|
SILVER EARRING (tak w oryginale nazywa się gra) powstawał jakoś tak po cichu, że nie otarłem się o żadną zapowiedź, tudzież newsa. Zajrzałem zatem na oficjalną stronę producenta (bliżej nieznany mi developer Frogwares) i stamtąd dotarłem na oficjalną stronę SILVER EARRING. Nie znalazłem tam żadnych informacji na temat omawianej tu gry, jedynie krótki opis fabuły, garść screenów, kontakt w razie problemów i demo do pobrania. Co gorsza nie było nawet forum. Jedyne, czego się niejako dowiedziałem, to że Frogwares już wcześniej popełnił przygodówkę związaną z przygodami najsłynniejszego detektywa wszechczasów (THE ADVENTURES OF SHERLOCK HOLMES). W tej recenzji nie mogę jednak powoływać się na wcześniejszą odsłonę, gdyż nie miałem okazji w nią zagrać.
Ale mowa tu o TAJEMNICY SREBRNEGO KOLCZYKA. W Polsce gra wydana została pod znaczkiem Nowa Dobra Gra, a tamtejsi panowie ustalają, jak wiadomo, rozsądną cenę dla całkiem, przecież, miodnych produktów. A co oferuje nam SILVER EARRING (od teraz SE)? Hmm... Popatrzmy.
Fabuła, domyślam się, dość luźno nawiązuje do poprzedniej części. Sherlock Holmes otrzymuje list gratulujący rozwiązania poprzedniego zadania. Zostaje również zaproszony na przyjęcie pewnego londyńskiego bogacza - pana Melvyna Bromsby'ego. Owe przyjęcie organizowane jest w celu uczczenia powrotu córki, sir Bromsby'ego. Niestety tuż po rozpoczęciu uroczystego przemówienia pada strzał i milioner osuwa się martwy na ziemię. Tak pokrótce przedstawia się fabuła.
Oczywiście Holmes, nie czekając na policję, rozpoczyna przesłuchiwanie świadków i zbieranie dowodów. Na tymże też, w większości opiera się gra. Są oczywiście również zagadki w stylu "użyj ołówka na papierze", bo w końcu co by to była za przygodówka. W tym drugim przypadku zagadki nie są wymagające, ale logiczne, przez co gracz nie jest zmuszony do bezcelowego przetaczania się przez lokacje w niewiadomym celu. Bardziej wymagające są natomiast łamigłówki, zmuszające do dłuższego myślenia, czyli łamanie wszelkiego rodzaju szyfrów, których rozwiązanie sprytnie ukryte mamy w zebranych już informacjach. Szczerze się przyznam, że nigdy, pomimo wielogodzinnego myślenia nie udało mi się rozszyfrować tego typu zagadek, chyba, że były stosunkowo łatwe. Pierwszy taki element w SE rozzłościł mnie strasznie, do tego stopnia, że zdesperowany zajrzałem do solucji. W grze zastosowano przestarzałe już menu przedmiotów w kształcie przewijanego paska u dołu ekranu. Jak wiadomo, używanie tego typu menu, nie jest wygodne, dla tej gry jednak warto się poświęcić ;). Warto wspomnieć, że w owym menu mamy od samego początku 3 niezbędne przedmioty detektywa - lupę, probówkę oraz taśmę mierniczą. Dwa pierwsze, wiadomo ku czemu służą, taśma zaś przydaje się w celu określenia, np. rozmiaru buta na podstawie znalezionego odcisku stopy.
Wszelkie znalezione poszlaki są potem uważniej badane na Baker Street - w domu Holmesa. Skoro jesteśmy już przy lokum detektywa, muszę wspomnieć, że gracz trafia tam każdego dnia w celu zbadania przedmiotów. Musi też rozwiązać quiz, w którym odpowiedzieć musi na pytania tak/nie i poprzeć odpowiedź dowodem. Z tego też względu gra wymaga od gracza spostrzegawczości i zdolności kojarzenia faktów.
