|
|
|
Film - Doom
Oczekiwałeś, że licencja kultowej gry zostanie dobrze wykorzystana? Została. A chciałeś może klimatu rodem z pierwszych Allienów, czy rasowych filmów grozy? Może pragnąłeś jakiegoś przesłania? Roześmiać ci się w twarz, czy zrozumiesz swój błąd?
Po Doomie oczekiwałem wiele. Raz, że gry z tej serii rozeszły się w sporym nakładzie i wciąż cieszą się popularnością, dwa, że baza na Marsie i mordercze bestie w rodzaju Hellknightów i Impów są jak znalazł materiałem na dobry horror. Cóż jednak, chce się powiedzieć, że wyszło jak zwykle, no, może odrobinkę lepiej. Z ciekawostek powiem, nim przystąpię do właściwej recenzji, że na stołku reżysera zasiadł Polak, Andrzej Bartkowiak i… do „mistrza gatunku” Uwe Bolla jeszcze mu, na szczęście, brakuje!
Jednym z najważniejszych czynników w każdym filmie jest fabuła- to ona decyduje w dużej mierze, czy podczas seansu będziemy ziewać, czy spoglądać z zainteresowaniem i ekscytacją na losy bohaterów. W Doomie historia jest cienka jak przepołowiona bibułka. W bazie położonej na malowniczej planecie Marsie zaczynają się dziać dziwne rzeczy, naukowcy z grupy pracującej pod przewodnictwem niejakiego doktora Carmacka (Niezłe, ciekawe skąd wzięli to nazwisko, co? :P) zostają uśmierceni przez tajemnicze monstrum. Rzecz jasna sprawę trzeba wyjaśnić i stąd nasi bohaterowie dostają w swoje ręce ważne zadanie i w chwilę po otrzymaniu rozkazu lądują już na stacji badawczej UAC- Olduvai. Sarge wraz ze swymi ludźmi musi powstrzymać, niewiadome jeszcze, zło. Trochę humoru autorzy upchnęli w niektórych utarczkach słownych między członkami zespołu. Prawdziwa mieszanka osobowości! Fakt, większość dowcipów to żałość przez duże „żet”, ale jeden czy dwa chlubne wyjątki się jednak znalazły.
Jak losy oddziału potoczą się dalej? Aby nie zdradzać tajemnicy, która i tak jest strasznie naciągana i słaba, powiem tylko jedno- efekty specjalne, marny poziom dialogów, wszystko sprowadza się do mordu, rzezi i brutalności. Gdyby jeszcze za wszystkim stała jakaś oryginalna intryga, ale gdzie tam! Poza tym niektóre wątki nie zostały dobrze wykorzystane (np. motyw Młodego i jego kontaktów z narkotykami). Toż to jakieś strzępy!
Od początku wiadomo, że z tej misji nie każdy wróci żywy. Tym bardziej, że złośliwy reżyser chyba bardzo upodobał sobie efektowną śmierć i zamianę wszystkiego co się rusza w kupę flaków. Tak brutalnego „dzieła” chyba jeszcze nie było. Mnie tam akurat to ani ziębi, ani grzeje, choć może część ludzi podnieca jucha tryskająca aż po sam sufit. Z kolei dziewczyny siedzące za mną niezbyt sobie przypodobały te wszystkie obrzydliwości, ciekawe czemu? :] No fakt, niby zachowana została wierność oryginałowi (czyli: Wielka rzeź, efektowne starcia i zero sensownej historii) i choć w grze się to nawet sprawdzało, to w filmie… No szkoda gadać!
Muzyka to typowy przykład roboty „takiej sobie”. Nie porywa, właściwie nawet się jej nie zauważa. Wiadomo- akcja przyśpiesza, puszczany nam zostaje typowo mocny kawałek.
Doom nie jest jednak zupełnie beznadziejny. A to z dwóch powodów- po pierwsze, zawiera bardzo dużo nawiązań do komputerowego odpowiednika (jeden z bohaterów ma ksywę Pinky. Zgadnijcie w jaką bestię się zmienia? :P), widać to nie tylko po scenografii, która żywcem przypomina grę, ale także po strojach, bestiach i broniach, z BFG vel Big Fucking Gun na czele. No i scena która przejdzie chyba do historii- widok z oczu bohatera, który do złudzenia przypomina trzecią Zagładę. Naszym oczom ukazuje się broń wystająca przed oczyma herosa, który bezustannie załatwia nią rozmaite impy i inne potworzyska. To NAPRAWDĘ przypomina sławne dzieło id! No i przynajmniej nie oszczędzano na słowach, dzięki czemu nabiera to jakiegoś realizmu, o ile można mówić o realizmie w filmie o zabijaniu demonów z piekła. Na pewno po śmierci przyjaciela żaden z żołnierzy nie rzuci „o jejciu jej, kurczę pieczone, motyla noga, jaka szkoda, że zginął”.
Nie spodobało mi się za to zakończenie- nagle z dowódcy robi się, zupełnie bez przyczyny straszny, za przeproszeniem, dupek i… Zresztą dowiecie się tego w kinie :] Nie sposób też odmówić patosu wszystkim tym wybuchom i efektom! Światowa Czołówka jak nic! No i… Marines mają latarki! :] To chyba dedykowane tym, którzy nie mogli w grze ujrzeć czubka własnego nosa…
Doom to kicz, szmira i tandeta. Choć, jeśli nie oczekujesz wiele, zapewne wyjdziesz z kina uśmiechnięty. Cóż - typowa sieczka umysłu, która pozwoli ci się odprężyć po ciężkim dniu. Jeśli jednak od każdego filmu wymagasz dużo, omijaj ten z daleka! Bartkowiak naprawdę musi się sporo postarać przy następnym przedsięwzięciu, bo wyląduje tuż obok Uwe Boll(eści)a w rankingu „beztalencie stulecia”.
Papkin
|
|