|
Dnia
6 grudnia 2005 r. wieczorem jak zwykle siedziałem sobie
przed monitorkiem zaglądając w różne miejsca
bezkresnego Internetu. Po wejściu na strony Cenegi
Poland zauważyłem propozycję napisania listu do św.
Mikołaja. Mając w pamięci, że raczej nie mam szczęścia
do takich zabaw, zacząłem pisać list, a w nim po
wyartykułowaniu moich małych marzeń, poprosiłem o
prezent w postaci dwóch gier z szerokiej oferty Cenegi.
Słysząc stukot klawiatury moja Żona zapytała, do kogo
znowu piszę i ja zgodnie z prawdą poinformowałem, że
do św. Mikołaja. Ukochane Szczęście Moje Ślubne z
politowaniem pokiwało głową, a w Jej oczach dojrzałem
troskę o mój stan umysłowy. Niepomiernie zdziwiłem się
następnego dnia, gdy na poczcie elektronicznej znalazłem
odpowiedź św. Mikołaja na mój list. Otóż Święty
informował mnie z żalem, że póki co nie ma wpływu na
sytuację polityczną w naszej Krainie i sam nie sądzi
także, aby coś znaczącego się wydarzyło niemniej te
dwie gry Cenegi o które prosiłem leżą w zasięgu jego
możliwości. Po kilku dniach gry były w moim domu.
Dlaczego o tym Wam opowiedziałem? Jedną z tych gier był
„The moment of Silence”!

Gra „The Moment of Silence” jest futurystyczną
przygodówką, której akcja rozgrywa się w 2044 roku.
Wcielamy się w postać pracownika wielkiej agencji
reklamowej Petera Wrighta,
który wraca do równowagi psychicznej po utracie swoich
najbliższych, którzy zginęli w katastrofie lotniczej.
Z swoistego letargu wyrywa go nocna akcja oddziału
specjalnego Policji,
uzbrojonego po zęby wobec zamieszkującego obok sąsiada.
Peter jest mimowolnym świadkiem tego zajścia i
obserwuje jego przebieg przez wizjer w drzwiach swojego
mieszkania. Po chwili panuje na korytarzu znowu cisza i
jedynym widocznym śladem bytności intruzów są
zniszczone drzwi do mieszkania sąsiadów. Idąc z ofertą
sąsiedzkiej pomocy nasz bohater nie wie, że wkracza w
świat globalnej manipulacji, władzy i korupcji.
Uczestnicząc w kolejnych wydarzeniach, które są
konsekwencją szczerej chęci wyjaśnienia przez niego
kulis tajemniczego zniknięcia Grahama Oswalda jego
wyobrażenie o otaczającym świecie i jego miejsca w nim
ulegnie diametralnej zmianie. Gra w swoim klimacie bardzo
bliska jest Orwellowi i jego wizji świata maksymalnie
zorganizowanego, pozbawionego indywidualizmu z
wszechobecnym, czuwającym nad wszystkim Wielkim Szefem.
Szczególnie na początku jest zaakcentowana rola
wielkich korporacji i ich nieograniczonego wpływu na
kształtowanie rzeczywistości. Z żalem trzeba przyznać,
że taka wizja nie jest wcale taka nieodległa! Grając
poczujecie ten klimat momentami duszny i nieznośny.
Szukając PRAWDY o zniknięciu sąsiada nie raz się okaże,
że świat realny daleko odbiega od rzeczywistości
telewizyjno – wirtualnej (wizyta w dzielnicy slumsów będzie
bardzo pouczająca).

To niestety wszystko co można pozytywnego o tej pozycji
powiedzieć. Temat i jego rozwinięcie, oraz budowanie
napięcia mogło być wielkim atutem tej gry. Samo
wprowadzenie w formie dynamicznego intro dawało
przedsmak i nadzieję na grę przygodową wysokich lotów.
Tak niestety się nie stało. Delikatnie mówiąc niejako
na dzień dobry stykamy się ze sterowaniem „wskaż i
kliknij”, które akurat w tym wypadku nie jest pomysłem
sensownym. O ile w małych pomieszczeniach szanse na „zatrybienie”
są względnie niskie, o tyle w dużych lokacjach np.:
biurowiec firmy macierzystej Petera można zaklikać się
mychą do osiągnięcia 3 stopnia pobudzenia nerwowego.
Przejście pomiędzy biurkami zgodnie z własnym planem
jest niewykonalne – to taki pierwszy z boku przykład o
lotnisku z miłosierdzia nie wspomnę! Skoro już mowa o
środowisku, to akurat na mnie niespecjalnie korzystne
wrażenie sprawiają wrzucone bez ładu i składu
postacie, które albo oparte niedbale ściany, albo też
drepczące bez sensu mają sztucznie zaludniać lokacje.
W czasie naszego dociekania do sedna tej sprawy wykonamy
setki rozmów z ludźmi, którzy w taki, czy inny sposób
będą przydatni dla naszych poczynań. I tu Twórcy też
niespecjalnie się popisali, gdyż po uzyskaniu
informacji, dalej w koło można prowadzić rozmowy.
Logiczne to specjalnie nie jest, ale cóż można począć.Do
tego dołożę jeszcze piekielnie czasożerne
przemieszczanie się pomiędzy lokacjami, doczytywanie
gry w tym czasie. Niby Peter może biegać, ale nie dość
że czyni to jakby miał platfusa to jeszcze trwa to
wieki. Porażka! Sama oprawa graficzna też jest mocno
archaiczna. Statyczne tła, rozmyte szczegóły,
niewidoczne, nieprzekraczalne ścieżki marszu postaci i
mocno momentami naciągane 3D chwały nie przynosi.
Dodajmy do tego tradycyjne „byki graficzne”, jak
przemarsz postaci przez postać, zawisanie w powietrzu w
czasie biegu na przekór grawitacji i to jest poziom
grafiki, który mógł satysfakcjonować, ale u schyłku
poprzedniego wieku. Ścieżka dźwiękowa też raczej nie
powala, ale przy ogólnym poziomie da się znieść. Ciepłe
i pełne słowa uznania kieruję pod adresem Cenegi
Poland za kolejne, niezmiernie udane wykonanie gry w
wersji PL. Naprawdę kawał dobrej roboty! Cieszyć się
tylko należy, że na naszym rynku pojawił się
dystrybutor, który potrafi kontynuować udane projekty i
powoli wersje polskojęzyczne stają się jego specjalnością.

Szczęśliwie dobrnąłem do końca rozgrywki, chociaż
przyznać muszę parę razy szczerze miałem jej dość.
Pewnie można by gdybać, co by było, gdyby producent
inaczej potraktował temat wyjściowy. Temat moim zdaniem
był na tyle nośny, że można było na nim zbudować
atrakcyjną grę, a tak wyszedł przeciętniak. Wielka
szkoda
Podejrzewam, że Ci z Was, którzy przejdą „The Moment
of Silent” będą mieli mieszane uczucia. A czym są
mieszane uczucia? Przykład: do przepaści spada Wasza Teściowa
w Waszym samochodzie nieopatrznie jej pożyczonym. To są
właśnie mieszane uczucia!
Tym optymistycznym akcentem kończąc, pozdrawiam
wszystkich Graczy.
|