieli "nasi" piłkarze: Podolski i Klose. To oni "ciągnęli" grę niemieckiej reprezentacji i po ich strzałach najczęściej padały bramki. Podopieczni Joachima Loewa bez większego wysiłku zajęli drugie miejsce. Na podium, ale jednak bez awansu pozostała reprezentacja Austrii. Drużyna bez gwiazd, ale jednak solidny zespół, który napędził strachu Chorwacji, ale też nad którym świeciła gwiazdka pomyślności po pamiętnej decyzji Howarda Webba. Ogólnie jednak drużyna grająca bez wyrazu, trener Hickersberger niczym nie zaskoczył.
Adamoo: Grupa C należała do Holandii. Nie ma sensu pisać o beznadziejnej Francji, która na tych mistrzostwach zagrała gorzej od nas czy też o Rumunii, która również niczym nie zaskoczyła. Zostają jeszcze Włosi, ale oni w fazie grupowej też nic ciekawego nie zaprezentowali. To, co pokazała ekipa Marco Van Bastena, to tzw. football totalny. Niesamowicie ofensywna, przyjemna dla oka gra, mnóstwo dokładnych podań, strzałów, gole, efektowne sztuczki - poezja! Holendrzy w pierwszym meczu bezproblemowo poradzili sobie z Włochami, strzelając mistrzom świata aż 3 bramki, nie tracąc przy tym żadnej! Kolejne mecze były jeszcze lepsze. Zwycięstwo z Francją aż 4:1 i na zakończenie 2:0 z Rumunią. Warto zaznaczyć, że w tym ostatnim meczu Holandia grała rezerwowym składem! Po tych trzech meczach nikt nie miał wątpliwości - Oranje idą po Mistrza!
ElMundo: Grupa D to czwórka zespołów, które miały wreszcie pokazać, na co je stać. Hiszpania miała w końcu udowodnić, że jest najlepsza i dumnie kroczyć po triumf w Euro. Wspaniałe zwycięstwa nad pozostałymi reprezentacjami pokazały, na co stać podopiecznych Luisa Aragonesa. W życiowej formie są napastnicy - David Villa i Fernando Torres. Rosjanie niespodziewanie awansowali z drugiego miejsca. Skazywani na ostatnie miejsce gładko pokonali zarówno Szwedów jak i Greków, i walczą dalej. Nie sposób nie wspomnieć o znakomitym trenerze Guusie Hiddinku, który tylko w jemu wiadomy sposób po sromotnej porażce z Hiszpanami tchnął nowego ducha w ekipę Sbornej i znów na stadionie można było usłyszeć gromkie "Rassija". Szwedzi zawiedli. Po wygranej w meczu z Grecją wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, ale kolejni przeciwnicy pomogli spakować walizki i kupić bilety powrotne. O Grekach nawet nie warto wspominać. Obrońcy tytułu grali nijak i we wszystkich trzech meczach byli jedynie cieniem drużyny sprzed czterech lat.
Adamoo: Ja tylko dodam, że dla mnie faworytem do zajęcia drugiego miejsca była reprezentacja Trzech Koron, czyli Szwecja. Po zwycięstwie z Grecją spodziewałem się kolejnych triumfów. Z Hiszpanią Skandynawowie zagrali całkiem dobrze, a bramkę, która zdecydowała o porażce, stracili dopiero w ostatniej minucie (niesamowity Villa!). Natomiast spotkanie z Rosją było dla mnie olbrzymim zaskoczeniem - Szwedzi praktycznie nie istnieli. Nasi sąsiedzi zagrali naprawdę efektowną piłkę, która mogła się podobać i zasłużenie wyszli z grupy. Rosja była potwierdzeniem tezy, że z grupy wychodziły te drużyny, które nie bały się grać ofensywnej piłki.
