Recenzje

Autor tekstu: Kroenen
Gatunek:
strategia turowa
Producent: Firaxis
Dystrybutor: Cenega
Wymagania:
Pentium 4 1.8 GHz, 512MB RAM, karta grafiki 128MB, 1.7 GB HDD, Windows 2000/XP

Cywilizacja IV

Jeśli chodzi o Cywilizację, to mam pecha do nieparzystych części tej gry. Tak więc w „jedynkę” nie grałem, „dwójeczka” mnie urzekła i pykam w nią do dzisiaj, „trójeczka” mnie odrzuciła, a „czwóreczka”... 

 
Cywilizacje Sida Meyera mają to do siebie, że będąc grami kompleksowymi są jednocześnie nad wyraz proste i przyjemne. Tak więc nie spodziewaj się, drogi graczu, ton tabelek, wykresów i dziwnych statystyk, tylko zajmij się rozbudową i podbojami! 

 

Cywilizacja 4 powstała na silniku graficznym znanym jako GameBryo, czyli tym samym, któremu osławiony Morrowind zawdzięcza swą egzystencję. Jak się spisuje? Dość powiedzieć, że gra wygląda bardzo ładnie i sympatycznie, a wszelkie jednostki czy miasta są bardzo szczegółowo zaprojektowane. Jedynym mankamentem może być zbytnia cukierkowatość, czy też zlewanie się kolorami jednostek i np. dżungli, ale to kwestia gustu, czy też przyzwyczajenia. Oczywiście dostępny jest też zoom: począwszy od bliskiego spotkania z miastami, aż po wygląd globu z kosmosu. Co ciekawe, dopóki nasi ludkowie nie odkryją, że ich planeta jest okrągła, dopóty widok z kosmosu będzie na płaską powierzchnię. Niby mała rzecz, a cieszy.

 

 

 

No dobra, ale o co tu chodzi? Spyta zapewne laik, choć i o takiego pewnie trudno, bo „cywilizacyjna” seria jest znana w światku gier komputerowych, jak Maradona dla kibiców – legenda. Jednakowoż gwoli ścisłości opowiem z czym to się je. Najsampierw gracz wybiera sobie rodzaj mapy, na której będzie grał. Tak więc zdecyduje czy chce grać na olbrzymim świecie pełnym archipelagów wielkości psiego bobka, czy może karlim świecie o dwóch kontynentach. Oczywiście opcji jest więcej, od pangei, aż po śródlądowe morze. Następnie gracz ów wybiera nację, którą będzie kierował, a nacji tych jest sporo. Są bowiem Majowie, Inkowie, Aztekowie, ale i Amerykanie, Anglicy czy też Mongołowie. Martwi mnie natomiast zbyt duża ilość tej dzikiej hołoty, a brak Polaków... Cóż, nie można mieć wszystkiego. Z większości państw można sobie wybrać jednego, z maksymalnie dwóch, liderów historycznych. Powiedzmy, że gramy Niemcami – musimy wybrać albo Bismarcka, albo cesarza Fryderyka, każdy z nich ma inne charakterystyki. Stary Otto jest industrialistą, co przekłada się na lepsze i szybsze zbrojenia oraz szybszą budowę cudów świata (o których za chwilę), a Fryderyczek jest bardziej filozofem i kreatywistą, dzięki czemu mieszkańcy będą szczęśliwsi. Każdy z liderów ma inne bonusy. Oprócz tego każda nacja ma jedną, bonusową jednostkę.

