|
Tak jak wiele rzeczy dzieję się u mnie przez przypadek, tak samo z powodu zwykłego zbiegu okoliczności ta gra znalazła się w mojej kolekcji. Co prawda przed zakupem miałem przestudiowanych kilka recenzji i opinii różnych ludzi. Jednak oprócz czystej ciekawości, jaka mnie napełnia do każdego lepszego tytułu, nic mnie w tym kierunku nie ciągnęło. Ale tak się stało, że BG&E mam i muszę przyznać szczerze, że po dziś dzień jestem zadowolony.
No to idę kolejny raz zanurzyć się w barwną intrygę Hillys.
Beyond Good & Evil przypadnie do gustu każdemu graczowi, zarówno fanowi przygodówek, jak i gier akcji. Można rzec, iż jest to raczej rzadko spotykane połączenie, które aż tak dobrze prezentuje się w wersji finalnej. Nad grą pracował twórca serii doskonałych przygodówek Rayman. Rękę Michaela Ancela widać już na pierwszy rzut oka. Chociażby w ślicznej, pastelowej grafice, oraz ciekawie prezentujących się postaciach. Jednak niech nie zwiodą Cię jej korzenie. Z tą produkcją kilka dobrych chwil spędzi zarówno człowiek młody, jak i osoba starszego wieku.
Akcja toczy się w dosyć przyjemnym i zdumiewającym świecie Hillys, a potem na planecie, której nazwa budzi pewne skojarzenia. A czy celowo? Kto to wie... W każdym razie odwiedzimy wspaniałe miejsca na Naboo. Ten jakże piękny krajobraz często nawiedzają, jak się pewnie domyślasz, złe stworzenia zwane DoomZami. Oczywiście na pomoc mieszkańcom śpieszą doborowe jednostki Alpha Sections. Ale czy na pewno jest to bezinteresowna pomoc? Otóż nie, ponieważ AS dąży do przejęcia całkowitej władzy oraz podporządkowaniu wszystkiego pod ich bezwzględny terror. Czyli jak to w życiu bywa, terrorysta będzie terroryzował swoich przyszłych poddanych. Jednak na ich nieszczęście na przeciwko staje młoda, zielono oka (zielono usta zresztą też), oraz jakże ponętna reporterka, którą ubezpiecza knurowaty wuj (?) oraz niezbyt rozgarnięty, ale najlepszy agent Iris Network, pan „Podwójne H” ;).
I tak oto, ta wesoła gromadka ma zamiar przeciwstawić się gigantowi oraz ujawnić jego niecne plany. Nice...
Miejsca, które nawiedza Jade prezentują się oszałamiająco. Nie chodzi tutaj wcale o powalające efekty graficzne, które i tak są nienajgorszej klasy, ale o całą koncepcję świata przedstawionego. Budynki oraz całe otoczenie są malowane lekko komiksową, lekko rysunkową kreską, która jest wypełniona ciepłymi kolorami. Woda oraz niebo idealnie współgrają i są idealnie odwzorowane. Można powiedzieć, że cała akcja toczy się w doskonale zrealizowanym animowanym filmie. Podsumowując: Jest, na czym zawiesić oko!
Widać, że twórcy doskonale bawili się podczas procesu powstawania, co przeniosło się na efekt końcowy. Poczynając od głównych postaci, które się prezentują doskonale. Nasza reporterka wygląda naprawdę „miło”, oraz została uzbrojona w bardzo rozbudowany garnitur ruchów, które nie tylko sprawiają wrażenie naturalnych, ale i takie są. Nie gorzej pokazuje swoje wdzięki reszta postaci. Jedne potrafią u nas wzbudzić uczucie współczucia, drugie potrafią rozbawić, a jeszcze inne mogą nieźle przerazić. Po prostu jest tak jak ma być, bez żadnych potknięć. Dzięki tej doskonałości gracz z łatwością się utożsamia z bohaterami, przez co mocniej przeżywa przygotowane przez scenarzystów przygody.