Ćwierćfinały
ElMundo: Przejdźmy zatem do ćwierćfinałów. Już pierwszy pojedynek wzbudzał ogromne emocje. Nasi zachodni sąsiedzi, Niemcy, konkurowali z jednym z faworytów EURO, Portugalią. Przedmeczowe opinie wskazywały tylko jeden wariant: Zwycięstwo podopiecznych Luisa Felipe Scolariego. Jak zwykle wszystkie spekulacje zweryfikowała boiskowa rzeczywistość. Nie minęło nawet pół godziny, a piłkarze trenera Loewa cieszyli się z dwubramkowego prowadzenia. Trafienia Schweinsteigera i Klosego pozwoliły rozluźnić szyki, co skrzętnie wykorzystali rywale, strzelając kontaktową bramkę po uderzeniu Nuno Gomesa. Po przerwie dominowali Portugalczycy, ale jedna akcja wystarczyła, aby piłkarze w biało-czarnych strojach podwyższyli prowadzenie. Gola z główki zdobył Ballack i wzbudził tym trafieniem niemało kontrowersji, bo jak się później okazało, przy tej akcji skrzydłowy Niemiec faulował. Kilka minut przed końcem meczu kontaktową bramkę strzelił Helder Postiga, ale to było wszystko, na co dziś było stać piłkarzy z Półwyspu Iberyjskiego. Niemcy w półfinale.
Adamoo: Drugim ćwierćfinałem była potyczka reprezentacji Chorwacji i Turcji. Chorwacja miała być wielką niespodzianką tego turnieju. W fazie grupowej grali naprawdę atrakcyjny football, więc mogło się wydawać, że w ćwierćfinale spokojnie poradzą sobie z Turkami, ładując im kilka goli. Niestety (mówię tak, bo kibicowałem Chorwacji), okazało się inaczej. Mecz był strasznie nudny, Turcja po raz kolejny nie pokazała nic ciekawego, zaś Chorwacja zagrała zaskakująco słabo. Po regulaminowych 90 minutach był remis, więc trzeba było rozegrać na tych mistrzostwach pierwszą dogrywkę. I dopiero wtedy zaczęły się emocje. W 119 minucie (czyli na minutę przed końcem meczu!) Chorwaci zdobywają pierwszą bramkę i na sektorach zajmowanych przez kibiców Chorwackich wybuchła radość - ekipa Slavena Bilicia gra w półfinale! Nie minęła minuta, a rozradowani Chorwaci popełniają błąd w obronie i Turcja doprowadza do wyrównania! Wszyscy Chorwaci, którzy już byli w niebie, z hukiem spadli na ziemię! Zwycięzcę miały wytypować rzuty karne. Do tych Turcy podchodzili na luzie, bowiem oni dokonali rzeczy niemożliwej, strzelając bramkę w ostatniej minucie spotkania. Każdy z nich był uśmiechnięty, zadowolony z siebie. W odmiennych nastrojach byli Chorwaci - zaskoczeni przebiegiem całej sytuacji, nie mogli wyjść z szoku po tym, co stało się kilkadziesiąt sekund wcześniej. Stres związał im nogi, Turcy zdecydowanie lepiej wykonywali "jedenastki" i to niestety oni [jakie "niestety"? - Volt.] mieli zmierzyć się w półfinale z Niemcami. Niestety.
ElMundo: Kolejny ćwierćfinał miał być tylko formalnością. Naprzeciwko siebie stanęły holenderska "mechaniczna pomarańcza" i rosyjski kolektyw generała Hiddinka. Po znakomitej fazie grupowej niderlandzcy piłkarze byli zdecydowanymi faworytami EURO. Trzy mecze wysoko wygrane przez podopiecznych Marco van Bastena zrobiły wielkie wrażenia. Lecz piłkarze Sbornej powoli się rozkręcali, czego dowodem było zaskakujące zwycięstwo ze Szwecją. Mimo wszystko to Holendrzy mieli wręcz rozjechać Rosję. Tymczasem podopieczni Guusa Hiddinka najpierw obrali pomarańczę ze skórki, potem dotkliwie poobgryzali, by w końcu zupełnie wyssać miąższ. Rosjanie zagrali jeden z najlepszych meczy ostatnich lat. Całkowicie zneutralizowali napastników przeciwnej drużyny, mimo starań nie istniał na boisku van der Vaart, przygasł geniusz Wesleya Sneijdera. Na domiar złego defensywa Holandii popełniała koszmarne błędy. Rosjanie po prostu zamęczyli przeciwników. A nad wszystkim pieczę sprawował Andriej Arszawin, który rozegrał koncertowe spotkanie. Był wszędzie, robił wszystko i sam przypieczętował zwycięstwo w dogrywce. Pawluczenko i Torbinski dołożyli dwa trafienia i wszystko było jasne: mamy największą sensację na EURO. Guus Hiddink sam siebie obwołał zdrajcą. Nie pomylił się. Udowodnił, że jest świetnym taktykiem. Pokazał, że z zespołu, który jeszcze dwa lata temu przegrywał 7:1 z Hiszpanią można zrobić reprezentację na miarę mistrzostwa Europy.