Nie zdążyłem, jak dotychczas napisać nic o interfejsie poza opisem menu przedmiotów. Otóż jest to standardowy point'n'click - troszeczkę może zreformowany. Gdy kursor najeżdża na miejsce, gdzie można coś zrobić, zmienia się w charakterystyczną rękawiczkę. Gdy można z kimś pogadać przybiera postać portretu danej osoby. Natomiast, w miejscu, gdzie po kliknięciu Holmes przechodzi do dalszej części lokacji, kursor ma kształt odcisków butów. W grze musimy też w pewnych momentach pokierować nieodzownym współpracownikiem Holmesa, doktorem Watsonem, ale współpraca wspomnianych postaci nie ma takiego znaczenia, jak miała, np. w ZEGARMISTRZU (WATCHMAKER).
Zajmijmy się teraz takimi aspektami, jak grafika i dźwięk. Tak więc, wg kolejności: W grze poruszamy się po prerenderowanych tłach, podobnie jak w SYBERII czy POST MORTEM. Takie tła mają oczywiście swój urok, sam osobiście bardzo je lubię. Do obiektów 3D zaliczyć można właściwie tylko postacie (choć większość przedstawionych w SE trupów, jest i tak wtopiona w tło ;). Są one za to dobrze animowane (postacie, nie trupy ;), choć przydałoby się im nieco więcej ruchu, gdyż podczas rozmowy, oprócz kłapania ustami wykonują tylko nieznaczne gesty rękoma. Najbardziej zaskoczyła mnie jednak gra światła i cienia. Nie ma ona oczywiście, jakiegoś istotnego znaczenia w rozgrywce, ale jest bardzo przyjemnym dla oka elementem. Cienie padają w odpowiedni sposób na każdy obiekt i pokrywają się z ruchami postaci. W jednym tylko momencie zauważyłem, aby cień przeniknął przez obiekt, ale patrzyłem wtedy bardzo uważnie :). Nie spodobała mi się natomiast sztuczność ruchów naszego bohatera. Gracze, którzy grali w Syberię, pamiętają zapewne, jak Kate "nastawiała" się do takich ruchów, jak wejście na schody czy otwarcie drzwi. Holmes natomiast "nastawia" się przed zrobieniem jakiegokolwiek ruchu. Gdy rozkażemy przejść mu do dalszej części ekranu, detektyw najpierw musi obrócić się w odpowiednim kierunku. Irytował mnie ten element strasznie. Zdarzały się nawet takie chwile, kiedy Sherlock stawał w miejscu i obracał się już w trakcie kroczenia.
Co zaś nam oferuje oprawa audio? Nie ma sensu komentować dźwięków typu "stuk-puk", bo tutaj swoją pracę wykonano jak należy. Zajmijmy się zatem głosami postaci. Bardzo trafnie, według mnie dobrano głos głównego bohatera, bowiem szalenie dobrze pasuje on do jego "deduktycznej" mowy. Równie dobrze pasuje brzmienie głosu doktora Watsona, jak i reszty bohaterów. W Polsce gra została wydana w kinowej wersji językowej, więc musimy zadowolić się wysłuchiwaniem angielszczyzny. Najbardziej polubiłem mimo wszystko muzykę. Orkiestralne brzmienia pasowały do dziejących się na ekranie wydarzeń, nie mówiąc już o tym, że same w sobie są miłe do posłuchania. Autorzy nie zapisali jednak tych plików w formacie mp3, wma, czy innym powszechnym formacie, więc nie można posłuchać sobie w wolnej chwili :(.
Co jeszcze? Nie wspomniałem dotychczas, jak dobrze zrealizowano przerywniki filmowe. Bynajmniej nie wizualnie, bo choć gra w tym aspekcie korzysta z technologii Bink Video, to nie grafika stanowi o ich świetności. Chodzi mi wspaniałą reżyserię tychże przerywników. Jeśli będziecie mieć z SE do czynienia, zwróćcie uwagę na ten element.
Czy jednak cała gra jest taka świetna? Bardziej widoczne niedociągnięcia wymieniłem już w akapitach powyżej, czyli krótko mówiąc, większych nie ma. No, może poza długością rozgrywki, bowiem jej przejście wprawnemu graczowi zajmuje góra tydzień (z poradnikiem w ręku - 2 dni). Gra jest godna polecenia szczególnie, biorąc pod uwagę cenę. Fani przygodówek powinni być zachwyceni i dziękować Nowej Dobrej Grze "złapanie" tej gry w swoje łapki. Bo choć ten wydawca nie ma koncie żadnego gigaprzeboju, to jednak trzeba przyznać, że w Polsce jest jednym z dwóch, który wystawia za rozsądne ceny.
|