Recenzje

 

  Broken Sword

 

“Każda saga ma swój początek” – te słowa widniały na plakatach reklamujących część pierwszą “Gwiezdnych Wojen” czyli “Mroczne Widmo”. I choć nie będę tu opisywał zdarzeń, które miały miejsce dawno temu w odległej galaktyce, to te słowa są tu na miejscu, bo tematem tego tekstu jest pierwsza część kultowej (dla wielu) serii gier przygodowych czyli Broken Sworda. Jaki jest początek tej sagi dowiecie się z tego tekstu.




A wszystko zaczęło się tak niewinnie – otóż niejaki George Stobbart przyjechał na wakacje do Paryża. Siedział sobie w kawiarence i podziwiał jesienny pejzaż miasta(oraz nogi kelnerki) gdy zobaczył, że do tej kawiarni wchodzi właśnie klaun z akordeonem. Tenże klaun zostawił swój instrument na stoliku, przy którym siedział jakiś starszy pan i bez słowa opuścił lokal. George zwrócił też uwagę na to, że klaun wychodząc zabrał ze sobą jakąś teczkę. I nim zdążył cokolwiek powiedzieć, to leżał już na ziemi przywalony stolikiem, a wszystko przez to, że kawiarnią wstrząsnął wybuch( w akordeonie była bomba). Efekt – jeden zabity, dwoje rannych i doszczętnie zniszczony lokal. Wkrótce na miejsce tragedii przybywa dwóch policjantów z inspektorem Rosso na czele oraz, nieco później, młoda fotoreporterka Nicolle Collard. Od tego momentu wakacje George’a nie będą już tak spokojne, a afera w którą się wplątał rzuci go w różne zakątki świata – małą miejscowość w Irlandii, posiadłość pewnej hrabiny w Hiszpanii, miasto w Syrii oraz (oczywiście) w różne miejsca w Paryżu. Cała sprawa kręcić się będzie wokół tajemniczego średniowiecznego manuskryptu, tytułowego złamanego miecza i legendarnego skarbu templariuszy. Co łączy te elementy dowiemy się poznając fabułę tej gry. Trzeba uczciwie przyznać, że jest ona intrygująca i sprawia, że trudno oderwać się od tej produkcji, a wszystko za sprawą doskonale uknutej intrygi, niespodziewanych zwrotów akcji i ciekawych wątków pobocznych. Grając w tę grę nudzić się nie sposób.




Nim jednak poznany sekret templariuszy będziemy musieli rozwiązać różne problemy. I tu mam do gry małe zastrzeżenie – otóż zagadek typowo logicznych takich jak różnego rodzaju puzzle, przesuwanki itp. jest tu bardzo mało( na dobrą sprawę to pamiętam tylko jeden taki element) Trochę szkoda, zwłaszcza że twórcy zaimplementowali w grze kilka zadań typowo zręcznościowych. Oznacza to, że czasem trzeba się spieszyć, gdyż inaczej George zakończy swój żywot. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czasem gra próbuje nas wprowadzić w błąd podsuwając rozwiązanie, które nie jest tym prawidłowym  i w efekcie jedyne co pozostaje nam zrobić, to skorzystać z opcji „restore”. Na szczęście tych elementów nie ma aż tak wiele(ze 3 – 4) – to raz, a dwa zwykle po kilku nieudanych próbach w końcu udaje się rozwiązać dany problem. Pozostałe zagadki polegają na używaniu różnych przedmiotów we właściwym miejscu i czasie. Zwykle nie trudno jest domyśleć się, co należy zrobić, ale czasem trzeba nieco bardziej wysilić swój mózg, aby trafić na właściwą ścieżkę. W sumie mogłoby być nieco lepiej, ale i tak nie ma co zbytnio narzekać, tym bardziej że........