 
Gdy już wszystkie zasady określone gra przenosi Nas na mapę. Widzimy dwie jednostki – osadników i skautów. Osadnikami zakładamy w dogodnym dla nas miejscu pierwsze miasto, stolicę naszego przyszłego mocarstwa. Wspomniałem już o dogodnym miejscu? Nie opłaca się stawiać miasta na lodowej, czy też piaskowej pustyni, lepiej w pobliżu lasów, zakolu rzek czy złożach drogocennych surowców (których jest trochę i kilka). Pomocny jest fakt, że kiedy zaznaczymy osadników komputer wskazuje dogodne miejsce. Pomocne dla newbies, jednak starym wyjadaczom radzę samemu o to zadbać ;). Dobrobyt naszej mieściny zależy od kilku czynników, a większość z nich to problem zatrudnienia przy określonych pracach. Tak więc wraz z rozwojem miasta mamy odpowiednie numerki charakteryzujące ilość mieszkańców, 2 czy 3 to mało, ale już 19 to spora sumka ludków. W zależności od tego, ile mamy tych ludzi, tyle terenów wokół miasta możemy obsadzić, by w nich harowali dla dobra wspólnego. A mogą oni uprawiać rolę, pracować w kopalni, wypasać bydło i tak dalej i tak dalej. Co ważne, należy odpowiednio wyznaczać pracowników, tak by została w mieście zachowana równowaga między pracą na roli, przemyśle, a usługami, że się tak wyrażę. Bo każde pole, (toć mapa podzielona na kwadraty jest jak w każdej cywilizacji) w zależności od surowców znajdujących się na nim, generuje jedzenie (potrzebne dla wzrostu miasta), „pracę”, że się tak wyrażę (szybciej wznoszone są budynki i trenowane jednostki) oraz złoto (to wiadomo, kasa).
 Cywilizacja 4 jest grą oczywiście turową, tak więc gdy zastanawiasz się nad tym jaki ustrój wprowadzić, albo co wybudować, nie musisz się martwić o najazd wroga.
 

Innowacją w serii jest zależność tego co możemy wyprodukować od tego, jakie surowce są w naszym posiadaniu. Posiadaniu, czyli muszą znajdować się wewnątrz granicy naszego państwa, być odpowiednio zagospodarowane (np. kopalnia) i musi być do nich doprowadzona droga. Logika. Rozwiązanie trafne, bo narzuca graczowi odmienny styl gry w zależności od partii, w którą gra. Nie ma mowy o spamowaniu legionistami we wczesnym stadium gry i zajmowaniu ledwo rozwiniętych państewek bez złóż żelaza! Możesz pan co najwyżej z hołotą w maczugi uzbrojoną wyskoczyć, albo w ogóle nie mieszać się w konflikty, tylko zająć się gospodarką, o! A są ku temu bardzo duże możliwości.


 

 

Tak, tak! W Cywilizacjach zawsze można było postawić na gospodarkę i bawić w budowanie, ale w gruncie rzeczy na niewiele to się zdawało. Koniec końców i tak agresorzy rozdeptywali całe wieki naszych starań. W „czwórce” natomiast mamy ku temu sposobność o wiele bardziej interesującą i dającą sporo frajdy. Otóż ustrój danego państwa dzieli się na pięć składowych części: rządową, prawną, związaną ze sposobem pracy, gospodarczą i religijną. Każda po kilka opcji. Mają one elementarny wpływ na grę, ponieważ determinują w jaki sposób będziemy sprawować rządy. Czy będziemy teokratą z wolną gospodarką, czy też komunistycznym pacyfistą zależy od tych opcji. Jest też sprawa religii: mamy ich siedem – od chrześcijaństwa i judaizmu, przez islam po konfucjanizm i taoizm. Oczywiście jedynie w naszej gestii leży czy będziemy coś wyznawać, czy też nasze państwo będzie stricte ateistyczne. Religie natomiast mają dobry wpływ na naszą ludność – sprawiają, że jest szczęśliwsza.
 

