Recenzje

Autor tekstu: Papkin
Gatunek:
action/adventure
Producent: Ubisoft
Dystrybutor: Cenega
Wymagania:
Pentium 4 2.5 GHz, 512MB RAM, karta grafiki 128MB (GeForce 4 lub lepsza), 1.5 GB HDD

King Kong

Są gry, na które, po prostu, czeka każdy. Różni gracze, miłośnicy czasem zupełnie odmiennych tytułów - jak jeden mąż szturmują na półki sklepowe, aby poczuć w ręku i wkrótce włożyć do stacji dzieło, na które oczekiwali tak długo. Portfel czasem chudnie aż za nadto, ale nic to, prawdziwego fana nie odstraszy nawet nielicha cena.

Moje i wielu innych oczy skierowały się ostatnimi czasy na King Konga, murowany hit ze stajni Ubisoftu. Warto wspomnieć, że tytuł powstał z ręki Michaela Ancela, twórcy Beyond Good & Evil (czekamy na część drugą, są szanse, że naprawdę się ukaże!), zaś przy pracach czuwał również sam reżyser filmu - Peter Jackson. Jak zresztą krążą plotki - to on ubiegał się o to, aby przeniesieniem na ekrany monitorów jego obrazu zajął się właśnie Michael. I cóż - po napisaniu trzech zapowiedzi (z czego jedna nie była publikowana, ale mniejsza), przeczytaniu niezliczonych informacji, śledzeniu z zapartym tchem każdej, nawet najmniejszej wzmianki w Internecie i wreszcie, po ukończeniu Peter Jackson's King Kong wiem, że w istocie gra okazała się spełnieniem moich marzeń, choć nie jest pozbawiona wad.



Jeśli byliście w kinie, lub też przeczytaliście naszą recenzję z tego numeru (a jeśli nie przeczytaliście - biada Wam i nie przyznawać mi się do tego), to już pewnie wiecie, że na Wyspę Czaszki wyrusza reżyser Carl Dehnam, w towarzystwie scenarzysty Jacka i aktorki Ann, uważając tajemniczy plener za doskonałą scenografię do nowego filmu. Ląd okazuje się być schronieniem dzikusów, dinozaurów i pewnego wielkiego goryla, który po pewnym czasie zaczyna czuć do panny Darów miętę. W grze historia opiera się na podobnym szkielecie i bardzo wiele jest nawiązań do oryginalnej, kinowej fabuły, choć w zasadzie komputerowy King Kong jest związany z przebojem dość luźno. Wydarzenia pomiędzy tymi "punktami zwrotnymi" są zupełnie różne od tych z kina, ale cóż - trzeba było wszystko przystosować do gry, w której przecież zdecydowanie więcej jest walki, przeciwników i broni, nieprawdaż? Postaci i scenerie pozostały niezmienione - aktorzy, którzy wzięli udział w filmie podkładają głos w grze, zaś graficy postarali się o to, aby modele postaci były do oryginałów bardzo podobne. Udało się również z Kongiem, który, jak żywo przypomina przepiękny odpowiednik autorstwa grafików Jacksona. I choć nie twierdzę, twarze postaci mogłyby być bardziej bogate w szczegóły, zaś przy zbliżeniach wielka małpa i inni nie wyglądają aż tak imponująco, to i tak godne podziwu jest to, z jaką pieczołowitością starano się oddać wygląd bohaterów. Grafika prezentuje się bardzo nierówno. Momentami płaskie tekstury i uproszczenia aż kłują w oczy, zaś innym razem doskonałe (naprawdę!) efekty świetlne, modele przeciwników, ogień, filtry graficzne i mgła sprawiają, że aż chce się przystanąć i obejrzeć piękną dżunglę... Swoją drogą mielibyście dziś niezłą radochę, gdyby tylko Fraps (program służący mi do zapisywania zrzutów z gier) nie odmówił współpracy, bo chętnie pokazałbym Wam całą galerię niedoróbek. Zdarzyło Wam się kiedyś, że gdy podeszliście zbyt blisko ściany z włócznią, ta, wraz z kawałkiem ręki, wtopiła się w nią? Albo widzieliście głowę dinozaura przechodzącą przez skałę? Tudzież lewitujący głaz? Chętnie udostępniłbym Wam też widok na to, jak naprawdę wyglądają niektóre głazy, czy podłoże, bo to aż wstyd. Bitmapy są bowiem płaskie niczym Maria Kaczyńska. Mimo znaczących uproszczeń nie sposób odmówić grze uroku, bo naprawdę momentami miałem ochotę krzyczeć ze szczęścia, czy to ze względu na gęstą roślinność, czy fenomenalne projekty potworów... Już po demie zachwycił mnie imponujący deszcz (czegoś takiego jeszcze nie było!) i rozmycia ekranu po głośnym ryku T-Rexa, czy Konga. Te efekty naprawdę wprawiają w osłupienie.