..........gra zawiera potężną dawkę humoru. Najczęściej śmiać się będziemy z komentarzy George’a, choć i inne postacie też mają sporo humorystycznych kwestii. Mimo wszystko, to „Żorżi” będzie nas tu głównie bawił. Dzięki temu czas spędzony przy tej grze upływa jeszcze szybciej i jeszcze bardziej przyjemnie. Humor też sprawia, że na niedoskonałości gry( w tym przypadku małą liczbę zagadek) patrzy się z przymrużeniem oka. A co najlepsze w tym wszystkim, to to, że aby pojąć te dowcipy nie trzeba być wcale geniuszem z angielskiego(gra nie została NIGDY wydana w polskiej wersji językowej!) Wyszło to tylko grze na dobre, tym bardziej że śmiech to zdrowie. A że śmiać się jest z czego, więc tę grę można polecić jako lekarstwo każdemu(nie tylko maniakowi przygodówek) , kto ma doła.




Przejdźmy teraz do spraw technicznych, czyli do rzeczy, na które prawdziwy fan gatunku zwraca mniejszą uwagę. Na początek pomówmy o grafice. Jak wiadomo gierka jest już niemłoda, więc to co widać na ekranie zachwycić nikogo nie może. Trudno aby tak było, skoro nie trzeba przystawiać lupy do monitora, aby zobaczyć piksele. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę wiek gierki oraz fakt, że w tamtych czasach trudno było stworzyć coś ładniejszego, to należy uznać grafikę za udaną. Tak, wiem że podobne rzeczy pisałem w kilku innych recenzjach starszych gier (Sanitarium, Broken Sword 2 itd.), ale cóż zrobić skoro to stwierdzenie pasuje także i tutaj. Zresztą jak dla mnie, to nawet dziś gra prezentuje się przyzwoicie. Ładnie wyglądają lokacje, postacie też nie rażą w oczy, a przerywniki filmowe także sprawiają pozytywne wrażenie. Postacie są również nienajgorzej animowane, choć pewnie znajdą się i tacy, co stwierdzą, że poruszają się nieco koślawo. Ogólnie jednak grafikę należy zaliczyć do pozytywów.
Drugą sprawą jest dźwięk i muzyka. Tym elementom również nie można nic zarzucić. Dobrze dobrano głosy postaci, zwłaszcza tych głównych czyli George’a i Nico. Pozostałe postacie napotykane podczas gry również mówią tak jak powinny, a w ich głosach można wyczuć emocje im towarzyszące. Podobnie jest z muzyczką, która przygrywa w tle, gdyż świetnie spełnia swą rolę w budowaniu klimatu gry, jest nastrojowa i umila czas spędzony przy rozwiązywaniu zagadki templariuszy.

Na koniec pozostał interfejs – ten również jest dobrze wykonany i na pewno zasługuje na określenie „intuicyjny”. Grę obsługujemy myszką klikając w różnych punktach ekranu. Jak przystało na porządną grę point&click kursor zmienia swój kształt w zależności od tego, co można wykonać w danym miejscu. Dzięki temu wiadomo co powinniśmy zrobić, a jedyne nad czym musimy pomyśleć, to jak wykonać daną czynność( w sensie jaki przedmiot mamy użyć a nie w sensie jakie klawisze wcisnąć). Oczywiście postępy w grze można zapisywać w dowolnym momencie, co jest dobre, zwłaszcza że w kilku miejscach można zginąć. W sumie więc i ten element wychodzi na plus.

Jak widać początek sagi Broken Sword jest ciekawy i w przeciwieństwie do „Mrocznego Widma” jest produktem bardzo udanym. Choć ma pewne wady, to mimo wszystko wręcz należy w tę grę zagrać. Jestem pewien, że tak jak w tej grze George i Nico zakochali się w sobie, tak wielu graczy zakocha się w pierwszej części Broken Sworda. Dobra rozrywka gwarantowana.

  

 Broken Sword

ocena

 grafika 9  muzyka 9  grywalność 9

9


+ fabuła
+ klimat
+ humor
+ grafika
+ muzyka i dźwięki
+ interfejs

- za mało zagadek
- elementy zręcznościowe