Nieodłącznym elementem gry oprócz warstwy wizualnej, jest ścieżka dźwiękowa. I tutaj znowu sprawa wygląda nie gorzej niźli w grafice. Jest po prostu dobrze. Wszystkie wykreowane postacie przemawiają swoim, niepowtarzalnym dla każdego z nich, oraz idealnie dobranym głosem. Potulna dziennikarka Jade ma barwę głosu odpowiadającą swojemu wyglądowi, a przykładowy czarny charakter, odzywa się grubym, iście „gangsterskim” głosem ;). Uzupełnieniem tego są wszelkie możliwe odgłosy otoczenia, oraz wszystkich żyjących stworzeń. Przyjemne są też melodyjki przygrywające nam w tle przez większość gry. Zmieniają się odpowiednio do otoczenia oraz sytuacji, w jakiej znajdują się nasi podopieczni. Najlepsze, że przechodzą one płynnie między sobą i tych zmian się nie odczuwa. Dźwięk jest niemalże niezauważalny, co jest już bardzo dużym plusem.
Tak jak już pisałem na początku BG&E jest wyśmienitym połączeniem przygody i akcji. Oprócz uruchomienia szarych komórek potrzeba jeszcze niezłej giętkości palców.
Praktycznie gra od samego początku do końca nie daje chwili na odetchnięcie, serwując nam coraz to więcej zróżnicowanych atrakcji, oraz problemów. Między innymi są to widowiskowe walki, wyścigi poduszkowców, tory z przeszkodami, elementy skradanek oraz wiele mini gier. To wszystko uzupełnia wiele mniej lub bardziej skomplikowanych zagadek. Pomimo takiego natłoku atrakcji w grze nie sposób się zagubić i zboczyć z głównego wątku. Jednak dzięki temu, nie mamy czasu na nudę. Praktycznie w każdej chwili gry towarzyszyć Ci będą wymienieni na początku przyjaciele, których umiejętności, nie tylko podczas pojedynków, wykorzystasz nie raz.
Bardzo ciekawym elementem, zwłaszcza dla mnie – wielbiciela wszelkiej fotografii, a jeszcze bardziej ich wykonywania, było umieszczenie w grze aparatu fotograficznego, jako jednego z niezbędnych gadżetów. Za jego pomocą z łatwością możemy zarobić całkiem grube pieniądze, pstrykając fotki wszystkiemu stworzeniu, które jeszcze dycha. Po za tym będziemy mieć z niego użytek podczas wykonywania misji. Na przykład podczas zakradania do tajnych baz, dzięki niemu będziemy otrzymywać tajne kody do drzwi. Ogólnie aparatem będziesz się bawił czy trzeba czy nie, ponieważ jest on fajną oraz przydatną zabawką. Enjoy...
No i w końcu dotarłem do jakiejś większej wady gry. Otóż chodzi o jej długość, która jest, hm... troszkę za krótka jak na moje wymagania. Właściwą rozgrywkę można skończyć w niecałe 15 godzin, co dla prawdziwego gracza jest wartością poniżej przeciętnej. W końcu, co to są dwa-trzy dłuższe wieczory przy tak bogatym i doskonałym tytule. Co prawda, dodatkowo w grze odnajdziemy kilka bonusów i dodatkowych atrakcji, jednak i one nie potrafią skutecznie przedłużyć zabawy. Pozostaje nam się zgłębiać fabułę kilka razy, przechodząc grę od początku, ale wtedy nawet najlepszy produkt potrafi szybko się znudzić.
Beyond Good & Evil można podsumować jako przygodę życia. Gra jest niezwykle rozbudowana i obfitująca w niespodzianki. Każdy, kto po nią sięgnie ma gwarancję dobrej zabawy. Pierwszy raz się spotykam z grą, w którą i dziecko i dorosły bawią się jednakowo dobrze. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. Amator katowania pada i klawiatury będzie na równi zadowolony, co wielbiciel rozrywki umysłowej.
W pewnym sensie możemy mówić o grze niemalże idealnej, tudzież doskonałej. Gdyby nie pewne malutkie błędy wychwalałbym ją pod niebiosa, a tak, trochę niżej się wznoszę.
Gra powinna także przyciągać rzesze ciekawskich z powodu Ojca pewnego, który zrobił jej doskonała reklamę. Otóż wiadomo, od lat toczy się spór o to czy gry są dobre, czy tylko nas deprawują i sprowadzają na drogę zła. Tym sposobem pewien ksiądz, długo się nie zastanawiając postanowił podać za przykład podmiotu szatana wiele mówiący tytuł: Beyond Good & Evil. Tylko jestem ciekaw czy widział tą grę na oczy...
Czy pomiędzy złem a dobrem jest miejsce na idiotyzm? Pozostawiając to pytanie Tobie, czytelniku, kończę te radosne wywody.
logout_
|