Nie dziwota zresztą, bo nad warstwą techniczną produktu czuwali filmowcy. Widać to też po muzyce, nad którą zachwycałem się przy okazji filmu. Mocny motyw przewodni wpada w ucho. Nie rozczarowują też pozostałe utwory, o zmianie ich w zależności od tempa akcji chyba nie warto wspominać, liczę na Waszą inteligencję (a skoro zabraliście się za czytanie Playbacku z pewnością macie jej całkiem sporo ;]). Zadziwiają też dźwięki - szelesty w gęstych trawach, plusk wody, bzyczenie owadów, a nawet ryki. Często zdarza się zresztą, że pełnią one funkcję pewnego przewodnika - jeśli słyszysz, że jakiś drapieżnik pożywia się padliną, a z uszu dobiegają kroki masywnego stworzenia, lub jego nawoływanie, możesz być pewien, że lada moment spotkasz którąś z potworności Wyspy Czaszek. Niby mała rzecz, a przywiązanie do niej tak dużej wagi cieszy. O czym napomknąłem, w grze usłyszycie głosy aktorów z kina, którzy spisali się bardzo dobrze. Wszystko brzmi naturalnie, ale bądźmy szczerzy, po niektórych zawodu spodziewać się nie można i nie wyobrażam sobie, aby tak wielkie nazwiska zawaliły na całej linii.



