|
Jeśli chodzi o Cywilizację, to mam pecha do nieparzystych
części tej gry. Tak więc w „jedynkę” nie grałem, „dwójeczka”
mnie urzekła i pykam w nią do dzisiaj, „trójeczka” mnie odrzuciła, a
„czwóreczka”...
Cywilizacje Sida Meyera mają to do siebie, że
będąc grami kompleksowymi są jednocześnie nad wyraz proste i przyjemne.
Tak więc nie spodziewaj się, drogi graczu, ton tabelek, wykresów i
dziwnych statystyk, tylko zajmij się rozbudową i podbojami!
Cywilizacja 4
powstała na silniku graficznym
znanym jako GameBryo, czyli tym samym, któremu osławiony
Morrowind zawdzięcza swą egzystencję. Jak się spisuje? Dość
powiedzieć, że gra wygląda bardzo ładnie i sympatycznie, a wszelkie
jednostki czy miasta są bardzo szczegółowo zaprojektowane. Jedynym
mankamentem może być zbytnia cukierkowatość, czy też zlewanie się
kolorami jednostek i np. dżungli, ale to kwestia gustu, czy też
przyzwyczajenia. Oczywiście dostępny jest też zoom: począwszy od
bliskiego spotkania z miastami, aż po wygląd globu z kosmosu. Co
ciekawe, dopóki nasi ludkowie nie odkryją, że ich planeta jest okrągła,
dopóty widok z kosmosu będzie na płaską powierzchnię. Niby mała rzecz,
a cieszy.

No dobra, ale o co tu chodzi? Spyta zapewne laik, choć i o takiego
pewnie trudno, bo „cywilizacyjna” seria jest znana w światku
gier komputerowych, jak Maradona dla kibiców – legenda.
Jednakowoż gwoli ścisłości opowiem z czym to się je. Najsampierw gracz
wybiera sobie rodzaj mapy, na której będzie grał. Tak więc zdecyduje
czy chce grać na olbrzymim świecie pełnym archipelagów wielkości psiego
bobka, czy może karlim świecie o dwóch kontynentach. Oczywiście opcji
jest więcej, od pangei, aż po śródlądowe morze. Następnie gracz ów
wybiera nację, którą będzie kierował, a nacji tych jest sporo. Są
bowiem Majowie, Inkowie, Aztekowie, ale i Amerykanie, Anglicy czy też
Mongołowie. Martwi mnie natomiast zbyt duża ilość tej dzikiej hołoty, a
brak Polaków... Cóż, nie można mieć wszystkiego. Z większości państw
można sobie wybrać jednego, z maksymalnie dwóch, liderów historycznych.
Powiedzmy, że gramy Niemcami – musimy wybrać albo Bismarcka, albo
cesarza Fryderyka, każdy z nich ma inne charakterystyki. Stary Otto
jest industrialistą, co przekłada się na lepsze i szybsze zbrojenia
oraz szybszą budowę cudów świata (o których za chwilę), a Fryderyczek
jest bardziej filozofem i kreatywistą, dzięki czemu mieszkańcy będą
szczęśliwsi. Każdy z liderów ma inne bonusy. Oprócz tego każda nacja ma
jedną, bonusową jednostkę.
Gdy już wszystkie zasady określone gra przenosi Nas na mapę. Widzimy
dwie jednostki – osadników i skautów. Osadnikami zakładamy w dogodnym
dla nas miejscu pierwsze miasto, stolicę naszego przyszłego mocarstwa.
Wspomniałem już o dogodnym miejscu? Nie opłaca się stawiać miasta na
lodowej, czy też piaskowej pustyni, lepiej w pobliżu lasów, zakolu rzek
czy złożach drogocennych surowców (których jest trochę i kilka).
Pomocny jest fakt, że kiedy zaznaczymy osadników komputer wskazuje
dogodne miejsce. Pomocne dla newbies, jednak starym wyjadaczom radzę
samemu o to zadbać ;). Dobrobyt naszej mieściny zależy od kilku
czynników, a większość z nich to problem zatrudnienia przy określonych
pracach. Tak więc wraz z rozwojem miasta mamy odpowiednie numerki
charakteryzujące ilość mieszkańców, 2 czy 3 to mało, ale już 19 to
spora sumka ludków. W zależności od tego, ile mamy tych ludzi, tyle
terenów wokół miasta możemy obsadzić, by w nich harowali dla dobra
wspólnego. A mogą oni uprawiać rolę, pracować w kopalni, wypasać bydło
i tak dalej i tak dalej. Co ważne, należy odpowiednio wyznaczać
pracowników, tak by została w mieście zachowana równowaga między pracą
na roli, przemyśle, a usługami, że się tak wyrażę. Bo każde pole, (toć
mapa podzielona na kwadraty jest jak w każdej cywilizacji) w zależności
od surowców znajdujących się na nim, generuje jedzenie (potrzebne dla
wzrostu miasta), „pracę”, że się tak wyrażę (szybciej wznoszone są
budynki i trenowane jednostki) oraz złoto (to wiadomo, kasa).
Cywilizacja 4 jest grą oczywiście turową, tak
więc gdy zastanawiasz się nad tym jaki ustrój wprowadzić, albo co
wybudować, nie musisz się martwić o najazd wroga.
Innowacją w serii jest zależność tego co możemy wyprodukować od
tego, jakie surowce są w naszym posiadaniu. Posiadaniu, czyli muszą
znajdować się wewnątrz granicy naszego państwa, być odpowiednio
zagospodarowane (np. kopalnia) i musi być do nich doprowadzona droga.
Logika. Rozwiązanie trafne, bo narzuca graczowi odmienny styl gry w
zależności od partii, w którą gra. Nie ma mowy o spamowaniu
legionistami we wczesnym stadium gry i zajmowaniu ledwo
rozwiniętych państewek bez złóż żelaza! Możesz pan co najwyżej z hołotą
w maczugi uzbrojoną wyskoczyć, albo w ogóle nie mieszać się w
konflikty, tylko zająć się gospodarką, o! A są ku temu bardzo duże
możliwości.