Adamoo: Ćwierćfinały zakończył mecz Hiszpania - Włochy. Hiszpania, podobnie jak Portugalia, Chorwacja i Holandia, w grupie grali efektowną i skuteczną piłkę, dlatego też dość często pojawiły się opinie, że paradoksalnie w ćwierćfinale zawiodą, tak jak zrobiły to wcześniej wymienione ekipy, i polegną z jedenastką Italii. Zespół Włoch już od kilku lat gra taką samą, szalenie prostą, ale mało efektowną taktyką, czyli spokojna defensywna i od czasu do czasu jakieś kontry. Na całe szczęście na Hiszpanów to nie starczyło i podopieczni Luisa Aragonesa awansowali do półfinału. Sam mecz nie był zbytnio ciekawy, obie drużyny bały się zaryzykować i grać jakąś otwartą piłkę. Zdecydowanie lepiej prezentowali się Hiszpanie, którzy dość często stwarzali sobie okazję pod bramką świetnie dysponowanego Buffona, jednak nie było to to, co oglądaliśmy w fazie grupowej. Podobnie jak w meczu Chorwacja - Turcja, o wyniku zdecydować musiały karne. Tutaj klasą błysnął Iker Casillas, który pewnie obronił dwa strzały Włochów. Hiszpanie wygrali w karnych 4-2, a Włosi musieli pojechać do domu, tak jak reszta drużyn, które w ćwierćfinale zagrały po prostu słabo.
Półfinały
ElMundo: Pierwsze spotkane półfinałowe odbyło się na St. Jacob Park w Bazylei. W szranki stanęły ekipy Turcji i Niemiec. Zdecydowanymi faworytami tej potyczki byli podopieczni Joachima Loewa. Co przemawiało za ich zwycięstwem? Przede wszystkim niedoświadczenie Turków na wielkich imprezach oraz zdziesiątkowany skład. Istniały ogromne obawy, że w związku z kontuzjami zawodników z pola na pozycji stopera zagra... trzeci bramkarz ekipy Fatiha Terima. Na szczęście tak się nie stało.
Jednak to Turcy wprawili w osłupienie całą piłkarską Europę. Przez pierwsze kilkanaście minut drużyna naszych zachodnich sąsiadów nie istniała na murawie. Popis swoich umiejętności co chwilę dawał skrzydłowy Kazim Kazim. Uderzył dwa razy w poprzeczkę, ale za drugim strzałem do Turków uśmiechnęło się szczęście, gdyż piłka spadła pod nogi Ugura Borala i po niefortunnej interwencji Lehmanna dał swojemu zespołowi nieoczekiwane prowadzenie. Nie minęło kilka minut, a Niemcy mogli się cieszyć z wyrównania po ładnej akcji Podolskiego i strzale Schweinsteigera. Do przerwy 1:1.
Po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę obraz gry nie zmienił się. Turcy atakowali jak najęci. Mocne strzały Altintopa i Kazima nastręczały wielu trudności niemieckiemu golkiperowi. Lecz znów odezwało się do drużyny trenera Loewa szczęście - na dziesięć minut przed końcem po błędzie Rustu Recbera Miroslav Klose umieścił piłkę w siatce strzałem z głowy. Jednak jak wiadomo ostatni kwadrans to dla Turków "happy hour". Nie inaczej było tym razem. Pięć minut później Senturk wręcz ośmieszył Lehmanna i "skubnął" piłkę sprzed rąk piłkarza Arsenalu. Gdy wydawało się, że będziemy podziwiać to wspaniałe widowisko jeszcze przez trzydzieści minut w doliczonym czasie gry Philipp Lahm umieścił piłkę w siatce będąc "sam na sam" z Rustu. Wszystko sprzyjało Niemcom - Turcy musieli spakować walizki i wracać do Ankary.