Dziwi mnie troszeczkę niewykorzystanie filmowych scenek. Fakt - historia przebiega inaczej, ale jest kilka dobrych, uniwersalnych momentów, które chyba możnaby zobaczyć w grze? Niestety, tylko intro, niejako wprowadzające Nas na Wyspę Czaszek, korzysta z dorobku Jacksona. Może to i dobrze, bo czcionka jest w nim beznadziejna! Słów kilka o polonizacji powiem jednak w swoim czasie. Jedną z najgłośniej reklamowanych ciekawostek była możliwość pokierowania nie tylko Jackiem, ale i wielkim Kongiem. Różnica jest, zapewniam, spora! Scenarzysta przemierza dżunglę w poszukiwaniu Ann, często towarzyszą mu przyjaciele. Wyzwaniem są dla niego początkowo gigantyczne robale, później drapieżne dinozaury. W pełnych napięcia scenach broni siebie (i innych) przed pazurami i zębiskami, zatrzymując nieprzyjaciół bronią palną, bądź... dzidami. To dość ciekawa sprawa, bo włócznie mają bardzo wiele zastosowań. Po pierwsze można nimi odstraszać wrogów, ale jest to dość głupi pomysł, bo nie da się ich tym sposobem zabić, dlatego przez większość czasu, mimo wszystko, miotamy je w cielska bestii. Możemy nań nabić larwy, bądź spore komary, zaś po wyrzuceniu takiej przynęty, błyskawicznie wszystko co chodzi, lub pełza wychodzi w kryjówki aby pożreć pokarm, co daje nam oczywiście niepowtarzalną możliwość zastawienia pułapki. Niestety, próby stworzenia kilkudaniowego szaszłyku spełzły na niczym, nad czym ubolewam. Zdarza się też, że będąc w pobliżu źródła ognia nasz kij podpalamy, co nadaje mu dodatkowe znaczenie. Wiadomo - można wykorzystać skwar przeciw gęstym chaszczą, a jeśli ukrywały się w nich dinozaury - to i one szybko się zajmą płomieniem. Poza tym taka dzida zadaje znacznie większe obrażenia. A skąd zabieramy taką broń? Mieszkańcy wyspy poukrywali na całym lądzie mnóstwo specjalnie przygotowanych egzemplarzy, zaś drugie tyle możemy uzyskać z kości porozrzucanej tu i ówdzie padliny. Z pistoletów, karabinów zwykłych i snajperskich, oraz shotgunów (hmmm... dość mały arsenał, nie powiem, ale widzę to dopiero teraz, pisząc recenzję, w trakcie gry w ogóle to nie przeszkadza) strzelać warto, bo nie trzeba tracić czasu na szukanie kolejnych włóczni, a ponieważ podczas dynamicznych starć biegamy i unikamy szczęk, zdarza się, że jesteśmy za daleko szczątek, czy skupisk tychże. Na niektóre drapieżniki pociski działają zresztą lepiej (ale rzadko, bardzo rzadko) no i nie ma takiej tragedii, kiedy nie uda się trafić w dużego nietoperza, bo nie masz na karku całego roju pobratymców, ponieważ od razu można drugim strzałem trafić mu między oczy, nie zaś pędzić po kolejną sztukę broni. Spore zastosowanie ma snajperka, którą, po cichu, zdejmujemy śpiące/pożywiające się potwory. Jednak co jakiś czas trzeba nasze narzędzia destrukcji przeładowywać, zaś naboje kończą się zaskakująco szybko. Nadaje to walce niesamowitego dynamizmu, gdyż strzały przeplatamy też wyrzuceniem zaostrzonego narzędzia dzikich plemion. Nieustannie trzeba też myśleć o sensownej kryjówce, szczególnie w późniejszej fazie gry, kiedy wrogów jest bardzo wielu i to dość potężnych. Warto wspomnieć o łańcuchach pokarmowych, jeśli zabijesz któregoś z małych dinozaurów możliwe, że zainteresują się nim większe. Szczególnie przydatne jest to gdy stajemy przed T-Rexami, których nie powalą żadne strzały i które szerzą panikę, mrok i śmierć. Mimo, że gra jest dość oskryptowana zależnie od naszych działań różnie będzie wyglądać pole bitwy. Często chowając się za przeszkodami sprawimy, że wkurzony gad w końcu je rozwali, zaś taktyka "płomiennych dzid" pozostawia za sobą wiele spalonych chaszczy. Cóż mogę powiedzieć- poezja. Jest inaczej niż w każdym innym fppie, zastosowano kilka nietypowych rozwiązań, całkowicie zrezygnowano z interfejsu! Żadnych ikonek, pasków, wskaźników- ha i to dopiero uderza i sprawia, że przez pierwsze minuty czułem się tak dziwnie w skórze Jacka, niby intruz. Nie ma również apteczek, no bo co- dzikusy pobawiły się w dobrą samarytankę i porozrzucały po całej dżungli? A może spadły z nieba? Po uderzeniu w Nas ekran robi się czerwony i zaczyna się niepokojący motyw muzyczny przywodzący na myśl ostatnie chwile Maximusa z Gladiatora - chór, świadomość, że to może być koniec twej egzystencji... To naprawdę niesamowity efekt, również graficzny, bo całości towarzyszą efektowne rozmycia. Wówczas trzeba uciec w bezpieczne miejsce i chwilkę odczekać. Gra jako Jack to nieustająca gonitwa, walki i, naprawdę nie ma czasu na nudę! Jedyne spokojne chwile to czas kiedy poszukujemy dźwigni do drążków otwierających specjalne drzwi. Nawiasem mówiąc pełno tych mechanizmów na wyspie. Liczy się każdy nabój (swoją drogą Hayes porozrzucał ich po dżungli z wodolotu bardzo wiele, statek z filmowcami był chyba w istocie olbrzymim okrętem z żołnierzami płynącymi do Iraku, bo tak w grze, jak i w filmie, karabinów tam aż po sam dach! To wszystko jednak betka wobec...