Tak, tak! W Cywilizacjach zawsze można było postawić na gospodarkę i
bawić w budowanie, ale w gruncie rzeczy na niewiele to się zdawało.
Koniec końców i tak agresorzy rozdeptywali całe wieki naszych starań. W
„czwórce” natomiast mamy ku temu sposobność o wiele bardziej
interesującą i dającą sporo frajdy. Otóż ustrój danego państwa dzieli
się na pięć składowych części: rządową, prawną, związaną ze sposobem
pracy, gospodarczą i religijną. Każda po kilka opcji. Mają one
elementarny wpływ na grę, ponieważ determinują w jaki sposób będziemy
sprawować rządy. Czy będziemy teokratą z wolną gospodarką, czy też
komunistycznym pacyfistą zależy od tych opcji. Jest też sprawa religii:
mamy ich siedem – od chrześcijaństwa i judaizmu, przez islam po
konfucjanizm i taoizm. Oczywiście jedynie w naszej gestii leży czy
będziemy coś wyznawać, czy też nasze państwo będzie stricte
ateistyczne. Religie natomiast mają dobry wpływ na naszą ludność –
sprawiają, że jest szczęśliwsza.
O dostępnie do określonego stylu rządów, religii czy choćby
jednostki decyduje nasz poziom zaawansowania technologicznego. Wszystko
w formie drzewka rozwoju, odkrycie jednej rzeczy umożliwia odkrycie
następnej – proste jak barszcz z kartoniku marki Hortex, czyli nalewasz
i pijesz. Dla skwapliwie wszystko planujących jest drzewko
rozwoju, ładnie oprawione i złożone w pudełeczku z grą. O
szybkości odkryć danych technologii decyduje nasz nakład na naukę.
Tutaj, czyli w kwestii nakładów na odpowiednie potrzeby, niewiele się
zmieniło. Nadal mamy podatki, nakład na naukę i nakład na przedmioty
zbytku, czyli balangę i różne uszczęśliwiające śmieci dla poddanych.
Idąc tym tropem: im większe nakłady na naukę, tym szybciej odkryjemy
nowsze technologie. Można też wynająć specjalistów w miastach, którzy
nam te odkrycia przyśpieszą.
Z nowszych rzeczy jeszcze wypada wspomnieć o wielkich ludziach.
Urodzi się taki Mojżesz w jednym z twoich miast i masz masę bonusów z
tego powodu! Możesz dziadka zachować, by razem z Szekspirem, czy innym
Elvisem zapoczątkować Złotą Erę naszego państwa. Wtedy to wszyscy
wszystko chętniej robią, skarbiec jakby pełniejszy, a miasta szybciej
się rozwijają. Jednak wielką personę możesz poświęcić na rzecz
dokończenia jakiejś budowli, odkrycia, czy też budowy katedry. Można
też budować obecne i w poprzednich częściach Cuda Świata, które dają
wymierne korzyści w postaci dostępu do wszystkich ustrojów, szybszej
produkcji czy też polepszonych kontaktów dyplomatycznych – w zależności
od tego co zbudujemy.

Uff... teraz macie ogólne pojęcie o tej grze, pora powiedzieć jak
się w to gra. A gra się przyjemnie, łatwo i bezproblemowo. Przyjemna
graficzka, genialna muzyka i wciągający gameplay robią swoje.
Zaobserwowałem również syndrom „jeszcze jednej
tury”, a to już znak, że gra jest bardzo dobra, a granie w
nią może się skończyć wpadnięciem w continuum czasoprzestrzenne (co
jest główną cechą odróżniającą graczy od innych ludzi). No, ale coś tu
nie pasi. Nie pasi, albowiem do gry tej nie za bardzo chce się wracać.
Fakt, usiądę to wsiąknę, ale zanim zrobię to ponownie minie sporo
czasu. Dlaczego tak się dzieje? Nie mnie to wyrokować, tylko
psychoanalitykowi. Jedno jest pewne – po dłuższym obcowaniu gra nudzi.
Po prostu najzwyklej w świecie nudzi. To jest smutne, bo mimo
zastosowanych innowacji, pomysłów, odświeżonej grafiki Cywilizacja 4 przegrywa strarcie z „dwójką”. Sad but
true. Gdzie szukać winy, powodu? Może ta Cywilizacja 4 za bardzo
przebajerowana jest? Cholera wie.
Wspomnę jeszcze o trybie multiplayer, który zdaje się ratować tę
produkcję od nudy. Można grać do 7 graczy, zasady te same co w singlu,
gra się przyjemnie. Co ciekawe, kiedy dany gracz wyjdzie z partii,
kolejny który dołączy się, zajmuje miejsce za sterem jego cywilizacji.
Może się więc trafić, że po wejściu do gry zastaniemy wojska pod
stolicą ;). Ale jak się nie podoba, droga wolna – załóż własną grę.
Firewall? On nie stoi na przeszkodzie, gra go sprytnie omija.
Reasumując, Cywilizacja 4 jest grą dobrą, bardzo dobrą.
Jest grą wręcz wybitną, plasuje się w pierwszej piątce
najlepszych tytułów 2005 roku ale... No właśnie ale. Ale nudzi. Stąd
też nie wiem jaką ocenę wystawić, ale obawiam się, że dziewiąteczka za
te kilka wymazanych z życiorysu wieczorów się należy.
|