Adamoo: Awans Turcji do półfinału Mistrzostw Europy był dla mnie dziełem niezwykłego szczęścia, które bezwątpienia ekipa turecka posiadała. W półfinale limit ten już się wyczerpał i Turcy zgodnie z planem powrócili do domu. Można oczywiście chwalić Turków za to, jak zagrali w meczu z Niemcami, czyli za walkę, charakter i ogólną jakość, jednak to nic przy tym, co pokazali Niemcy. A nasi sąsiedzi pokazali klasę. Ktoś ma jakieś wątpliwości? Wystarczy spojrzeć na statystyki - trzy strzały i trzy gole. Tak właśnie gra drużyna klasowa, bo w piłce nie liczy się styl, a to, co wpadnie do bramki. Gra reprezentacji niemieckiej może nie oczarowała, ale ważne, że ci w odpowiednim momencie potrafili się sprężyć i wybić ambitnym Turkom awans do finału z głowy. Żeby nie było - jestem zwolennikiem efektownej, szybkiej piłki, ale po tym, co obejrzałem na tych mistrzostwach, bardziej doceniam te zespoły, które konsekwentnie, wbrew wszystkiemu spokojnie realizują swój cel. Do tej grupy poniekąd zalicza się Turcja, więc szacunek im się należy. Zaś Niemcy… Oni są w tym mistrzami. Każdy życzy im wszystkiego najgorszego, wszyscy mówią, że teraz Niemcy na sto procent odpadną, tymczasem oni spokojnie na to patrzą i po każdym meczu uciszają niechętnych im. Jednak 29 czerwca (wy to czytacie już dawno po finale, my piszemy to na kilka dni przed nim) z całego serca będę trzymał kciuki za Hiszpanię, żeby w końcu ta Niemiecka machina się zatrzymała. Bo choć Niemcy mi imponują, to ja ich tak naprawdę szczerze nie lubię.
ElMundo: Drugie półfinałowe spotkanie obyło się na stadionie Ernsta Happela w Wiedniu. Tym razem do boju stanęła sensacja EURO, Rosja i zespół wciąż dobijający się do najwyższych laurów, reprezentacja Hiszpanii. O dziwo wielu specjalistów za faworytów tego spotkania uważało ekipę Guusa Hiddinka. Chyba na wszystkich kibicach ogromne wrażenie wywarło imponujące zwycięstwo z murowanymi kandydatami do wygrania na EURO, Holendrami. Nic nie zapowiadało tak dobitnego zwycięstwa Hiszpanów. Pierwsza połowa przebiegła w dość sennej atmosferze. Co kilka minut obydwie reprezentacje wyprowadzały groźne ataki, z których jednak nic specjalnego nie wynikało. Szczególnie aktywni byli Senna z Hiszpanii i Rosjanin Pawluczenko. Druga połowa zaczęła się od mocnego uderzenia Hiszpanów. W 50. minucie akcja Andresa Iniesty zakończyła się mocnym uderzeniem Xaviego i Hiszpania mogła cieszyć się z prowadzenia. Od tej chwili podopieczni Luisa Aragonesa dyktowali warunki na murawie. Groźne akcje Torresa nie dały jednak bramki. Jak to mówią "co się odwlecze, to nie uciecze" i tak w 73 minucie Daniel Guiza po przepięknym podaniu Fabregasa podwyższył prowadzenie. Okazałe zwycięstwo zwieńczył trafieniem w 83 minucie Silva. Rozbici Rosjanie wracają do domu.