Gry King Kongiem! Gdy wchodzimy w skórę kilkudziesięciometrowej małpy widok zmienia się z pierwszej osoby na trzecią, choć nie zawsze, bowiem zastosowano mnóstwo sztuczek z kamerami i, co ważne, wcale nie tak zwariowanymi! Akcję widzimy ze skrajnie różnych ujęć, co dodatkowo nadaje filmowości rozgrywce. Kamery są niczym bita śmietana na torcie - doskonałym zwieńczeniem całości i naprawdę, nigdy nie wariują jak choćby te z Path of Neo. A jak wrażenia z gry królem? Cóż - jest ona swego rodzaju nagrodą, gdyż gorylem sterujemy znacznie rzadziej niźli Jackiem. Tutaj nie można się już chować pomiędzy ruinami, zaś jedyną szansę przeżycia jest walka. Istny balet, Kong nie zadaje może tylu ciosów co Prince, ale też dlatego, że nie jest taki lekki. Każde uderzenie to wydarzenie, widać, jak z mozołem kilkutonowa łapa uderza w szczękę T-Rexa, jak wgniata w ziemię miotających włóczniami tubylców. Akcję, tak jak we wspomnianym już Prince of Persia, podzielić możemy na dwie "fazy". Pierwsza to epizod intensywnej jatki z wielkim wrogiem, o którego unicestwieniu tylko marzyć może słabowity Jack, druga - skoki, susy i akrobacje, choć raczej często będziemy je wyczyniać pod presją jak najszybszego dostania się do wrzeszczącej w niebogłosy (Jezu, ile ta kobieta ma ary w płucach, niesamowite!) Ann, czy po prostu - będąc pod ostrzałem dzikusów. Akcja jest bardzo intensywna, zaś adrenalina wręcz wyłazi z żył i gdyby była gazem, możnaby ją było kroić w powietrzu ostrym nożem! Naprawdę udało się Michaelowi i faktycznie czuć wielką masę Konga. Powolne skoki, bujanie się na gałęziach, to robi wrażenie! Co więcej jeśli dostatecznie długo będziemy wciskać przycisk furii gra zmieni barwy na kolory sepii, a nasz heros zyska na szybkości i sile wpadając w bitewny szał. Zadbano o to, aby potyczki były efektowne pod względem audiowizualnym. Wspaniałej muzyce towarzyszą błyski i nagłe spowolnienia akcji kiedy tylko pięść zetknie się z cielskiem ofiary. Naturalnie król nie jest nieśmiertelny, zaś żywot stracić nim dość łatwo, wystarczy kilka mocniejszych uderzeń i już Kongowi robi się przed oczyma czerwono, tak, jak słabemu Jackowi. Wtedy trzeba uciekać, wspinać się, lub zasypać wrogów gradem ciosów. Mam wrażenie, że gdyby oddać wielką małpę graczom na odrobinę dłużej, dotkliwiej poczuliby niezbyt imponującą paletę ciosów (no dobra, nie przeszkadza to w grze dzięki kilku cwanym patentom, ale gdyby Konga było więcej...). Nie ma jednak co narzekać, naprawdę przednia zabawa!