O dostępnie do określonego stylu rządów, religii czy choćby jednostki decyduje nasz poziom zaawansowania technologicznego. Wszystko w formie drzewka rozwoju, odkrycie jednej rzeczy umożliwia odkrycie następnej – proste jak barszcz z kartoniku marki Hortex, czyli nalewasz i pijesz. Dla skwapliwie wszystko planujących jest drzewko rozwoju, ładnie oprawione i złożone w pudełeczku z grą. O szybkości odkryć danych technologii decyduje nasz nakład na naukę. Tutaj, czyli w kwestii nakładów na odpowiednie potrzeby, niewiele się zmieniło. Nadal mamy podatki, nakład na naukę i nakład na przedmioty zbytku, czyli balangę i różne uszczęśliwiające śmieci dla poddanych. Idąc tym tropem: im większe nakłady na naukę, tym szybciej odkryjemy nowsze technologie. Można też wynająć specjalistów w miastach, którzy nam te odkrycia przyśpieszą.
 

Z nowszych rzeczy jeszcze wypada wspomnieć o wielkich ludziach. Urodzi się taki Mojżesz w jednym z twoich miast i masz masę bonusów z tego powodu! Możesz dziadka zachować, by razem z Szekspirem, czy innym Elvisem zapoczątkować Złotą Erę naszego państwa. Wtedy to wszyscy wszystko chętniej robią, skarbiec jakby pełniejszy, a miasta szybciej się rozwijają. Jednak wielką personę możesz poświęcić na rzecz dokończenia jakiejś budowli, odkrycia, czy też budowy katedry. Można też budować obecne i w poprzednich częściach Cuda Świata, które dają wymierne korzyści w postaci dostępu do wszystkich ustrojów, szybszej produkcji czy też polepszonych kontaktów dyplomatycznych – w zależności od tego co zbudujemy.


 

 

Uff... teraz macie ogólne pojęcie o tej grze, pora powiedzieć jak się w to gra. A gra się przyjemnie, łatwo i bezproblemowo. Przyjemna graficzka, genialna muzyka i wciągający gameplay robią swoje. Zaobserwowałem również syndrom „jeszcze jednej tury”, a to już znak, że gra jest bardzo dobra, a granie w nią może się skończyć wpadnięciem w continuum czasoprzestrzenne (co jest główną cechą odróżniającą graczy od innych ludzi). No, ale coś tu nie pasi. Nie pasi, albowiem do gry tej nie za bardzo chce się wracać. Fakt, usiądę to wsiąknę, ale zanim zrobię to ponownie minie sporo czasu. Dlaczego tak się dzieje? Nie mnie to wyrokować, tylko psychoanalitykowi. Jedno jest pewne – po dłuższym obcowaniu gra nudzi. Po prostu najzwyklej w świecie nudzi. To jest smutne, bo mimo zastosowanych innowacji, pomysłów, odświeżonej grafiki Cywilizacja 4 przegrywa strarcie z „dwójką”. Sad but true. Gdzie szukać winy, powodu? Może ta Cywilizacja 4 za bardzo przebajerowana jest? Cholera wie.
 

Wspomnę jeszcze o trybie multiplayer, który zdaje się ratować tę produkcję od nudy. Można grać do 7 graczy, zasady te same co w singlu, gra się przyjemnie. Co ciekawe, kiedy dany gracz wyjdzie z partii, kolejny który dołączy się, zajmuje miejsce za sterem jego cywilizacji. Może się więc trafić, że po wejściu do gry zastaniemy wojska pod stolicą ;). Ale jak się nie podoba, droga wolna – załóż własną grę. Firewall? On nie stoi na przeszkodzie, gra go sprytnie omija. 

 
Reasumując, Cywilizacja 4 jest grą dobrą, bardzo dobrą. Jest grą wręcz wybitną, plasuje się w pierwszej piątce najlepszych tytułów 2005 roku ale... No właśnie ale. Ale nudzi. Stąd też nie wiem jaką ocenę wystawić, ale obawiam się, że dziewiąteczka za te kilka wymazanych z życiorysu wieczorów się należy.

  

 Cywilizacja IV

ocena

 grafika 8+  muzyka 9  grywalność 10

9


+ Muzyka!
+ Grafika.
+ Ogół rozwiązań.

- Po dłuższym czasie nudzi.
- Większych nie stwierdzono.