Adamoo: Zwycięstwo Hiszpanii w drugim półfinale potwierdza tylko tezę, że mistrzostwa Europy czy też Świata to nie impreza jednego, góra dwóch dobrych spotkań, bo błyszczeć trzeba we wszystkich meczach. Rosja po dwóch świetnych pojedynkach ze Szwecją oraz Holandią rozczarowała. Górę wzięło ogromne zmęczenie piłkarzy z Rosji, którzy nie mieli sił na równorzędną walkę z Hiszpanami. Po boisku tylko spacerował Arszawin, a to przecież mózg tej drużyny, jednak w tym meczu nie mógł dać z siebie więcej, bo po prostu był wyczerpany. Hiszpania również nie zagrała jakiegoś wybitnego spotkania, jednak na Rosję to wystarczyło. Podopieczni Luisa Aragonesa nie forsowali sił wiedząc, że za kilka dni czeka ich niezwykle ważny mecz z Niemcami. Szkoda tylko, że w finale nie zagra David Villa, najlepszy strzelec tego turnieju. To, jak ważny jest dla tego zespołu, pokazała zmiana, która przeprowadzona została po jego kontuzji. Na jego miejsce nie wszedł typowy napastnik, jakim jest np. Guiza (król strzelców ligi hiszpańskiej!), a Cesc Fabregas, czyli ofensywny pomocnik. Oznacza to, że Villa miał również po piłkę się cofać, rozgrywać ją, a nie tylko strzelać bramki. Niestety, kontuzja pokrzyżowała te plany i napastnik Valencii finał obejrzy z trybun.
Finał
ElMundo: I tak oto dotarliśmy do najważniejszego spotkania mistrzostw: finału, który rozpoczął się 29 czerwca 2008 roku o godzinie 20:45 na stadionie im. Ernsta Happela w Wiedniu. W szranki stanęły dwie czołowe drużyny Starego Kontynentu: Niemcy i Hiszpania. Przed meczem zdania były podzielone. Mimo wszystko większość kibiców oczekiwała zwycięstwa podopiecznych Luisa Aragonesa. Już od pierwszych minut atakowali piłkarze z półwyspu Iberyskiego. Pierwsze kilkanaście minut przyniosło ładne akcje zarówno z jednej i z drugiej strony. W 20. minucie było bardzo gorąco pod bramką Lehmanna. Fernando Torres z bliskiej odległości trafił w słupek, a dobitka Capdevili o centymetry minęła niemiecką bramkę. Kulminacyjny moment ataków nastąpił w 33. minucie: Torres wręcz ośmieszył Phillipa Lahma i przeniósł piłkę nad Jensem Lehmannem, dając prowadzenie swojej reprezentacji. Do końca połowy tempo gry się uspokoiło i Hiszpanie schodzili z murawy z podniesionym czołem. Druga część spotkania znów zaczęła się do ataków Hiszpanów. Groźne strzały Silvy i Xaviego nastręczały sporo trudności niemieckiemu golkiperowi. Kilkanaście minut później miała miejsce kontrowersyjna sytuacja: naprzeciwko siebie stanęli Podolski i Silva. Zetknęli się głowami, a Podolski próbował to wykorzystać w sposób teatralny ukazując swój "ból". Marne aktorstwo. Na 20 minut przed końcem Niemcy postawili wszystko na jedną kartę, co skrzętnie wykorzystywali Hiszpanie. Co rusz pod niemiecką bramkę sunęły szybkie kontry, z których mogły paść co najmniej dwie bramki, ale jednak nie padło ze strony ani Niemców, ani Hiszpanów do końca meczu żadne trafienie. Hiszpania została mistrzem Europy!