A teraz to, co recenzent mojego pokroju lubi najbardziej, miód życia, clue recenzji, piękna królewna w ponurym zamczysku - wady. Tak, drodzy państwo, mimo tych wszystkich wspaniałości i moich wywodów na temat "Dlaczegóż to King Kong jest najlepszym tytułem tej zimy" błędów jest i to dość wiele. Pomijając opisywane przekłamania graficzne, czy brzydką czcionkę przy intrze, razi i to dość wyraźnie, brak zapisu stanu rozgrywki w dowolnym momencie. Jest to pozostałość po wersji konsolowej, robionej zresztą w tym samym czasie co tą pc’tową. Przez to zapewne cierpimy również na graficzne uproszczenia. Mnie osobiście irytuje, kiedy po śmierci przenoszę się w zaplanowane przez twórców miejsce, często odległe od tego w którym miałem wątpliwą przyjemność być zagryzionym (tudzież zadeptanym). Iluzją jest zapis w menu, nawet jeśli wyjdziemy z gry i do niej wrócimy, automatycznie zostaniemy przeniesieni do punktu kontrolnego. Nie jest to, fakt, olbrzymia wada, bo wielkim problemem nie jest podejść kawałek (lub kawał) drogi, ale w dzisiejszych czasach nie wygląda to za wesoło. Czemuż nie wzorowano się na doskonałym CoD2, w którym podobne rozwiązanie zrealizowano po stokroć lepiej? Co do polonizacji, to nie można mieć niemal żadnych zastrzeżeń. Grę zlokalizowano kinowo, przydając napisy, które wyświetlają się pod wypowiedziami towarzyszy. I dobrze, bo dubbingu nie było i w kinie. Za to dziwi mnie, że parę razy w grze pojawiają się osobliwe litery jak "U" ze ślaczkiem przy końcu obok zapytajnika, czy podobne "przeróbki". Domyślam się, że jest to wynikiem jakiegoś niedopatrzenia, ale przecież tekstu w grze wcale nie jest dużo, a czasu panowie z Cenegi mieli multum. Niekiedy zdarza się również, iż napisy nie są wyświetlane, podczas gdy aktor mówi swoją kwestię, bądź pojawiają się z opóźnieniem. Nie ma co jednak narzekać - dobra robota. Frustrują za to losowe dialogi podczas wyprawy. Na czym to polega? Kiedy akurat nie strzelamy ku jakiemuś przerośniętemu gadowi pomiędzy bohaterami nawiązuje się rozmowa, bądź ktoś rzuca jakąś zgrabną maksymę. Kiedy jednak usłyszałem po raz czwarty Dehnamowe "Ta wyspa jest... niesamowicie niesamowita", zaś Jimmy chwilę później skwitował słowa reżysera nie pierwszy raz szepcząc "Ta wyspa jest... przerażająca" aż chciało mi się zatkać im usta dzidą, ale naturalnie nie można zranić poplecznika, za co winę ponosi piekielna liniowość. Fakt - zgrabnie ją zamaskowano, bo gra jest tak intensywna, że nie ma czasu na myślenie "Kurczę blade, dlaczego biegnę w jednym kierunku zamiast wybrać drogę, którą podążę do celu", ale jest tak, że niestety ZAWSZE poruszamy się po jedynej właściwej ścieżce, co, z pewnością, sprawia, że tytuł jest tak jednorazowy. Wreszcie stwierdzam, że gra jest o wiele za krótka. Dwa wieczory i Kong już szaleje na Broodwayu, a chyba nie o to chodziło? Groteska - film za długi, gra za krótka - cóż za ironia... Ale mi nie było do śmiechu, że portfel schudł o blisko sto złotych, zaś nie pomyślano o multiplayerze, czy nie wydłużono gry. Do ponownego przejścia mają, rzekomo zachęcać różne bonusy, które można zebrać, ale mnie jakoś to nie nakręciło. Niewątpliwie trafionym pomysłem jest idea doboru ukończonych poziomów, które chcemy przejść jeszcze raz w dowolnej kolejności. Pora kończyć. Pamiętacie może Władcę Pierścieni, kiedy Aragorn mówił "Gondor wzywa Rohan", na co Theoden zwykł odpowiedzieć "A Rohan odpowie" - dzięki szalenie inspirującej muzyce aż ciarki przeszły mnie po plecach, kiedy ją obejrzałem. Parafrazując - Czytelnicy wzywają Playback, czy Peter Jackson's King Kong wart jest zakupu? A Playback odpowie: Co ty tu jeszcze, do diaska, robisz, kupuj, kupuj, ale to już!

PS: Fraps już działa i udało mi się dziabnąć kilka "byków". Zapraszam do działu "Ustrzel Screena"!
PS2: Wady wymienione przez Szanownego Papkina są raczej tradycyjnymi wadami gier, które zupełnie niepotrzebnie zostają skonwertowane na PC. (Gra "King Kong" jest, w mojej opinii, TYPOWĄ grą konsolową - ma zająć konsolowego gracza zręcznościowym podejściem, efektowną rozgrywką, nie zanudzić, nawet wyraźnie widać, że sterowanie z widoku FPP jest robione pod pada.) Tak więc nie może być za długa, błędy graficzne przy konwersji to normalka, poziomy trudności niepotrzebne (gra się sama dostosowuje do umiejętności gracza), o zapisie w dowolnym momencie nie ma co marzyć, inne bugi też w sumie mogły się przydarzyć. Pragnę więc tą krótką dygresją zwrócić Waszą uwagę, iż to, co dla gracza pecetowego, jakim jest Papkin, wydaje się wadami, dla mnie - gracza konsolowego - to normalka. I wg mnie "King Kong" zasługuje na wyższą ocenę, aniżeli 8+. Dziękuję. :) (Gecik)

  

 King Kong

ocena

 grafika 8  muzyka 9  grywalność 8+

8+


+ Kong! Kong! Kong!
+ Znakomita mieszanka tpp i fpp.
+ Pasjonująca rozgrywka.
+ Masa nietypowych rozwiązań np.: zlikwidowanie interfejsu.
+ Polowanie na dinozaury jeszcze nigdy nie było takie jazzy.

- KRÓTKA! (Wiecie jak mnie wkurza pisanie w minusach przy każdej grze słowa "krótka"?)
- Momentami grafika.
- Tylko jeden poziom trudności
- Brak opcji zapisu w dowolnym momencie
- Irytujące błędziory