Adamoo: Muszę przyznać szczerze, że obawiałem się, iż będzie to finał strasznie nudny. Myślałem, że mecz o tytuł mistrza Europy trochę sparaliżuje obie drużyny i te nie będą chciały popełnić żadnego błędu, grając bardzo spokojnie i bez ryzyka. Na całe szczęście myliłem się - i to jak! Spotkanie było naprawdę bardzo ciekawe, przewaga na boisku zmieniała się cały czas - raz atakowali Niemcy, raz Hiszpanie, jednak widać było, że to Hiszpanom bardziej zależy na końcowym tryumfie. Grali efektowną, szybką piłkę, która była miła dla oka. Po strzeleniu bramki Hiszpanie nie cofnęli się, wręcz przeciwnie, dalej grali swoje! Pod bramką Lehmana co chwila coś się działo i tylko ogromne szczęście sprawiło, że Niemcy przegrali tak nisko. Patrząc na całe mistrzostwa, to Hiszpania najbardziej zasłużyła na tytuł. Podopieczni Luisa Aragonesa przez wszystkie spotkania grali na równym, wysokim poziomie, ani razu nie przegrywając. Chociaż to może Holandia grała najefektowniej, ale co im z tego, skoro odpadli już w ćwierćfinale? Nie mam żadnych wątpliwości - tytuł Hiszpanii należał się jak mało komu! Szkoda tylko, że w finale padła tylko jedna bramka, bo powinny być spokojnie trzy…
Krótkie podsumowanie
Adamoo:
Najlepszy zawodnik: Xavi - przyznam się szczerze, że miałem problem, kogo wybrać. Praktycznie cała druga linia reprezentacji Hiszpanii zagrała naprawdę dobre mistrzostwa, więc wybór z czwórki Senna, Xavi, Iniesta i Silva był trudny. Głos oddałem jednak na pomocnika Barcelony (tego starszego), podobnie jak zrobiła to UEFA, wręczając Xaviemu nagrodę za najlepszego zawodnika mistrzostw.
Najgorszy zawodnik: Karim Benzema - i tutaj wybór był trudny. Rozczarowało kilkunastu zawodników z Lucą Tonim na czele, jednak to król strzelców ligi francuskiej zawiódł mnie najbardziej. Te mistrzostwa miały należeć do niego, jednak napastnik Olympique Lyon nie pokazał nic, a potencjał ma przecież spory. Wprawdzie gdyby Francuzi zagrali lepiej to i Benzema by może błysnął, ale od takiego talentu wymaga się dużo więcej, szczególnie wtedy, kiedy drużyna zawodzi.
Najlepsza drużyna: Holandia! Owszem, to Hiszpania grała najrówniej, ale to Holendrzy grali najpiękniej. Niby co z tego, bo i tak odpadli już w ćwierćfinale, jednak cały czas mam w pamięci świetne akcje i piękne gole podopiecznych Marco Van Bastena.
Wydarzenie mistrzostw: Fatalna dyspozycja sędziów. To, co wyprawiali arbitrzy na tych mistrzostwach Europy, to śmiech na sali. Większość z nich gwizdała w przedziwnych sytuacjach, a na ewidentne przewinienia nie reagowali [déjà vu? - Volt.]. Do tego dochodzi czepianie się o szczegóły - piłka nożna to sport dla mężczyzn, więc zagrania bark w bark i tym podobne starcia są na porządku dziennym. Duży minus.
Jedenastka: Boruc - Żirkow, Puyol, Chiellini, Ramos - Iniesta, Xavi, Senna, Sneijder - Villa, Podolski
ElMundo:
Najlepszy zawodnik: Marcos Senna - cichy bohater mistrzostw. Praktycznie nie miał słabego meczu na mistrzostwach. Najmocniejsze ogniwo drużyny Aragonesa.
Najsłabszy zawodnik: Luca Toni - napastnik Bayernu zawiódł na każdej linii. Co to za napastnik, który ma kilkadziesiąt okazji w jednym meczu i nie strzela bramek?
Najlepsza drużyna: Hiszpania - zwycięstwo w EURO mówi samo za siebie.
Najgorsza drużyna: Grecja - drużyna Otto Renhagela od początku do końca prezentowała totalny antyfutbol. Zasłużenie szybko odpadli z mistrzostw. Cień drużyny sprzed czterech lat.
Wydarzenie mistrzostwa: rzut karny podyktowany przez Howarda Webba w meczu Polska : Austria - Howardowi Webbowi żaden kibic w Polsce nie wybaczy. Jeden z najważniejszych momentów EURO wzbudzający wiele kontrowersji.
Jedenastka turnieju:
Boruc - Capdevila, Puyol, Chiellini, Altintop - Silva, Xavi, Senna, Kazim - Podolski, Villa

